Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
poniedziałek, 27 lutego 2012

Nie wiadomo kiedy zleciał tydzień, zbliża się wtorek i znowu napięcie rośnie, bo audycję Kocham Jazz w radioJAZZ.FM odwiedzi... Grzech Piotrowski!!! Jeden z tych artystów, którzy mają nadzwyczajną umiejętność nawiązywania relacji z publicznością, a który jednocześnie swoimi ostatnimi projektami udowadnia, że nie zamierza iść przy tym na kompromisy jeśli chodzi o jakość muzyki. Oj, mnóstwo będzie pięknej muzy i mam nadzieję, że dowiemy się wiele ciekawych rzeczy od Grzecha! Wiem, że słuchacie muzyki naszego gościa, od dawna były prośby słuchaczy by nas odwiedził, dlatego teraz ja Was bardzo proszę. Odwiedźcie fejsbukową stronę tej audycji (http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169) i zasugerujcie jaką muzykę Grzecha warto zagrać we wtorkowej audycji. Przypominam - wtorek od 21.00 do 22.00 na radiojazz.fm (bezpośredni link, aby posłuchać radia w internecie: http://radiojazz.fm/player_l.html).

Do usłyszenia - Maciej Nowotny

18:17, trener66
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2012

To był doprawdy wymarzony prezent od Świętego Mikołaja, bo 6 grudnia do audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM zawitał Marcin Wasilewski!!! Niewielu jest muzyków tej klasy nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Posłuchajcie jego muzyki i tego co ma o nie do powiedzenia. Zapraszam na audycję Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek od 21.00 do 22.00 - Maciej Nowotny



poniedziałek, 20 lutego 2012

Od czasu do czasu chciałbym w Kocham Jazz poświęcić muzyce, do której wracam. Nie ma co ukrywać, że słucham corocznie ogromnej ilości muzyki, ale są tacy artyści, których słuchania nigdy nie mam dość. Może warto się tym podzielić? Mogą to być wybory nieraz zaskakujące, bo jest wielu muzyków, których sztukę bardzo cenię, ale nie słucham jej często. A są tacy - niekiedy wcale nie z pierwszego szeregu - bez których po prostu życia sobie nie wyobrażam. I tak jest chyba w tym przypadku, bo pozwólcie Państwo, że spytam: czy ktoś z Was słyszał o Bobby Watsonie? Nie cieszy się jakąś wielką sława ani wśród publiczności ani wśród krytyków. Był podobno w Polsce (ja nie załapałem się na ten koncert), ale jakiegoś trzesięnia ziemi to na naszej scenie nie wywołało. A jednak ja od jego muzy wprost nie mogę się oderwać! Dlaczego? Opowiem o tym w trakcie naszego jutrzejszego spotkania, we wtorek o 21.00 na falach radioJAZZ.FM (kliknijcie ten LINK aby podłączyć się do radia via internet).

Acha! I kto wie czy nie najważniejsze: odwiedźcie mnie także, szczególnie w trakcie audycji, na fejsbukowej stronie audycji Kocham Jazz (LINK). Podzielcie się tym jaka muza u Was nie schodzi z talerza odtwarzacza, a także co sądzicie o muzyce mojego jutrzejszego gościa. Na godzinę z miłością do jazzu zaprasza - Maciej Nowotny

18:00, trener66
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 lutego 2012

 

Maciej Nowotny: Dziesiątki, może setki młodych muzyków rocznie opuszcza mury szkół muzycznych, wielu z nich chce grać jazz, ale olbrzymia większość gra mainstream i to w niemal dokładnie taki sam sposób jak w epoce Milesa czy Coltrane’a. Jak skomentujesz taką sytuację?

 
Mikołaj Trzaska: Skomentuję to tak, że w moim pojęciu ja jestem muzykiem mainstreamowym. Bo dla mnie jazzowy mainstream to muzyka aktualna, która cały czas jest stwarzana na bieżąco, w tym czasie, w którym żyjemy, chociaż kontynuuje pewną tradycję. Jest taki język, który nazywamy mainstreamem: granie standardów, granie tradycyjne tak jak w latach 50tych czy 60tych, ale pamiętajmy, że w tamtej epoce, to nie był mainstream, to była muzyka rewolucyjna, to była muzyka aktualna! Bo jazz w moim pojęciu to taka muzyka, która odpowiada na pytanie: czym świat jest dzisiaj, bo jazz to zawsze to była muzyka społeczna, związana z socjalem, z bytem. A młodzi muzycy po prostu odtwarzają często jazz, który powstał dawno temu i obecnie oderwany jest od bieżącej sytuacji.

