Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
Blog > Komentarze do wpisu

Jerzy Małek na koncercie w Warszawie zapowiada nową płytę!

Walentynki... Czy ja jeden co roku zapominam kiedy one wypadają? Z drugiej strony nic dziwnego, że wyparłem je ze swojej świadomości: kojarzą mi się z wydatkami, kiczem  i pełną hipokryzji słodyczą, której moja rogata dusza nie trawi. Ale jednak trzeba o nich pamiętać, bo jak śpiewał David Byrne w niezapomnianym songu Talking Heads zatytułowanym: "Girlfriend Is Better":

"Everyone's getting involved,

As we get older and stop making sense...".

Postanowiłem zatem połączyć ogień z wodą i na walentynkowy prezent zaprosiłem moją flamę na koncert jazzowy. Dokładniej na występ zespołu bardzo zdolnego polskiego trębacza  Jerzego Małka. "Nie słyszałam" - odpowiedziała. "A Marcina Wasilewskiego pamiętasz, tego pianistę, który grał z Tomaszem Stańką?". "Oczywiście!" - wykrzyknęła z radością. "A widzisz! Też będzie tam grał razem z perkusistą Michałem Miśkiewiczem z tego niezapomniego składu". "Cudownie, w takim razie idziemy" - odparła i zaczęła grzebać w szafie, z której wynurzyła się po kilku minutach z nieszczęśliwą minką: " Co sie stało?" - zapytałem zaniepokojony. "Nie idziemy. Nie mam się w co ubrać..."- oświadczyła bliska płaczu. "Zaczęło się..." - pomyślałem.


Zaczęło się! Muzycy pojawili się na scenie warszawskiego klubu Skwer: oprócz wyżej wymienionych, skład kwintetu uzupełniają grający na saksofonie altowym Łukasz Poprawski i na kontrabasie Max Mucha. Od pierwszych nut wiemy, że znajdujemy się w głównym jazzowym nurcie ze szczególnym uwzględnieniem jego bopowej fali. Dziwi to zwłaszcza w tym kontekście, że grają tu Marcin Wasilewski i Michał Miśkiewicz, którzy tak długo i z tak wielkimi sukcesami współtworzyli najlepszy cool jazz nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Ale właśnie oni, jakby chcieli pokazać, że mają też zupełnie inne oblicze, najbardziej zadziwiali energią, spontanicznością i witalnością. W ogóle między tymi dwoma istniała jakby niewidoczna, ale potężna więź, jakby pole siłowe spajające fortepian z perkusją. Było to najwyraźniej słychać w czasie solówek Marcina, którego improwizacje nicowaly, dekonstruowały i rozszczepiały na atomy bardzo melodyjne kompozycje Jerzego Małka, tak że chwilami wydawało się, że betonowe światy sali koncertowej rozsadzi atomowa zawierucha. Dobrze się w tym wszystkim odnajdował Max Mucha, który po raz kolejny pokazuje, że potrafi dotrzymać kroku najlepszym w Polsce magom kontrabasu (jego solówka na długo zapadła mi w pamięci).

Ale oczywiście w kwintecie, formacie nawiązujacym czytelnie do legendarnych zespołów tworzonych choćby przez Milesa Davisa i Johna Coltrane'a, najważniejsze są dęciaki! Zacznijmy od grającego na alcie Łukasza Poprawskiego, którego znamy chociażby ze składu Audiofeeling Band Pawła Kaczmarczyka: chociaż Łukasz wygląda jakby chorował na suchoty, a jego ubiór moja żona skomentowała krótko jako "tragiczny", to muszę przyznać, że o jego grze trzeba napisać w samych superlatywach. Nie tylko grał dobrze, po prostu wpółtworzył sound bandu, umiejętnie zmieniająć dźwięk swojego instrumentu w zależności od nastroju danego utworu. Potrafi wydobyć z saksofonu ogromną paletę dźwięków wywołujących tak skrajne emocje jak entujazm, swoboda, radość, ale także zadumę, skupienie i refleksję.

Intelektualny i introwertyczny alt Łukasza był doskonałym uzupełnieniem dla pewnej siebie, asertywnej i łobuzerskiej trąbki Jerzego Małka (od czasu do czasu zmiękczanej użyciem efektu wah wah lub zastępowanej flugelhornem). Nie od dzisiaj wiadomo, że trebacz ten posiada wielki talent i jego obecność z reguły gwarantuje najwyższej jakości support na płytach innych artstów (vide wspomniany wyżej Paweł Kaczmarczyk, zeszłoroczna doskonała płyta Tomka Sowińskiego "Synergy" czy tegoroczna bardzo dobra Krzysztofa Pacana "Facing the Challenge"). Natomiast jego liderskie dokonania, zarejestrowane na wydanej z dużym opóźnieniem w zeszłym roku płycie "Bop Beat" nie były jeszcze, moim skromnym zdaniem, na miarę jego talentu. Myślę jednak, że okres kształtowania jego muzycznej tożsamości powoli dobiega końca, bo na scenie warszawskiego skweru słyszeliśmy w pełni dojrzałego artystę, przemawiającego swoim własnym językiem, kreślącego wizje mainstreamu takim jakim on chciałby go widzieć na początku XXI wieku. Jaki to mainstream? Bez wątpienia eklektyczny, nawiązujący do tak różnych insporacji jak hard bop, blues, funky i groove, a nawet jazzowej awangardy, słyszalnej szczególnie w prowokujących publiczność, monkowkich czy taylorowskich z ducha dysonansach, jakie podrzucał od czasu do czasu Marcin Wasilewski.


Wreszcie odnotujmy, że w dwóch utworach pojawił się na scenie Radek Nowicki, towarzyszący Małkowi w nagraniu wspomnianej wyżej płyty "Bop Beat", którego saksofon tenorowy wniósł do zabawy nie mniej ciekawe elementy jak te wspomniane przy okazji wymienionych wyżej muzyków. Z tego co się dowiedzielismy od lidera grupy już w przyszłym miesiącu Jerzy Małek Group zaczyna nagrywać nową płytę, na której niewykluczone, że poza Radkiem Nowickim pojawią się jeszcze inni znamienici goście. Nie ma co ukrywać, że szykuje się prawdopodobnie jedna z najciekawszych mainstreamowych płyt tego roku.

Po zakończeniu koncertu, który bardzo ciepło został przyjęty przez niestety niezbyt licznie zgromadzoną publiczność z zazdrością obserwowałem jak moja żona podbiega do Jerzego Małka i Marcina Wasilewskiego by pogratulować im doskonałego występu. "OK" - pomyślałem sobie w duchu - "na następne Walentynki kochanie zaproszę Cię do kabaretu na pokaz kan kana i po koncercie zrobię to samo co Ty!".

poniedziałek, 14 lutego 2011, trener66

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...