Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
Blog > Komentarze do wpisu

June Christy - The Misty Miss Christy (1955)

Cóż to jest w ogóle ten jazz? Niezwykle trudno jest podać jego definicję, określić jego granice, wyliczyć cechy nieodzowne by coś do jazzu zaklasyfikować bądź z niego wykluczyć. Bez wątpienia jednak jednym z takich najważniejszych wyróżników jazzu jest swing (pisał o tym niedawno Piotr Iwicki na swoim blogu http://jazzgazeta.blox.pl/2010/02/Porzuccie-wszelkie-kryteria-i-posluchajcie.html). A ten kojarzy się nam ze wspaniałymi orkiestrami jazzowymi, które jak grzyby po deszczu powstawały (i znikały) w Stanach Zjednoczonych w tych okrutnych i szalonych latach drugiej wojny światowej i powojennych. Jedną z takich orkiestr-legend był zespół Stana Kentona. Bardzo czesto zdarzało się, że brzmienie takiej orkiestry stawało sie rozpoznawalne, wyjątkowe dzięki wokaliście lub wokalistce, która na stałe była z taką orkiestra związana. W przypadku orkiestry Stana Kentona była to wielka Anita O'Day, która wszakże odeszła z grupy w 1945 roku, a zastąpiła ją właśnie artystka o pseudonimie artystycznym June Christy, która pod wieloma względami nie tylko dorównała, ale i przewyższyła swoją poprzedniczkę.

W latach pięćdziesiątych, chyba najlepszych dla jazzu, wzniosła śpiewania jazzowe na niewiarygodne wyżyny, a jej głos stał się dla cool jazzu tym samym co saksofon altowy Paula Desmonda, gitara Johnny Smitha czy fortepian Billa Evansa. Nie znajduję po prostu słów by wyrazić swój podziw dla tej artystki, której głos, styl, maniera stała się tak charakterystyczna i rozpoznawalna, że właściwie od razu kojarzymy ten styl ze swingiem i tą właśnie epoką w muzyce, z którą jest nierozerwalnie związana. Do dzisiaj jest obecna jako niedościgły wzór do naśladowania dla wielu wokalistek w najprzeróżniejszych gatunkach muzcznych, które świadomie bądź nie nawiązują do jej dziedzictwa.

A gdy w latach 60tych ubiegłego wieku jazz i swing odeszły w zapomnienie przynajmniej jeśli chodzi o masowe gusta muzyczne (bo przecież jazz przetrwał jako synonim awangardy i tego co kreatywne w muzyce w ogóle), to i June Christy zamilkła, tak piękna i niepowtarzalna jak cenny owad zaklęty w bursztynie, jakby w kapsule czasu, niezdolna by ze swoim głosem odnaleźć się w epoce rock'and'rolla i następnych. Umarła w czerwcu 1990 roku, pamiętana jedynie przez najbliższych i przyjaciół, a i my dzisiaj ją wspominamy, udowadniając tym samym, że prawdziwa sztuka nie zna żadnych granic, ani w czasie ani w przestrzeni. Poniżej genialny standard Theloniusa Monka Round Midnight w jej interpretacji, która jest moim zdaniem najlepszą wokalną wersją tego utworu jaka istnieje na tej planecie:

sobota, 20 marca 2010, trener66

Polecane wpisy

  • Chciałbym, ale się boję!!! w RadioJAZZ.FM

    Kiedy latem zeszłego roku kończyłem 3-letnią przygodę z RadiemJAZZ.FM mogłem z satysfakcją spojrzeć za siebie. Prawie tysiąc fanów audycji na Facebooku i tych n

  • Kocham Jazz na Polish Jazz!!!

    Kochani czytelnicy! Ponad 5 lat prowadzenia tego bloga dobiegło końca. Najpierw było to moje prywatne, intymne archiwum przeżyć wywoływanych przez obcowanie z m

  • Wakacje w Kocham Jazz!!!

    Przerwa wakacyjna w nadawaniu audycji Kocham Jazz w RadioJAZZ.FM !!! Dziękuję Wam za trzeci rok wspólnego słuchania jazzu i życzę SUPER UDANYCH WAKACJI ;-)))

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...