Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
wtorek, 31 stycznia 2012

Wtorek 21.00 www.radioJAZZ.FM czyli Kocham Jazz Reaktywacja!!! Przynajmniej na żywo, bo z puszki to pierwsza audycja w tym roku poszła 2 tygodnie temu i to nie byle jaka! Bo gościem Kocham Jazz był Jerzy Mazzoll. Ta audycja wkrótce na chmurce i Ci którzy przegapili będą mogli jej posłuchać, a jest czego... Wszakże dzisiaj po raz pierwszy w tym roku będę nadawał z naszego nowego studia, na żywo i bardzo się z tego cieszę ;-)))

A tematem dzisiejszego naszego spotkania będzie najlepsza muza jaka pojawiła w IV kwartale 2011. Tu (link) możecie przeczytać mój artykuł na ten temat. Ale co tam artykuł! Najbardziej liczy się przecież muza i ona właśnie wybrzmi dzisiaj czyli we wtorek o 21.00 na www.radioJAZZ.FM. Wbijajcie też na fejsbukową stronę tej audycji, bo... playlista nie jest zamknięta! Logujcie się na: http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169, gdzie tak przed jak i w trakcie audycji czekam na Wasze sugestie. Co zagrać? Co pominąć? I tak dalej i tym podobnie, bo nic nie sprawia mi takiej przyjemności jak miła pogawędka przy jazzie ;-)))

Do usłyszenia - Maciej Nowotny 

18:26, trener66
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2012

I znów tekst, kóry zrodził się z inspiracji Kajetana Prochyry, ktory redaguje stronę  jazzarium.pl, nota bene ze wszech miar godną polecenia...

Na naszych oczach dokonuje się zmiana warty w polskim jazzie. Coraz więcej młodych muzyków nagrywa oryginalne płyty i to często tak dobre, że decydują o obliczu tej muzyki w naszym kraju. Cieszy też, że wielu uznanych mistrzów gra z tym młodym pokoleniem i pomaga mu zdobyć niezbędne doświadczenie. Najlepszym przykładem jest tu Tomasz Stańko, którego wielka klasa objawia się także w tym, że pomaga rozwinąć się wielu talentom. Dlatego między innymi z tak dużą niecierpliwością czekamy na jego nową płytę. Zwłaszcza, że wiele wskazuje, że Stańko po dość spokojnej "Dark Eyes" (2010) nagranej ze skandynawskim kwintetem szykuje jakąś większą awanturę. Zamieszkał w Nowym Jorku i gra wiele z młodymi gniewnymi nowojorskiej awangardy. Jego występ w trakcie Bielskiej Jesieni z Craigiem Tabornem daje przedsmak tego co mogłaby nam przynieść nowa płyta Tomasza. Tylko czy przyniesie już w 2012 roku?

To może być mocny rok dla trębaczy, bo nawet jeśli Stańko nie wyda nowej płyty to powinniśmy się doczekać nowego albumu tytana polskiej mainstreamowej trąbki czyli Piotra Wojtasika. Po ostatniej znakomitej płycie płycie "Blackout" nagranej z Judy Bady, która z niezrozumiałych dla mnie powodów przeszła jakoś bez echa w naszym kraju, Wojtasik szykuje podobno  album, na którym ma być sporo nut free jazzowych. Byłaby to rewolucja jesli chodzi o język tego muzyka, a do grania bardziej swobodnego i otwartego nikt nie ma lepszych kwalifikacji niż on właśnie. Na tym albumie pojawi się może inna gwiazda polskiego jazzu czyli Adam Pierończyk, dla wielu polski muzyk jazzowy roku 2010.



Z młodych trębaczy na dniach nowa płytę "Solar Ring" wydaje utalentowany Maciej Fortuna i może to być ciekawe wydarzenie, zwłaszcza że towarzyszy mu doskonały kontrabasista Piotr Lemańczyk i amerykański perkusista Frank Parker. Nadto kolejny trębacz Wojtek Jachna pojawi się na nowym wydawnictwie Sing Sing Penelope, które jest zapowiadane na rok 2012. A jeśli jesteśmy przy środowisku skupionym wokół legendarnego bydgoskiego klubu Mózg, to ja czekam bardzo na kolejny album grupy Dziki Jazz zatytułowany "Akineton", na którym tym razem usłyszeć mamy obok gitarzysty Kamila Patera, perkusisty Rafała Gorzyckiego i kontrabasisty Pawła Urowskiego, także saksofonistę Irka Wojtczaka. Z tych okolic dotrze także do nas wkrótce debiutancki longplay saksofonisty Tomka Gadeckiego (którego na polskich dniach WSJD słyszeliśmy w składzie Contemporary Noise Sextetu) i basisty Marcina Bożka, po którym wiele się spodziewam dobrego... Ale największym wydarzeniem jeśli chodzi o środowisko trójmiejsko-bydgoskie mogą być płyty legendy polskiego yassu Jerzego Mazzola: jedna to "Minimalover" nagrana z ojcem i synem Janickimi. Miałem okazję słuchać co nieco muzyki z tej jeszcze nie opublikowanej płyty i powiem Wam, że jest na co czekać! A jest jeszcze druga, solowa Mazzolla, "Responsio Mortifera", która może ukazać się gdzieś w okolicach Wielkanocy...



Skoro jesteśmy w tamtych rejonach geograficznych to powiedzmy dwa słowa jeszcze o braciach Olesiach, bo jeśli wyjdzie im choćby połowa tego co zamierzają, to ten rok może należeć właśnie do nich! Po pierwsze na pewno już ukaże się w 2012 roku ich płyta z Theo Jorgensmannem zatytułowana "Transgression". Mają jeszcze projekt z muzyką sefardyjską śpiewaną przez Jorgosa Skoliasa, którą ma wydać Tzadik Records. Do tego plany płyty w duecie, kolejne nagrania z Jorgensmannem i Chrisem Dellem, inny projekt z saksofonistą Gregory Tardym, a także współpraca... z supergwiazdą światowej awangardy Matthew Shippem! Trzymam kciuki za powodzenie tych przedsięwzięć, choć nie wierzę, żeby to wszystko udało się zrealizować...

 

Jak pamiętamy Miles Davis mawiał, że "muzyk tyle jest wart ile ma projektów". Pod tym względem Olesie to mocarze, ale nie ustępuje im Marcin Masecki? Na marzec planuje wydanie długo zapowiadanej płyty z Bachowskim "Kunsztem fugi", a nie jest to jedyny jego projekt zakładający flirt z klasyką. Bo z większym, orkiestrowym składem planuje zagrać latem w Łazienkach słynną "Muzykę na wodzie" Haendla, a z pianistą Levity Jackiem Kitą chce wykonać rozpisane na dwa fortepiany symfonie Mozarta. Ale czytelników jazzarium.pl zelektryzuje zapewne wieść, że szykuje się także nowy materiał w ramach zespołu Profesjonalizm tym razem... elektryczny właśnie! Nie mogę sobie tego kompletnie wyobrazić, ale to pokazuje, że Masecki wie dlaczego jazz definiowany jest jako "sound of surprise". No i najważniejsza wiadomość: ukaże się kolejna solowa płyta Marcina, która będzie bez wątpienia wydarzeniem, wziąwszy pod uwagę zainteresowanie (i kontrowersje!), które towarzyszyły poprzednim "Bobowi" i "Johnowi".