Podsumowując, dobrze, że grają te wszystkie standardy, bo trzeba to znać, ja też tego słucham, podobnie jak jazzu z lat 40tych, 30tych, a nawet wcześniejszych, ale niepokojące jest myślenie, które traktuje tamtą muzykę jako ideał, do którego trzeba dążyć, pilnie ćwiczyć, aby móc któregoś dnia zagrać jak Ci wielcy sprzed lat, tylko, że się okazuje, że nie ważne jak długo byś ćwiczył to „So What”, to ono nigdy nie brzmi wystarczająco dobrze, nigdy nie zabrzmi jak tamto zagrane przez Milesa…

Powiedziałbym młodym: to co robicie to jest  jak ściganie się z koniem, a z koniem nikt nie wygra, chyba że… sam jedzie na koniu!

Dobrym przykładem jest Maciek Sikała, któremu bardzo wiele zawdzięczam, bo jak wiesz nie jestem muzykiem klasycznie wykształconym, a on nauczył mnie mnóstwo rzeczy, zawsze oddaję mu pokłon.  On jest dla mnie przykładem jakie dzisiaj powinno być podejście do mainstreamu: dla niego przeszłość to kontekst, w którym porusza się swobodnie dzięki swej olbrzymiej wiedzy muzycznej i która pozwala mu szukać własnego stylu.
 
Maciej Nowotny: W Warszawie jest pomysł, żeby na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina uruchomić Wydział Jazzu, ale rektor tej Akademii powiedział, że jest to niemożliwe, ponieważ brakuje muzyków z tytułami naukowymi – doktorów, doktorów habilitowanych, profesorów – kto ma uczyć takiego jazzu, o którym mówisz?

Mikołaj Trzaska: Osobiście nie znam doktora habilitowanego, który grałby jazz na tyle dobrze, aby mnie tym poruszył, a jednak muzyka jazzowa jest od tego, aby poruszała, mówiła o świecie osobistym i intymnym. Dobrym przykładem jest tu uczelnia w Katowicach, która kapitalnie uczy rzemiosła i na pewno są tam nauczyciele, którzy wiedzą o co chodzi w muzyce, uczą formy, uczą takich rzeczy i rzeczywiście dla kogoś kto potrzebuje wiedzieć, kto potrzebuje znać to znakomita edukacja, na pewno pełna wiedzy. Natomiast jest jedna rzecz z tym związana, jedno pytanie, które chciałbym zadać: czy jest to uczelnia artystyczna? Chyba nie. Wiem, że mam tam wielu wrogów, wśród profesorów, nauczycieli, doktorów habilitowanych, ale jednak chciałbym przypomnieć czym muzyka jazzowa jest: muzyka jazzowa może być prosta, może być naiwna, ale musi być prawdziwa. Jazz to nie jest muzyką, która mogłaby się oprzeć jedynie na wirtuozerii, bo czymże wirtuozeria jest? Dla mnie prawdziwa wIrtuozeria polega na tym, że wystarczą trzy proste dźwięki, aby wyrazić siebie, swoją indywidualność. W tym kontekście wirtuozerią na pewno nie jest znajomość i posługiwanie się wszystkimi skalami. Nie chodzi o to by umysł był elokwentny jak rzeka. Chodzi o to, by mówił językiem serca, rozumu czasem, czemu nie? Zróbmy tak by ludzie mogli słuchać jazzu nie tylko w sensie snobistycznym, żeby ta muzyka nie była tylko na bankietach i salonach, ale zróbmy tak, żeby przychodzili jej słuchać młodzi ludzie, którzy nie mieli z tą muzyką wcześniej do czynienia, żeby wiedzieli, że to jest też trochę o nich, o naszych czasach, o tym, że Pathfinder już dawno wylądował, ze mamy na świecie konflikty, rzeczy straszne i piękne, tylko w muzyce musi o tym być, przy czym nie chodzi o modę, nie o to, że wszyscy nagle zaczynają kopiować Kenny Garretta! Z umiejętnościami technicznymi jest w muzyce trochę jak z nowymi modelami samochodów: wchodzi nowy model Mercedesa i wszyscy chcą go mieć. Można pracować ciężko, żeby sobie taki samochód kupić, natomiast w moim zdaniem w muzyce nie chodzi o kupowanie czegoś wyprodukowanego przez innych…
 
Maciej Nowotny: Czy wyobrażasz sobie taką sytuację, że Mikołaj Trzaska, legenda polskiej awangardy, prowadzi warsztaty na warszawskiej Akademii Muzycznej z improwizacji?