Wacław Zimpel to kolejny muzyk, po którym wiele dobrego się spodziewam w tym roku! Myślę, że ucieszy Was informacja, że na 2012 planowana jest nowa Hera, prawdopodobnie nagrana we współpracy z Michaelem Zerangiem i opatrzona tytułem "Ecstatic Music". Jak wiadomo Zimpel jest gwiazdą wytwórni Multikulti, która jeśli spełni wszystkie swe zapowiedzi ma wszelkie szanse dorównać Not Two Marka Winiarskiego. Nie wszystkie informacje mogę wyjawić, ale nazwiska, które mają szanse pojawić się w katalogu Multikulti po prostu... zapierają dech w piersiach. Wracając zaś do polskiego jazzu to dzięki Multikulti ujrzymy w tym roku prawdopodobnie nowe krążki Raphaela Rogińskiego, Roberta Kusiołka i wielu innych polskich muzyków. Moją uwagę wśród nich przyciagnęła płyta saksofonisty Tomka Licaka "Trouble Hunting", którego zeszłoroczny debiut był bardzo obiecujący. Towarzyszyć mu będzie na tej płycie utalentowany trębacz Tomasz Dąbrowski, który niedawno zdobył stypendium w Nowym Jorku i będzie nagrywał... z Tyshawnem Soreyem!!! Dla mnie to młody drummer nr 1 na świecie i wielka doprawdy to jest szansa dla Dąbrowskiego, aby nadać jeszcze większą dynamikę swojej dobrze rozwijającej się karierze...

I mógłbym tak jeszcze opowiadać i opowiadać, ale obawiam się, że Kajtek Prochyra z redakcji jazzarium.pl i tak sklnie mnie za ten nieco przydługi tekst, Zatem końcówka w telegraficznym skrócie!

Piotr Baron planuje z nowym kwintetem  w składzie Przemysław Jarosz, Maciej Adamczak, Dominik Wania i Adam Milwiw-Baron wydać płytę Mourning the Preacher" poświęconą ŚP O. Andrzejowi Hołowatemu OP. Smaczkiem tej płyty będzie gościnny udział Zbyszka Wegehaupta! Aby znaleźć środki na realizację tych planów do noworocznych postanowień Piotra Barona należy także wygrana w totolotku... przyznaję, iż to dobra koncepcja, którą także powinienem wziąść pod rozwagę...

Podobnie jak Piotr Baron z Wrocławiem związany jest Piotr Damasiewicz, którego debiutanckie płyty "Hadrons" i "Mnemotaksja" pokazały, że uszy ten muzyk na naprawde szeroko otwarte! Jego nowy projekt Damas Ensemble Power Of The Horns wprowaił w ekstazę niektórych z moich znajomych i wcale się nie dziwię! Uczestniczą w nim Maciej Obara, Gerard Lebik, Adam Pindur, Marek Pospieszalski i inni młodzi muzycy, tak iż sadze, że ta płyta może sporo namieszac w przyszłym roku w naszym jazzie... 



Nagrywać nowy krążek dla renomowanego niemieckiego ACT kończy Paweł Kaczmarczyk. Płyta w części ma zawierać całkowicie wyimprowizowany materiał, w części własne nowe kompozycje artysty, a w części pokłosie doskonałej serii jego krakowskich koncertów "Directions in music".

Rozchwytywany młody kontrabasista Maciej Garbowski zamierza wydać pierwszą własną płytę zatytułowaną "Element". Ale wielbicieli talentu tego muzyka ucieszy zapewne jeszcze bardziej informacja, że razem z Krzysztofem Gradziukiem i Przemysławem Raminiakiem, na początku roku planują wydać nowy album w ramach kultowej już formacji RGG trio.

Ponadto nowe krążki szykują: powracający na scenę Krzysztof Fetras, udanie debiutujący w zeszłym roku Light Coorporation, Maciej Trifonidis, Janusz Zdunek, Michał Wierba i Piotr Schmidt ze swoim kwintetem, Przemek Strączek, Włodek Pawlik  i wielu, wielu innych. Krótko mówiąć, dobrej muzy nam nie zabraknie, za co powinniśmy, jak by powiedział wzmiankowany wyżej Piotr Baron, "chwalić Pana"!!!

PS. Napisanie tego artykułu byłoby niemożliwe bez współpracy ze strony Tomka Łuczaka, któremu niniejszym chcę za to bardzo podziękować!!!

14:47, trener66
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 stycznia 2012

I znów skromny skryba Wincentius Kadłubkonis polskiego jazzu chwyta za pióro by opisać dla Was jakie to dziwy w muzyce, którą kochamy przyniósł nam IV kwartał. Zacznijmy jak zwykle od mainstreamu, ktory płynął obfitym strumieniem, ale który przyniósł tylko niewiele płyt godnych zapamiętania. Kwartał zaczął się od pięknego akcentu, bo trudno inaczej określić płytę 'Air' trębacza Jurka Małka nagraną z towarzyszeniem Marcina Wasilewskiego, Michała Miśkiewicza i Michała Barańskiego. Małek jest jednym z najbardziej zapracowanych  muzyków sesyjnych, ale ma za sobą też sporo już albumów nagranych pod własnym nazwiskiem. Żaden z nich nie spełnił jego oczekiwań, a te są duże, bo talent predystynuje go do czołowej pozycji w polskim jazzie. Czy te nadzieje spełni 'Air'? Może być ciężko, chociaż podkreślam, że mi ta płyta bardzo się podoba. Niestety wielu zarzuci Małkowi nadmierną skłonność do naśladowania wielkich mistrzów (Milesa, Stańki, etc.) i brak własnego wyrazistego przekazu. Czy słusznie? Moim zdaniem warto zapoznać się z płytą i wyrobić sobie własne zdanie...

O najnowszym albumie 'Over And Over' doświadczonego puzonisty Grzegorza Nagórskiego, nagranym znów w wyśmienitej kompanii Pawła Tomaszewskiego, Andrzeja Święsa i Łukasza Żyty, napisałem dość chłodną recenzję. Ale od tamtej pory z każdym przesłuchaniem krążek ów coraz bardziej mi się podoba. Czy zatem odszczekam teraz to co o niej napisałem? Nie do końca, bo chociaż przynosi on najwyższej jakości muzykowanie, jest pięknie nagrany i dźwięk puzonu lidera jest niezrównany, to z drugiej strony nie przyniósł on absolutnie nic nowego w stosunku do poprzednich albumów tego muzyka. Kolejny album nagrany w takim składzie będzie równie perfekcyjny i równie... aż boję się kończyć...

Grzegorz Nagórski to mistrz naszego jazzu, wykładowca na Akademii Muzcznej we Wrocławiu, a Daniel Popiałkiewicz to zeszłoroczny debiutant, bo wydana właśnie płyta 'Solstice' jest dopiero drugą w jego karierze. Popiałkiewicz Pana Boga za nogi złapał, że udało mu się namówić do współracy sekcję rytmiczną z RGG czyli Krzysztofa Gradziuka i Macieja Garbowskiego, których wsparł na tej konkretnie płycie Paweł Tomaszewski. Dialogi Gradziuka z Popiałkiewiczem usprawiedliwiają zakup tej płyty i w odsłuchu dostarczają mnóstwo przyjemności. Popiałkiewicz tą płytą udowadnia, że ma aspiracje przewodzić naszej młodej gitarze wraz Przemkiem Strączkiem, Markiem Kadzielą czy Rafałem Sarneckim. Ale właśnie tegoroczna płyta tego ostatniego 'Madman Rambles Again' ma to czego 'Solstice' brakuje: odrobinę szaleństwa! Popiałkiewicz powinien uważać przy nagraniu swojej trzeciej płyty, bo jest zbyt młody by pozwolić sobie na luksus powtarzania się po samym sobie...

Na ten luksus mógłby sobie natomiast pozwolić Grzech Piotrowski, bo co prawda wielu uważa go jedynie za lokalną kopię wielkiego Jana Garbarka, ale i tak publiczność kocha tego muzyka, a to koniec końców najbardziej się liczy. Tymczasem Piotrowski postanowił coś niecoś pozmieniać w swojej karierze i muszę przyznać, że swym najnowszy albumem 'Archipelago" wzbudził mój szacunek! Do Michała Barańskiego dokooptował Holendrów Brama Stadhoudersa grającego na gitarze i Onno Govaerta na perkusji i okazało się to strzałem w dziesiątkę! Perkusja Govaerta nadaje bardzo nowoczesny, swobodny i nieco połamany puls tej muzyce. A kontrapunkt Stadhoudersa do saksofonu lidera jest naprawdę niebanalny i jednocześnie pozostający w klimacie cool, chillout i ambientu jaki uwielbia Piotrowski. Gdyby chwilami, zwłaszcza w drugiej połowie albumu, Piotrowski nie wracał znowu nazbyt wyrażnie do swej sentymentalnej i czułostkowej maniery, musiałbym posypać głowę popiołem i oznajmić, że to jedna z najlepszych płyt roku. Może następnym razem...

Kwartał po mainstreamowej stronie mocy zakończyła Grażyna Auguścik kolejną płytą nagraną z Brazylijczykiem podobnie jak ona sama mieszkajacym w USA czyli Paulinho Garcią. 'The Beatles Nova' jak sama nazwa wskazuje zawiera interpretacje coverów Beatlesów i wprawi zapewne w ekstazę tych, którzy mylą jazz z nieco ambitniejszym, jazzującym popem. Ja jednak jestem dość wyrozumiały wobec tego typu muzyki, bo wierzę, że dzięki niej duszyczki błądzące po ciemnym lesie muzyki pop, mogą nieraz trafić na elizejskie łąki muzyki, którą kocham czyli jazzu. Jednak robienie z tego przyjemnego albumu płyty roku byłoby dużą, za dużą jak dla mnie, przesadą...

Jak widać był to kolejny dobry kwartał dla polskiego mainstreamu, a mimo to wypadł on blado jeśli porównało się go z tym co działo się po awangardowej stronie polskiego jazzu. Nie opuszczamy na razie jazzowej wokalistyki, bo na początku jesieni swój najnowszy album zaprezentował wokalista Grzegorz Karnas. Szczerze mówiąc mnie jakoś ta muzyka nie pasuje, ale mam duże uznanie dla Karnasa, który od lat idzie własną, orginalną drogą, nie sposób go pomylić z żadnym innym wokalistą, a to już w jazzie jest coś! Świetnie dobrał współpracowników na tą płytę, bo towarzyszy mu znany ze współpracy z wokalistką Agą Zaryan pianista Michał Tokaj, a nadto Adam Oleś, Michał Jaros i Sebastian Stankiewicz. Rezultat musi go satsfakcjonować, bo o tej płycie dużo mówiło się jesienią tego roku...

...podobnie jak o płycie sygnowanej nazwiskiem niedawno zmarłego Andrzeja Przybielskiego 'Tren Żałobny' nagranej razem z debiutującymi Jackiem Mazurkiewiczem grającym na kontrabasie i Pawłem Osickim na perkusji. Z trzech wydanych w tym roku, pośmiertnie albumów Andrzeja Przybielskiego, po 'De Profundis' nagranym z braćmi Olesiami i 'Sesja Open' z muzykami jego zespołu Asocjacja, ten jest najbardziej free, odważny i... kontrowersyjny. Są na tej płycie momenty świetnie, ale całość sprawia wrażenie czegoś niedokończonego. Słowa krytyki należą się jednak mniej muzykom, a bardziej wydawcom polskiego jazzu, którzy odrzucali długo ten materiał, podobnie jak świetną 'Sesję Open' i musiał on czekać na śmierć muzyka, abyzostać wydany. Gorzkie to zwycięstwo wielkiego talentu jaki posiadał Andrzej Przybielski, talentu, który mógł o wiele lepiej być wykorzystany... 

Warto także zwrócić uwagę na solową płytę perkusisty Huberta Zemlera zatytułowaną 'Moped'. Odważny ruch, bo solowy album to naprawdę jest wyzwanie, tak jak jazda na jednokołowym rowerze! Tylko, że Zemler mimo młodego wieku, ledwie przekroczył trzydziestkę, doświadczenie ma olbrzymie tak w jazzie (np. Detrytus, Kapacitron czy współpraca z Wojtkiem Staroniewiczem) jak poza nim (np. Zdzisław Piernik, Neurasja). W rezultacie to, że na 'Moped' znajdujemy wyśmienitą muzykę nie powinno dziwić i potwierdzam moje żywione od jakiegoś czasu przekonanie, że przed Hubertem Zemlerem wielka przyszłość jeśli... wytrwa po jazzowej stronie mocy...

Kolejny ciekawy debiut to album 'Hadrons' trębacza Piotra Damasiewicza. Jak usłyszałem skład jaki udało mu się zebrać to szczęka opadła mi z hukiem na chodnik! Poczytajcie tylko: Maciej Obara, Gerard Lebik, Maciej Garbowski i Wojtek Romanowski. Tytułowy 'Hadrons' to rzadki w naszej rzeczywistości przykład kompozycji napisanej na zamówienie festiwalu Jazztopad, rzecz bardzo orginalna, bo połaczenie free jazzu z orkiestrą smyczkową, zresztą wyśmienitą, Aukso pod batutą Marka Mosia, którą znamy z wystepów z Leszkiem Możdżerem. Podobnego projektu nie przypominam sobie w polskim jazzie od wielu, wielu lat... Niesamowicie ambitnie jak na debiutancka płytę i chociaż rezultat nie jest może tak wspaniały jak sam zamiar, to jestem na 100% przekonany, że o Piotrze Damasiewiczu usłyszymy jeszcze więcej dobrego w przyszłości! 

W podobnej co 'Hadrony' estetyce łączącej elementy awangardy i współczesnej kameralistyki mieści się płyta 'They Were P' formacji Rafała Gorzyckiego Ecstasy Project. Jest to zespół znany już od wielu już lat jest i ceniony nie tylko przez polskich słuchaczy. Ich najnowsza płyta nie zawodzi i dostarcza bardzo interesujący, a co najwazniejszy spójny materiał, po nieco pechowej i monotonnej płycie 'Electrogride' innej formacji Gorzyckiego o nazwie Sing Sing Penelope. Płyta ta potwierdza zwrot Gorzyckiego w kierunku minimalizmu, przy czym chcę wyraźnie podkreślić, że ta druga płyta w tej stylistyce jest już ciekawsza, co mnie cieszy, bo Gorzyckiego bardzo cenię. Słucham tej płyty raz po raz z braciszkami w naszym opactwie w porze nieszporów i umila nam ona bardzo odmawianie wieczornych zdrowasiek.       