Mikołaj Trzaska: Jak najbardziej i to jest moje marzenie! Mam kilka takich marzeń i to jest jedno z nich: bo mam takie doświadczenie, które mogłoby zainteresować innych muzyków, szczególnie tych świetnie przygotowanych, które mogłoby być im pomocne, które pomoże znaleźć im swój własny język. Powiem tylko tak: w dawnych czasach mówienie jakiemuś muzykowi, że jest podobny do Lestera Younga czy Dextera Gordona było po prostu obrazą, a dzisiaj ludzie szczycą się, że grają prawie tak dobrze jak Kenny Garrett. Coś jest do góry nogami w takim myśleniu!
Ja zajmuję się uczeniem, prowadzę takie warsztaty i dużo studentów z różnych akademii, którzy bardzo w tej chwili chcieliby być anonimowi przyjeżdża do mnie do Gdańska albo wydzwania albo pisze mejle, że chcieliby się ze mną spotkać i żebym ja im pokazał jak się wydaje taki dźwięk albo jak się buduje taki język. W tej chwili jesteśmy w takim świecie, w którym cały czas wszystko się powiela, trochę nie ma na to siły, natomiast przekonać w tej chwili, dzisiaj, ludzi do tego, że najważniejszy jest osobisty język, to jest niezwykle trudne. Ja nie polecam ludziom takiej drogi jaką sobie obrałem, to jest droga ciężka, może rzeczywiście łatwiej zarobić gdzieś grając rzeczy łat wiesz i prostsze, znane, no bo ludzie chcą słuchać rzeczy znanych, bo za tym stoi mechanizm psychologiczny, który ich uspokaja, czują, że są w domu, że nic im nie zagraża. Natomiast myślę, że własny prywatny język jest czymś co zmusza do jakiegoś wewnętrznego ruchu, do myślenia, acha, jest jakiś nowy język i może warto byłoby go poznać. Tylko to. To nie jest nic specjalnie wielkiego. Taka jest zasada grania muzyki jaką jest jazz…

 

Wywiad ten ukazał się także na portalu jazzarium.pl

10:53, trener66 , Wywiady
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 13 lutego 2012

No właśnie o czym? Zaskoczę Was: o jazzie! He, he... Poważnie. No bo czym ten jazz jest właściwie na ten konkretny jutrzejszy dzień czyli 14 lutego 2012? Zapraszam także serdecznie do uczestniczenia w tej dyskusji słuchaczy i przyjaciół tej audycji. Wejdźcie na jej fejsbukowy profil (LINK) i wyraźcie swoją opinię: czym dla Was jest jazz dzisiaj, gdzie sięgają jego granice?

A akcentem walentykowym dla zakochanych w jazzie będzie jak zwykle zapierający dech w piersiach konkurs (do wygrania płyty CD), który maksymalnie skomplikuję, a który i tak bez trudu rozwiążecie ;-)))

Do usłyszenia jak zwykle we wtorek o 21.00 do radioJAZZ.FM (LINK) - Maciej Nowotny    

19:46, trener66
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 lutego 2012

Zapis niezwykle przyjemnej, ale i interesującej rozmowy jaką miałem okazję prowadzić z Agą Zaryan przy porannej kawie. Jej zapis ukazał się w styczniowym numerze miesięcznika JAZZPRESS (link do ściągnięcia za FREE). Pod tekstem znajdziecie podcast do posłuchania z moją audycją Kocham Jazz w radioJAZZ.FM, której gościem była właśnie Aga.


Maciej Nowotny: Aga, wiele jest już wywiadów o Twojej najnowszej, wydanej w tym roku płycie „Księga Olśnień", na której śpiewasz piosenki do tekstów napisanych przez Czesława Miłosza i jego ulubione poetki. Jednak w trakcie tego naszego spotkania chciałbym Cię zapytać o inne sprawy, tak aby nasi czytelnicy lepiej Cię poznali. Co o tym myślisz?