Wybrałem jak do tej pory dla Państwa płyty, które najbardziej przypadły mi do gustu spośród licznych jakie miałem okazję słuchać w tym kwartale. Wraz z kolejnymi płytami przenosimy się jednakże w inny wymiar, gdyż zdaniem wielu albumy te ubiegać się będą o miano najlepszych płyt w całym 2011 roku! Partner Zemlera z Detrytusa i Kapacitronu, trębacz Kamil Szuszkiewicz nagrał swój debiutancki krążek i jest to album, którego odsłuch przyprawił mnie o ciarki na plecach. Głęboka, dojrzała, wyrafinowana muza, która sprawiła mi olbrzmią satysfakcję, tym bardziej że od lat uważałem Szuszkiewicza za jeden z największych talentów wśród naszych młodych trębaczy. Płyta została zauważona nie tylko w Polsce i chciałbym, aby oznaczała punkt zwrotny w życiorysie tego artysty, który ma umiejetności i indywidualność by podążać śladami takiego chociażby Artura Majewskiego. A kto wie może to dopiero początek... 

Maciej Obara jest o parę kroków dalej, bo odkąd kilka lat temu Tomasz Stańko zaprosił go do nieuwieńczonego nagraną płytą New Balladyna Project, odbył staż w Nowym Jorku, nawiązał ciekawe kontakty i nagrał dwie płyty bardzo udane płyty 'Four' and 'Three' z absolutną śmietanką nowojorskiego avantjazzu. Teraz wrócił do polskiego składu ze wspomnianą już w tym podsumowaniu sekcją rytmiczną Gradziuk/Garbowski i dodał bardzo utalentowanego, młodego pianistę Dominika Wanię. Występ tego combo był sensacją drugiego dnia polskiego w czasie tegorocznych Warsaw Summer Jazz Days i nie ja jeden niecierpliwie czekałem co z tego wyniknie. Otóż powstał album wyborny, na którym zmagają się awangardowy o tradycji bopowo-ornettowskiej żywioł Obary z cool jazzowym RGG spotęgowany reprezentowanym przez Wanię jazzem kameralnym a la Brad Mahldau. Doprawdy nie dziwota, że tytuł płyty brzmi 'Equilibrium', bo znaleźć równowagę między tak sprzecznymi siłami jest doprawdy niełatwo. Czy się udało powinniście koniecznie sprawdzić sami...

Wreszcie na koniec płyta Levity, którą wielu okrzyknęło nadzwyczajną i kandydatką do płyty roku 2011! I ja się z tym zgadzam w tej mierze, że klawiszowiec Jacek Kita, basista Piotr Domagalski i perkusista Jurek Rogiewicz stworzyli kawałek muzyki, której wyśmienicie się słucha. Natomiast ci, którzy przypisują tej płycie jakąś historyczną wartość, że dzięki niej jakoby pchnęli oni rozwój jazzowego trio poza ramy wyznaczone tradycją Evansa, Jarretta i Mahldau, odpowiem, że nie wiedzą co mówią. Muzyka Levity ma zupełnie inne inspiracje czy aspiracje i podobnie jak doskonała muzyka formacji Marcina Maseckiego Profesjonalizm, jest po prostu świetną muzyką rozrywkową naszych czasów. Tylko i aż tyle! Z drugiej strony byłem ostatnio na dwóch koncertach Levity i nie usłyszałem tak wysokiej jakości grania jak na płycie. To pozostawia mnie ostrożnym w ocenie tego materiału. Ale do trzech razy sztuka: muzyka na pewno jest tego warta!

Co to było? To był krótko mówiąc nokaut! Przypominało to walkę Adamka z Kliczką: szacunek należy się mainstreamowi, stararali się, walczyli, nie można im odmówic ambicji, ale w tym kwartale polska awangarda jazzowa była po prostu większa, silniejsza i... lepsza pod każdym względem. A może jednak, już w 2012, dojdzie do rewanżu?...

Autor: Maciej Nowotny

artykuł ukazał się pierwotnie w styczniowym numerze miesięcznika JazzPress (link)



 

czwartek, 26 stycznia 2012

Młody uzdolniony, kontrabasista, która poszukuje gdzie się da różnych dziwnych dźwieków... Posłuchajcie jego muzy i tego co ma o niej do powiedzenia... a ja zapraszam w przyszły wtorek o 21.00 jak zwykle do audycji Kocham Jazz, która powinna sięodbyć już na 100% ponieważ właśnie radioJAZZ.FM odzyskało połączenie z internetem!!! Tym razem z bardzo ciekawym gościem porozmawiam o najciekawszych debiutach roku 2011 - zaprasza Maciej Nowotny



piątek, 20 stycznia 2012

Kajtek Prochyra z jazzarium.pl namówił mnie do zrobienia takiego zestawienia, z którego nie jestem zadowolony. Z takich powodów, że z trudnością przychodzi mi mierzenie sztuki wg kryteriów odpowiednich do osiągnięć sportowych, rankingów, klasyfikacji etc. To jednak dwa różne światy i tak zupełnie szczerze powiedziawszy to wraz z kolejnym przesłuchaniem kolejnych płyt ten ranking cały czas ulega przeobrażeniom. O czym więc on świadczy? Chyba tylko o manii jego autora, na co zwracają mi uwagę niektórzy życzliwi, bo trudno inaczej nazwać taką zakręciołę na punkcie polskiego jazzu jaką miałem w tym roku ;-)))  

Płyta roku (Polska)

1. Marcin Wasilewski "Faithful", bo to jedyna polska płyta, która została doceniona na świecie przez szerokie rzesze słuchaczy.
2. Leszek Możdzer "Komeda", bo po tę płytę sięgnęło w Polsce najwięcej ludzi niemających nic wspólnego z jazzem.
3. Profesjonalizm "Chopin Chopin Chopin", bo czegoś takiego w polskim jazzie jeszcze nie było!
4. Hera "Where My Complete Beloved Is", bo to płyta i zespół, o którym najgłośniej na świecie, jeśli chodzi o polską awangardę.
5. Andrzej Przybielski "Sesja Open", bo ta płyta pokazuje, jak wiele straciliśmy wraz z odejściem Andrzeja Przybielskiego.

oraz
Jachna/Buhl "Niedokończone Książki" za największy rozziew między jakością muzyki a brakiem docenienia przez krytykę i publiczność.
Piotr Mełech & Fred Lonberg Holm "Coarse Day" perełka polskiego freeimprov w tym roku, wspaniały duet polskiego obiecującego klarnecisty i światowej klasy amerykańskiego wiolonczelisty.
Levity "Afternoon Delights" za pokazanie, że nowoczesny jazz nie musi być chaotyczny, przykry, ciężki, lecz może być lekki jak piórko, radosny i dowcipny.
Maciej Obara "Equilibrium" za nadzwyczajne spotkanie prawdziwego dream teamu młodego polskiego jazzu: Macieja Obary, Krzysztofa Gradziuka, Macieja Garbowskiego i Dominka Wanii, które wprawia w zdumienie.
Mazolewski "Smells Like Tape Spirit" mam nadzieję, że to nie ostatnia jazzowa płyta tego muzyka...

Muzyk roku (Polska)

 1. Andrzej Przybielski wydał trzy doskonałe płyty "De Profundis", 'Sesja Open" i "Tren Żałobny" - szkoda, że dokonał tego dopiero po śmierci

2. Debiutant 2011 takiej ilości i jakości debiutów nie pamiętam!
3. Marcin Masecki - jego orginalność nie daje się porównać z niczym w polskim jazzie, łącznie z otaczanym boskim kultem Tomaszem Stańką.
4. Wacław Zimpel - dla mnie muzyk roku 2010  i w tym roku nie zwolnił tempa ani na moment.
5. Razem Tomasz Stańko (za liczne koncerty z nowojorską awangardą i młodymi polskimi jazzmanami) i Piotr Baron (za album "Kaddish" i liczne koncerty), którzy pokazali, że można być muzykiem mainstreamowym, a jednocześnie otwartym na to, co nowego dzieje się w jazzie i szukać inspiracji, grając z młodymi.

Debiut roku (Polska)

1. Kamil Szuszkiewicz.
2. Robert Kusiołek.
3. Hubert Zemler.
4. Monika Borzym.
5. Krzysztof Pacan.

Michał Wróblewski, Piotr Orzechowski i High Definition, Atom String Quartet, kwintet Tomka Licaka i  Artura Tuźnika, Off Quartet z Markiem Kądzielą i Tomkiem Dąbrowskim, Jacek Mazurkiewicz i Paweł Osicki na płycie Andrzeja Przybielskiego, Mariusz Sobański i Light Coorporation, Michał Tomaszczyk i Biotone, Tomek Gadecki, Marcin Steczkowski, Mikolaj Pałosz i wielu, wielu innych - jesteście wszyscy wielką nadzieją polskiego jazzu - dziękuję z całego serca!!!

Wydawnictwo roku (Polska)

1. Multikulti to nie tylko wydawnictwo płytowe, ale i festiwal Nowy Wiek Awangardy, który wypromował poznański klub Dragon, na pozycję jazzowego klubu nr 1 w Polsce.
2. Not Two wspaniała od lat robota, chociaż jakby mniejsza róznorodność i liczba pojawiających artystów polskich w tym roku sprawiła, że rzadziej sięgałem po ich katalog.
3. Lado ABC wspólnie z Chłodną nowa znacząca siła w polskiej muzyce.
4. Audiotong wspaniała robota Marcina Barskiego w tym roku, niestety to już chyba koniec tej wytwórni.
5. Allegro Records wydało w tym roku garść płyt mainstreamowych, ale były wśród nich naprawdę perełki i chwała im za to.

Miejsce roku (Polska)

1. Dragon najlepszy klub jazzowy nie tylko ze względu na muzykę, ale wspaniałą atmosferę.
2. Chłodna 25 nareszcie w Wawie jest miejsce, w którym jazz czuje się dobrze.
3. Piecart w Krakowie.
4. Mózg w Bydgoszczy.
5. Warszawska Praga, która dzięki inicjatywie Na Pradze Jest Jazz stała się gościnnym miejscem dla miłośników jazzu. Proszę częściej!!!

Wydarzenie roku (Polska)

 1. Bielska Jesień Jazzowa Cecil Taylor, Pharoah Sanders, Craig Taborn, Micheal Formanek, Colin Vallon i Tomasz Stańko brakowało tylko Jezusa Chrystusa, a w Bielsku byliby obecnie wszyscy najwięksi.

2. Jazztopad łatwiej wymienic kogo tam NIE było!
3. Dni polskie w czasie WSJD za inicjatywę, za muzykę, za pomysł dwóch polskich dni wielkie brawa!
4. Koncert Profesjonalizmu w Cafe Mozaika  kto nie był, ten trąba! Tak musiały wyglądać koncerty jazzowe w Polsce w latach pięćdziesiątych!

5. Uruchomienie serwisu internetowego, gdzie online są dostepne archiwalne numery "Jazz Forum" i pogłoski o planowanym stworzeniu Muzeum Jazzu - byłyby to rzadkie przypadki mądrze wydanych publicznych pieniędzy na naszą kulturę.

 

Autor: Maciej Nowotny

http://polish-jazz.blogspot.com/

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Kontrowersyjny, nieobliczalny, zanurzony w swoim własnym niepowtarzalnym świecie. Jerzy Mazzoll to jednocześnie bez wątpienia jeden z najbardziej oryginalnych głosów w historii polskiego jazzu. Niezwykle sobie cenię jego rolę w powołaniu do życia tak niezwykłego zjawiska jakim był yass, a następnie konsekwentną drogę ku muzyce kreatywnej, osobistej, jedynej w swoim rodzaju jakiej się trzymał pomimo wielu przeszkód i kłód jakie los rzucał mu pod nogi. W tym roku po sześciu latach wraca na naszą scenę nową płytą zatytułowaną "Minimalover". Porozmawiamy o jazzie, o muzyce, o sensie bytu słuchając muzyki jakiej nie znajdziecie nigdzie indziej tylko w Kocham Jazz w radioJAZZ.FM. Zapraszam na spotkanie z Jerzym Mazzolem już w najbliższy wtorek o 21.00 do radioJAZZ.FM - Maciej Nowotny 

 


08:33, trener66
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 stycznia 2012

Pamiętam taki żarcik rysunkowy, chyba Sawki, który wiele lat temu przyprawił mnie o agonię ze śmiechu. Otóż w gęstym lesie, w środku zimy, przy ognisku siedzi kilku drwali. Wtem podchodzi do nich niedźwiedź, grzecznie się kłania i pyta: „Przepraszam, czy któryś z Panów nie zgubił siekiery?” Nadmieńmy, że ta siekiera wystaje mu z pleców… Otóż w tej historii niedźwiedziem jestem ja, drwalem Michał Tokaj, a siekiera to najnowsza płyta Petera Gabriela zatytułowana, nomen omen, „New Blood”…

Jest to dziewiąta studyjna płyta w dorobku tego brytyjskiego muzyka, który karierę zaczynał w słynnym Genesis i jest tak znany, że nie widzę potrzeby dalej zagłębiać się w szczegóły jego biografii. Jednak mimo tych wszystkich sukcesów, milionów sprzedanych płyt, nieprzebranych rzesz fanów nigdy nie sięgnąłbym po tę płytę, bo ja… kocham jazz!  Ponadto byłem przekonany, że Gabriel lata świetności ma już za sobą, że ciągle klepie to samo, że nie zmienia ani sposobu śpiewania ani repertuaru. I nie myliłem się! Wszakże tu właśnie na scenę wkracza Michał Tokaj. Czy kojarzą Państwo to nazwisko? Powinni Państwo, ale niestety nie jest to takie pewne. Zadebiutował bajecznie: jego jedyna płyta zatytułowana „Bird Alone” zdobyła w 2004 Fryderyka. Niezły debiut, ale co z tego, kiedy od tamtej pory nic nie nagrał pod swoim nazwiskiem chociaż…  prawie nie wychodził ze studia. Lubią może Państwo piosenki Agi Zaryan? Nie dziwię się, bo kto nie ceni tej wokalistki powinien zająć się oraniem roli, a nie muzyką, bo nie ma dla niego nadziei, nie pomoże mu żaden laryngolog… otóż od lat Michał nie tylko jej towarzyszy, ale jest autorem większości muzyki jaką znajdziecie na jej płytach, w tym na tegorocznej „Księdze Olśnień”, gdzie skomponował wszystkie, poza jedną, melodie.  Poza tym wsparł też idącego w górę Grzegorza Karnasa, dobrego jak wino co im starsze tym lepsze Piotra Barona na jego najnowszym „Kaddish” i nie można także zapominać o jego nagraniach z Bennie Maupinem, a tego typu przygody ze światowej klasy jazzem niewielu na swym koncie ma muzyków znad Wisły.