Aga Zaryan: Dobry pomysł. O tej płycie jest już mnóstwo informacji. Pytaj o co chcesz.

MN: Żyjesz muzyką. Emanujesz pasją i entuzjazmem. Tak było podczas naszego spotkania w audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem Twojej miłości do muzyki. Czy to miłość na całe życie i skąd ona się bierze?

AZ: Jeśli tylko pozwoli na to mój głos nigdy nie przestanę śpiewać! A czym jest dla mnie muzyka? Ucieczką od rzeczywistości. Azylem. To coś mojego czego nikt nie może mi odebrać. Różne rzeczy się mogą dziać w moim życiu, ale to jest ta rzecz stała. To jest moja pasja, nie traktuję tego jako wyłącznie pracy i nie wyobrażam sobie bym sobie poradziła gdyby mi to odebrano. Takie momenty jak przebywanie na scenie, praca nad płytą to jest ucieczka od szarej rzeczywistości w abstrakcyjną niezwykle przyjemną krainę. To jest, Maciej, jak sen na jawie, czasami jak nirwana. Oczywiście momenty tej nirwany nie zdarzają się często, wręcz bardzo rzadko, bo żeby ten moment magii powstał w trakcie koncertu czy w studiu to się musi bardzo wiele elementów połączyć. To musi być „ten dzień" dla wszystkich muzyków, którzy są ze mną na scenie lub w studiu, dla publiczności również, bo ona jest niezwykle ważna, istotna jest też aura miejsca etc. To nie jest tak proste, że to cudowne doświadczenie jest nam dane raz na zawsze. W tym sensie muzyka działa jak narkotyk: cały czas się starasz, próbujesz przełamywać własne bariery i ograniczenia, żeby znowu to przeżyć...

MN: Co to są za bariery i ograniczenia, które Ciebie krępują?

AZ: Zawsze chce się zagrać lepiej, ale... tu nie chodzi o czystą ambicję. Nadmierna ambicja przeszkadza moim zdaniem w tworzeniu dobrej muzyki. To jest w ogóle ciekawa sprawa, bo granie muzyki jest niezwykle powiązane z psychologią: jedna sprawa to technika, na przykład jak szybko ktoś potrafi zagrać pasaż na fortepianie, lub jak wysoko ktoś da radę zaśpiewać, a druga sprawa ile w tym jest uduchowienia, prawdziwej sztuki działającej na emocje słuchacza. Mnie nie wzruszają występy
muzyków czy wokalistów, którzy chcą mi coś udowodnić, zrobić na mnie tanie wrażenie. Mnie  ociąga w muzyce jakaś tajemnica, niedopowiedzenie, zapas, coś co trudno określić słowami. Lubię artystów niejednowymiarowych, zaskakujących, takich, u których czuję ciągły proces twórczy podczas wykonywania danego utworu. Dużo zależy od tego w jakiej muzyk jest formie psychofizycznej. Jazz to jest muzyka interakcji i jeżeli udaje Ci się osiągnąć skupienie na improwizacji to jesteś w stanie pójść za tym co grają inni muzycy, zareagować na subtelne zmiany, dodać od siebie coś czego jeszcze nie było, jednocześnie zachowując spójny obraz tej muzyki. Dla mnie jest bardzo ważne, aby muzyka na danej płycie miała czytelną tożsamość. Dlatego każdy mój projekt to jest zaczynanie wszystkiego od początku. Dzięki temu każda płyta jest inna, a muzyka mam wrażenie zachowuje świeżość. Weź przykład albumu 'Picking Up The Pieces': minęło już ponad 5 lat od jego wydania, a właśnie otrzymałam wiadomość, że zyskał status podwójnej platynowej płyty. Ta płyta cały czas się sprzedaje, cały czas sięgają po nią nowi słuchacze, to jest niesamowite! A wracając do Twojego pytania o ograniczenia. Mam wrażenie, że znalazłam swój język muzyczny i staram się w nim doskonalić. Nie mam skali głosu Chaki Khan czy mocy głosu Sarah Vaughn, ale to nie przeszkadza w znalezieniu swojej muzycznej przystani. Najważniejsze to widzieć swoje atuty i braki w sposób realistyczny.