I oto spotykam tego Pana i gawędząc to o tym to o owym w końcu pytam go, jak zwykle pytam ludzi, czego słuchasz na swojej empetrójce? I tu pada cios siekierą: „New Blood” najnowszy album Petera Gabriela. „Peter Gabriel? Przecież on się skończył 100 lat temu? Czego ten Michał słucha?” – pomyślałem. Jakoś wyczytał to w moich oczach, bo z niewinnym uśmieszkiem odpowiedział: koniecznie zwróć uwagę na symfoniczne orkiestracje … Zaintrygował mnie. Zaciekawił. Wszedłem w posiadanie płyty, popędziłem do domu, włożyłem ją do mojego Marantza CD-63 mkII KI, spojrzałem z nadzieją na ukochane Tannoye i nacisnąłem przycisk START…

Pamiętacie Państwo taką przebojową, acid jazzową piosenkę kapeli o nazwie Freak Power zatytułowaną „Turn On Tune In Cop Out”? Tak właśnie wyglądała moja reakcja po włączeniu „New Blood”: nastąpił modelowy opad szczęki! Jak to możliwe? Nie chodzi bynajmniej o to, że odświeżenie sobie po latach takich nadzwyczajnych piosenek jak „Red Rain”, „Mercy Street” czy „Don’t Give Up" jest warte grzechu jakim jest niewątpliwie słuchanie popu. Bo to nie wielkie covery stanowią o wartości tego albumu, brakuje tu przecież słynnego „Biko”, „Shock The Monkey” czy „Sledgehammer”. Nie chodzi też o wyjątkowy zupełnie głos Gabriela, który bez wątpienia należy do historii rocka i będzie pamiętany długo. Nie ma on też na tym krążku przy swoim boku tak wielkich postaci jak niegdyś Kate Bush we wspomnianym wyżej „Don’t Give Up”. Cały niemal show bowiem kradnie, w jak najlepszym tego słowa znaczeniu, muzyk, który jest odpowiedzialny za aranżacje orkiestry symfonicznej, która gra po prostu główną rolę na tej płycie.

Człowiek ów nazywa się John Metcalfe i był dla mnie kompletnie nieznaną postacią, dlatego nie będę się wymądrzał wiedzą na temat jego dokonań: możecie zrobić to samo co i ja zrobiłem czyli wygooglować informacje o nim w internecie. Natomiast podzielę się moimi wrażeniami i nazwę krótko to co mnie w tej muzyce zachwyciło. A jest to jakość orkiestracji, jej oryginalność, bo najczęściej w tych symfonicznych aranżacjach muzyki popowej bądź rockowej przeważają jakieś takie nuty zbanalizowane, milion razy już zgrane, ocykane do bólu. Rzadko kto sięga do takich kompozytorów jak Wagner, Holst czy Orff. Ba! jak Mahler, Stravinsky, a nawet… Schoenberg! I przy okazji przyszła mi refleksja: ileż jest w klasyce, w muzyce tzw. poważnej, pomysłów, dźwięków, całych estetyk, do których jakże niechętnie sięgają polscy muzycy jazzowi. Po raz enty z uporem maniaka wracają do tego Szopena, do tego Prokofiewa, Rimsky-Korsakowa czy Czajkowskiego, a tyle jest ciekawego, mrocznego, brudnego, korzennego, bluesowego i…. jazzowego (przynajmniej z ducha) soundu w klasyce! 

No właśnie, na koniec powinienem zapewne wytłumaczyć się z tego co ma to wszystko wspólnego z jazzem? Odpowiem znowu, podobnie jak na początku tego tekstu, posługując się analogią, tym razem jednak z wykorzystaniem słynnego bareizmu: „każdy pijak to złodziej”. Dla mnie „każda dobra muzyka to jazz”, a na ewentualne głosy, że już Kant ostrzegał przez pułapką rozumowania przez analogie odpowiem, że w rezultacie całe życie szukał wolności, której możliwość wykluczył… być może tej wolności, którą wszyscy wielcy muzycy grający jazz uważali za najważniejszą jego cechę…

PS. Acha i wyjawię jeszcze Państwu na ucho pewną tajemnicę: Michał Tokaj zdradził mi, że ma już gotowy materiał na nową płytę! 

Autor: Maciej Nowotny

tekst pierwotnie ukazał się na http://www.jazzarium.pl/



wtorek, 10 stycznia 2012
Mam dobrą wiadomość i złą. Zacznę od złej: nie będzie jeszcze w tym tygodniu audycji Kocham Jazz. Powód prozaiczny: nasze nowe studio jeszcze nie gotowe. A teraz wiadomość dobra: wszystko zmierza w kierunku jego otwarcia, które jest planowane na najbliższy piątek. Huczne otwarcie uświetnią swą obecnością Artur Dutkiewicz i Henryk Majewski, którzy dadzą mini-koncert. Wow!!!

Tym zaś, którzy czekają na Kocham Jazz w radioJAZZ.FM proponuję odsłuchanie chmurki z archiwalną audycją Kocham Jazz z udziałem Rocha Sicińskiego, w trakcie której robiliśmy przegląd nowości płytowych w polskim jazzie. Zapraszam już w przyszły wtorek!!!! - Maciej Nowotny



niedziela, 08 stycznia 2012

Nowy, styczniowy numer JazzPressu już jest i to za FREE!!! Wystarczy kliknąć na obrazek, a zaraz na Waszym komputerze pojawi się plik pdf, który będziecie sobie mogli poczytać. A pośród licznych i bardzo ciekawych tekstów mój wywiad z Agą Zaryan i podsumowanie tego co działo się w IV kwartale w polskim jazzie jeśli chodzi o nowe wydawnictwa płytowe. Polecam!!!

Maciej Nowotny

http://polish-jazz.blogspot.com/



14:24, trener66
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2012

Jazzowy trans w tej jedynej w swoim rodzaju audycji Kocham Jazz, która należy do moich ulubionych! Może ze względu na to, że... najmniej w niej gadam ;-))))) Polecam z całego serca i zapraszam już w przyszłym tygodniu we wtorek o 21.00 na pierwszy po przenosinach do nowego studia KOCHAM JAZZ!!!!!! - Maciej Nowotny



niedziela, 01 stycznia 2012


Poczytajcie ludkowie mili, co też Wincentius Kadłubkonis zapisał w swojej Jazzowej Kronice o tym, co działo się w polskiej muzyce w miesiącach lipcu, sierpniu i wrześniu Anno Domini 2011. A działo się wiele. Zacznijmy zatem po Bożemu, czyli jak zwykle od mainstreamu, a potem przejdziemy do opisywania różnorakich „herezji”, czyli free jazzu i awangardy.

Na ten album czekaliśmy coś prawie trzy lata, ale warto było! Piotr Baron wydał bowiem kolejną autorską płytę zatytułowaną Kaddish. A kto słuchał jego poprzednich albumów takich, jak Sanctus, Salve Regina (z Wadada Leo Smithem!), czy Bogurodzica, ten wie, że warto było być cierpliwym. Jak niewielu spośród wielkich przedstawicieli naszego głównego nurtu, Piotr Baron nie boi się innowacji i cały czas eksperymentuje z brzmieniem. Nie inaczej jest na jego nowej płycie, tyleż bezkompromisowej, co pięknej, która zachwyca wyrafinowaniem kompozycji (tytułowy „Kaddish” czy „Soulfood) i formy (jak w serii duetów o wyraźnie avantjazzowym charakterze).

Pianista Leszek Kułakowski to inny artysta głównego nurtu, który ma uszy szeroko otwarte na to co słychać z awangardowej strony jazu, o czym świadczy jego wyśmienity album Code Numbers wydany w zeszłym roku. Wszakże jego najnowsza płyta Cantabile In G-Minor przynosi muzykę nagraną przed kilku laty, bo w 2006 i jest po prostu świetnie zagranym jazzem głównego nurtu o inspiracji bopowej. Multikulti wstawiło ją do swego … zasadniczo awangardowego katalogu, co, z uwagi na jakość muzyki i wyśmienitą trąbkę Eddiego Hendersona zupełnie nie dziwi.