MN: Kiedy się zastanawiam co wyróżnia Twoje płyty i Ciebie spośród innych wokalistek jazzowych to chyba właśnie to, że nieraz przekraczasz granice jazzowej wokalistki. Na przykład „Księga Olśnień" to dla niektórych poezja śpiewana a nie jazz: jak zareagujesz na takie opinie?

AZ: Nie lubię eklektyzmu w muzyce stąd dbałość o artystyczną tożsamość moich kolejnych płyt. Ale to nie oznacza, że jestem konserwatywną wokalistką jazzową! Cały czas rozglądam się dookoła, mam uszy szeroko otwarte, szukam nowych muzycznych wrażeń. Na przykład kiedy jeździłam jako dwudziestolatka do Nowego Jorku miałam okres fascynacji neo soulem: Erykah Badu, India Arie, Angie Stone czy Jill Scott. A jeśli chodzi o „Księgę Olśnień" to trochę rzeczywiście w tym jest tej tradycji polskiej poezji śpiewanej jaką uosabia wspaniała Wanda Warska czy niezwykła Ewa Demarczyk. Mój śpiew nie jest zabarwiony aktorskim przekazem, ja nie daję sobie zadania aktorskiego. Jeśli wykonuję jakieś gesty to przychodzą one naturalnie, nie ćwiczę ich wcześniej, nie przygotowuję. To samo z głosem, chcę żeby on brzmiał naturalnie, bez tej „nadinterpretacji" tak charakterystycznej dla piosenki aktorskiej. Dlatego płyty "Umiera Piękno" i "Księga Olśnień" nie nazwałabym poezją śpiewaną czy piosenką aktorską, tylko ewentualnie piosenką poetycką, muzyką pisaną do poezji, ale śpiewaną jak zwyczajne piosenki.

MN: Aga, a powiedz teraz co Ci się w jazzie nie podoba? Co budzi Twoją niechęć?

Jestem otwarta na nowe trendy w jazzie, przykładem jest to co dzieje się teraz w Nowym Jorku, wśród młodych muzyków. Weź chociażby takie nazwiska z mojej wytwórni, z Blue Note, jak Aaron Parks i Robert Glasper. Oni są młodymi pianistami, którzy lubią eksperymentować, ale słychać, że znają też Errola Garnera czy Arta Tatuma, cały ten jazzowy kanon. Przeraża mnie to, że są młodzi muzycy, a nawet pianiści, którzy tego nie znają, nie interesuje ich to, mają historię jazzu w nosie, bo
to jest stare i mało trendy. To co oni mogą grać? Jaką muzykę? Są młodzi, którzy myślą, że tworzą coś nowego, że grają awangadrę i tworzą coś nowego, a prawda jest taka, że kilkadziesiąt lat temu powstawała taka awangarda, że buty spadają, czyli to już też było. W każdym razie mieszanie gatunków i innowacje jak najbardziej, ale chodzi o to, żeby ten dobór środków był smaczny, gustowny, z zachowanymi proporcjami. Chociaż zdaję sobie sprawę, że smak jest czyś subiektywnym... Lubię piękno w muzyce, wysublimowaną harmonię, zgrabną wzruszającą melodię, stąd moja miłość do standardów jazzowych, mimo że już ich nie nagrywam, a śpiewam
tylko okazjonalnie. Mimo to nadal uważam, że jazzman powianiem umieć zagrać z pamięci Body and Soul czy Night in Tunisia. To jest nasze abecadło. Lubię też jak dzieło ma jakąś myśl przewodnią, wspominałam o tym przy okazji pewnej spójności artystycznej moich własnych projektów. Ja lubię być prowadzona jakąś myślą muzyczną. Lubię jak artysta ma wyraźną osobowość. Dam Ci przykład: wracam do Billa Evansa, ale też do Theloniusa Monka. Wiadomo, że styl tych dwóch pianistów to całkowite przeciwieństwo, ale łączy ich to, że wystarczy kilka taktów i wiesz kto gra.

MN: Zmieńmy temat na nieco lżejszy. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia: z kim chciałabyś zaśpiewać kolędowy duet?