Mainstreamowe młodziaki szły w tym kwartale szeroką ławą: samych nowych kwintetów naliczyłem aż trzy, ponadto były jeszcze dwa kwartety!!! Kwintet Michała Wierby i Piotra Schmidta nagrał Black Monolith, kwintet Marcin Wądołowskiego Git Majonez, a kwintet Tomka Licaka i Artura Tuźnika jeszcze do tego wszytkiego „wpadł na pomysł”, aby płytę swojego kwintetu zatytułować… Kwintet. Ponadto kwartet Biotone pod wodą Michała Tomaszczyka wydał Unspoken Words, zaś Off Quartet Marka Kądzieli i Tomka Dąbrowskiego (którzy podobnie jak Licak i Tuźnik studiują bądź studiowali w duńskiej akademii w Odense) płytę Off Quartet. Co ja o tym wszystkich albumach sądzę? Są rewelacyjnie wprost zagrane i potwierdzają, że w polskim jazzie nadchodzi generacja doskonale wykształconych instrumentalistów o wielkich możliwościach. Bądźmy jednak szczerzy, jeśli po tych wyśmienitych wręcz debiutach przyjdą następne płyty o podobnym charakterze, to będziemy mieli problemy z rozróżnieniem jednej od drugiej. Poszukiwanie własnej tożsamości, praca nad swoim indywidualnym brzmieniem, twórcze poszukiwania, mówiąc językiem Lee Morgana, „nowego lądu” w muzyce, wszystko to jest jeszcze przed tymi muzykami…

Przegląd mainstreamowej strony jazzu zakończymy odnotowywaniem dwóch interesujących płyt naszych pianistów. Dawno nie widziany na naszym rynku Jan Jarczyk, którego pamiętam z legendarnego kwartetu Zbyszka Seiferta z lat… 60tych!!!...wyemigrował i osiadł w Kanadzie, skąd zaskoczył nas duetem fortepianowym nagranym z Johnem Stetchem. Kto posłucha innego świetnego duetu z poprzedniego kwartału czyli Duodram Jaskułke i Wyleżoła, ten będzie miał duże problemy, aby rozstrzygnąć, która z tych płyt jest lepsza.
Wreszcie Krzysztof Herdzin nagrał nareszcie prawdziwie jazzową płytę w trio z Robertem Kubiszynem i Cezarym Konradem. Jak to zwykle u niego lekką, łatwą i przyjemną, ale wcale nie banalną! Igrając z wielką swobodą konwencją jazzowego trio i brzmieniem fusion takich niezapomnianych kapeli jak Return To Forever czy Weather Report stworzył muzykę, od której doprawdy trudno się oderwać. Gdyby zdecydował się z pełnym zaangażowaniem pójść tą drogą mielibyśmy zapewne kolejne topowe trio i konkurencję dla trio Marcina Wasilewskiego, Piotr Wyleżoła czy RGG. Szczerze jednak wątpię by tak się stało…

O miano najlepszej płyty tego roku, obok wyżej wspomnianej Kaddish Piotra Barona, ubiegać się będą kolejne dwie opisywane przeze mnie płyty. Powiedzmy najpierw parę słów o drugiej płycie formacji o nazwie Undivided, na której czele stoi Wacław Zimpel. W zeszłym roku wydał  z tym zespołem rewelacyjne The Passion, na które spadł deszcz pozytywnych recenzji tak w Polsce, jak i poza nią. Ich nowa płyta zatytułowana Move Between Clouds jest nie mniej wyśmienita i potwierdza moje przeświadczenie, że dochowaliśmy się formacji avantjazzowej na światowym poziomie.

Marcin Masecki od lat wprawiał w zdumienie jak i konsternację nasz malutki światek muzyczny. Nagrywał z Grzechem Piotrowskim i Zbigniewem Wegehaputem, naprawdę niezłe płyty, natomiast właściwe dla siebie miejsce znalazł dopiero w środowisku, które skupia się wokół warszawskiego klubu na Chłodnej 25 i wytwórni płytowej Lado ABC. Z osobami, które tam spotkał nagrał doskonałe płyty w ramach avantpopowej formacji ParisTetris, i swoje intrygujące albumy solowe Bob i John. Jego nowa płyta zatytułowana Chopin Chopin Chopin z sekstetem o nazwie Profesjonalizm przynosi uwieńczenie tych wszystkich poszukiwań, muzykę całkowicie oryginalną, zagraną na najwyższym możliwym poziomie i jednocześnie przystępną. Coś takiego zdarza się bardzo rzadko!

Contemporary Noise Sextet z Ghostwriters’s Joke”, Tfaruk z Love Communication, Daktari z wydaną już w III kwartale płytą This Is A Last Song About Jews Vol. I, czy Light Coorporation z wydanym w tym samym kwartale Rare Dialect mają o wiele więcej wspólnego z rockiem czy nawet z noisem niż z jazzem. W różnym stopniu mi się te krążki podobają: płyta Daktari nie poraża mnie jakoś swoją oryginalnością, w czym jestem wyjątkiem pośród polskiej krytyki muzycznej, natomiast Light Coorporation przynosi bardziej otwarte brzmienia i dlatego dłużej zatrzymało moją uwagę, chociaż i ta płyta skorzystała by wiele, gdyby unikano zbyt uproszczonych, jak dla mojego jazzowego ucha, rockowych rozwiązań. Niemniej stawiam obu plus za twórcze poszukiwania własnego oblicza.

Kończę płytami, o których niewielu pisało, a które w opinii tego skromnego skryby nie powinny pozostać niezauważone. Krakowski label AudioTong kolejną miłą nam sprawił niespodziankę wydając płytę Insular Dwarfism zespołu o nazwie DM&P (Dziadur, Maler, Palmer). Jest to kompletnie odjechana muzyka, całkowicie improwizowana, na silnie elektronicznym tle, która jednak jest niepodobna do niczego, przynajmniej w Polsce. Warto posłuchać płyty zanim artyści ci umrą z głodu bądź zamiast muzyką zajmą się kopaniem dołów lub jazdą na taksówce. Z tego bowiem, co wiem, nie narzekają na nadmiar koncertów…
Z kolei Janusz Yanina Iwański, którego kojarzyłem z takimi szczerze powiedziawszy mało mnie kręcącymi muzycznie akcjami jak Maanam czy projekty Stanisława Soyki, tym razem, z dobrym jazzowym składem, wydał krążek zatytułowany Yanina Free Wave, na którym flirtuje sobie z jazzem i to w jego najczystszej improwizowanej postaci. Nagrody Grammy ani Fryderyka za to nie dostanie, ale ucieszył moje muzyczne serce, bo to znaczy, że kto jak kto, ale muzycy wiedzą jaka jest różnica między popowym chłamem, którego pełno w sklepach, w mediach i który nieraz trzeba zagrać dla kasy, a prawdziwą muzyką, nawet jeśli za jej piękno płaci się zapomnieniem, pogardą czy niedostatkiem…

Maciej Nowotny

Tekst został pierwotnie opublikowany w miesięczniku JazzPress (link).


 

Jeśli chodzi o jazz, to należę do tych jego miłośników, którzy wybierając płytę do kupna kierują się tym kto gra na perkusji i basie. Wysiłek nawet najlepszych trąbek, saksofonów czy fortepianów niweczy moim zdaniem brak odpowiedniego "wsparcia" sekcji rytmicznej. Tymczasem na polecanej dzisiaj przeze mnie dzisiaj płycie, nota bene nominowanej do Nagrody Grammy w 2004, pojawia się niejaki Jack DeJohnette. Zapewne Doda nie zaprosi go do nagrania swojej najnowszej płyty (brukowej), ale mimo to, wierzcie mi, nie jest to postać w muzyce jazzowej nieznana. Ponieważ założyłem sobie, że ten wpis będzie krótki nie wymienię teraz wszystkich "wielkich", z którymi grał ten wspaniały muzyk: musiałbym bowiem w tym miejscu napisać skróconą historię jazzu. Posłuchajcie sami i wyróbcie sobie zdanie. Ja wiem jedno: Jack DeJohnette i perkusja to jak szampan i piękna dziewczyna, takich spotkań nie zapomina się długo.


Na fortepianie gra Jason Moran. Ktoś z Państwa o nim słyszał? W takim razie brawo. W trochę lepszych czasach (a nie w czasach, gdy muzycznymi gustami rządzą królowie obciachu  w rodzaju Wiśniewskiego czy Kazika) facet ten byłby równie znany i podziwiany jak Cecil Taylor, Thelonius Monk czy Herbie Hancock (z każdym z nich łączy go muzyczna prowieniencja). Co?!!! Nic Wam nie mówię te nazwiska i nie spotkaliście sie ze słowem prowieniencja??? W takim razie naprawdę przyda się Wam lektura mojego blogu ;-) Po kilku miesiącach będziecie jak molierowski pan Jourdain, który się nagle dowiaduje, ze całe życie mówił prozą. 


Wreszcie lider trio, klarnecista i saksofonista, D
on Byron. Nie to nie ten, który napisał "Giaura", tamten był Lordem i zginął 150 lat temu w Grecji. "Ten" Byron to wybitny muzyk jazzowy, jeden z nielicznych, którzy uprawiają muzykę zgodnie z tradycją Milesa Davisa, której sednem jest nowatorstwo, podążanie za zmieniającym się stylem epoki i nadawanie mu nowej wyrafinowanej formy. Nie przypadkiem do prawdziwych "pereł" na tej płycie należą dwie interpretacje milesowskich standardów: "Freddie Freeloader" i "In A Silent Way". Oba kawałki wymiatają i cicho o nich i sza, bo opisywanie jak brzmią i tak dalej, byłoby jak pytanie Jahwe jak się nazywa.

Nie Wielki Miles wszakże i jego muzyka jest najważniejszą inspiracją twórców tego krążka, lecz, jak sami to przyznają, Lester Young. Ponieważ napisałem na temat Lester Younga pracę doktorską obawiam się, że mógłbym nieco popłynąć, a moje ochy i achy nad tym obecnie nieco zapomnianym muzykiem przyprawiłyby Was o mdłości. Nadto byłyby raczej nieusprawiedliwione, bo "Ivey-Divey" nie jest jednym z niezliczonych, z reguły nudnych i wtórnych albumów "in tribute to", "in memory of", na których muzycy próbuję brzmieć jak ich mistrzowie, pokazując tym jednocześnie, że niczego się nie nauczyli. Don Byron odchodzi tak daleko jak tylko można od jazzu Lestera Younga i tym należy mierzyć orginalność tej płyty oraz talent biorących udział w jej nagraniu muzyków (oprócz trzech wymienionych także, w nie wszystkich utworach, trębacz Ralph Alessi i basista Lonnie Plaxico).


Żeby jednak nie było tak słodko, wrzucę na koniec łyżkę dziegciu do tej beczki miodu. Jeśli wychowałeś się na wiejskich przyśpiewkach Abby czy Boney M., ba!, nawet jeśli słuchałeś w samochodzie czegoś co sie nazywa smooth jazz i zaczeło Ci się nawet podobać, to ciagle możesz być nieprzygotowany na ten rodzaj muzyki jaki Don Byron i spółka proponują nam na tym albumie. Nieduża, ale jednak spora dawka free jazzu na płycie, wymaga od słuchacza odwagi i odrobiny wysiłku przy słuchaniu (ten wysiłek jest potrzebny, by zamknać krzyczącą żonę, awanturujące się dziecko, wyjacego psa -nie potrzebne skreślić - w szafie). 


Na koniec słowo wyjaśnienia co znaczy wyrażenie "ivey-divey"? Zostało ukute przez Lestera Younga i, jak wyjaśnie Don Byron, znaczy coś jak "che sera, you know, ivey-divey". Niezłe co?



MaciejNowotny
http://polish-jazz.blogspot.com/

 


Jazz włoski wielką potęgą jest i basta, świadczą o tym nazwiska takich wielkich mistrzów jak Enrico Rava, Paolo Fresu, Enrico Pieramunzi czy Aldo Romano. Ale to tylko najbardziej znani spośród wielu doskonałych muzyków z Italii, za którymi idą ławą mniej znani, ale bynajmniej nie gorsi.


Oto dni temu kilka do łapek moich trafiła płyta włoskiego trębacza Fabio Morgery, pod tytułem "Slick", wydana w roku 1999. Płyta ta prezentuje to, co najlepszego może dać światu współczesny post-bop z pewnymi może elementami hardu-bopu. Jak zwał tak zwał jest to kawał doskonałej muzyki, której słucha się z przyjemnością porównywalną do konsumpcji tiramisu po dobrym włoskim obiedzie.


Grająca dość ostro, lecz wyraziście i niemonotonnie sekcja rytmiczna składa się na tej płycie z perkusisty Alvestera Garnetta i basisty Erica Revica. Poza trąbką mamy tu jeszcze dwa inne instrumenty dęte: J.D.Allena na saksofonie tenorowym i Jasona Jacksona na puzonie, muzyków bez wątpienia nietuzinkowych. Składu dopełniają wibrafon Billa Ware'a (wspaniale uzupełniający graną na albumie muzykę) i gitara Petera Griesengera. 

A jaki jest repertuar grany na tej płycie? Poza trzema standardami (Serenade To A Cuckoo Rolanda Kirka, Con Alma Dizzy Gillespiego, The Kicker Joe Hendersona oraz Old Devil Moon Harburga Lane'areszta utworów na płycie to oryginały autorstwa Fabio. Morgera to członek bardzo znanego Groove Collective, zatem charakterystyki brzmienia jego septetu oprócz cech post i hard-bopowych, dopełniają melodyjność i spora dawka swingu. Czyli to co najlepsze w tradycji nowojorskiej, gdzie od lat Morgera mieszka i tworzy. W jednej z recenzji tej płyty C. Micheal Bailey (AAJ) zauważył, że muzyka na tej płycie jest przepięknie gęsta a zarazem lekka jak piórko. Pięknie i doprawdy celnie powiedziane.

Efekt ten, jak sądzę, to świadoma kreacja muzyków: przecież tytuł albumu to w angielskim słowo na określenie czegoś gładkiego, wypolerowanego, a jednocześnie eleganckiego i inteligentnego. Przynajmniej z wierzchu, bo pod tą jedwabistą, wyrafinowaną powłoką kryje się gorące jak wulkan wnętrze nowojorskiego bopu - tak jakby na miękkich, puchowych poduszkach od Versacego leżała naga, piękna i wyzywająca Naomi Campbell.



Autor: Maciej Nowotny

http://polish-jazz.blogspot.com/

Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...