AZ: Z podwórka światowego z Joni Mitchell: ona jest dla mnie artystką z wizją, sama pisze swoje utwory i genialne teksty, gra na gitarze i jest malarką, jej obrazy często znajdują się na okładkach jej płyt. Jest skłócona ze światem show businessu, bo nie podoba się jej dokąd ten świat zmierza. Niestety rzadko występuje, przez to szanse na nasze spotkanie są bliskie zeru, ale byłoby niesamowite móc z nią zaśpiewać. Z polskiego podwórka zaśpiewałabym ze Staszkiem Soyką, podziwiam jego oryginalność i kreatywność. Jest charakterystyczny. Oczywiście mnóstwo jest pań, z którymi zaśpiewałabym z przyjemnością: Grażyna Łobaszewska, Lora Szafran, Ula Dudziak, Grażyna Auguścik wymieniać by długo... Każda ma ten swój muzyczny świat, który jest mi w jakiś sposób bliski.

MN: A z tych wokalistek i wokalistów, którzy debiutują: kto Ci się podoba?

AZ: Dużo jest utalentowanych ludzi, którzy zaczynają od śpiewania jazzu, ale niewielu jest w stanie na tej drodze wytrwać. Zbaczają z niej, bo śpiewanie jazzu to bardzo żmudna droga. Zresztą nawet jak ciężko pracujesz to i tak bez łutu szczęścia nie da się zrobić kariery. Stąd w Polsce sytuacja jest taka, że młodych ludzi śpiewających dobrze jazz mamy niewielu. Podoba mi się młodziutka Monika Borzym. Album nagrała z uznanymi amerykańskimi muzykami jazzowymi, jej płytę zaaranżował sam Gil Goldstein. Zaśpiewała naprawdę dobrze, ale ciekawi mnie czy wytrwa w tej jazzowej rzece, bo już na debiucie wyczuwa się, że ciągnie ją w różne strony. Trzymam za nią kciuki, bo ma talent ! Trzeba mieć naprawdę silny charakter, aby osiągnąć coś w świecie jazzu, bo tu poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Zresztą jak spojrzysz na wielkie divy jazzowe to były baby z krwi i kości, bywały ostre, które umiały krzyknąć, tupnąć, walczyć o swoje. Ja pamiętam grania, gdzie jechałam z muzykami w jednym załadowanym po sufit samochodzie, obok mnie kontrabas, perkusja z tyłu. Jechaliśmy gdzieś na koniec Polski i jak wracaliśmy z koncertu to już właściwie bez pieniędzy, bo wszystko przepijaliśmy w barze. Czy granie latami w piano barach, gdy obok ludzie zajadają schabowego. Trzeba mieć naprawdę mnóstwo samozaparcia by w tym wszystkim wytrwać i wierzyć, że się uda. Ja nie miałam wyjścia, śpiewałam, czasami w trudnych warunkach, ale miłość do muzyki  była ważniejsza niż brak koncertów w prestiżowych klubach. Teraz tym bardziej doceniam swój sukces, bo nie przyszedł on z dnia na dzień. Dlatego trzymam kciuki za młodych i mam nadzieję, że wokalistyka jazzowa w Polsce jeszcze rozkwitnie i będzie lepiej promowana !

MN: Nasza rozmowa zbliża się do końca zatem wrócę na chwilę do Twojego tegorocznego albumu „Księga Olśnień". Jego bardzo silną stroną są teksty. Słuchając go na nowo odkrywałem wiersze Miłosza. Jest tam taki wers, który mnie poraził. Może ty też masz takie słowa, których nie możesz zapomnieć?

AZ: A jaki to wers Macieju tak Cię poruszył?

MN: O ile dobrze pamiętam: „A jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem, ale drozdem na gałęzi..."

AZ: „... jeżeli dzień i noc następują po sobie nie dbając o sens i nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?" To wiersz „Sens", który należy do moich ulubionych. Czy to ludzie nadają czemuś magiczność czy coś jest magiczne samo w sobie? Niepokojące pytanie, które można zadać także w odniesieniu do muzyki, do piękna w ogóle...

MN: Miłosz jest jakimś problemem dla polskiej duszy. Niby kochał Polskę, a jednocześnie z niej drwił, niby był geniuszem, ale z wielkim dystansem do siebie. Autoironiczny, zupełnie nie nadaje się na wieszcza narodowego, roli, w której wielu chciałoby go obsadzić. Za te cechy nie jest przesadnie kochany w naszym kraju...

AZ: On był facetem z krwi i kości. Polecam Ci jego „Przydrożnego pieska". Tam widać jakie Miłosz miał podejście do rzeczywistości i do Polaków, do tego naszego poczucia, ze jesteśmy genialnym narodem podszytego potężnym kompleksem niższości.

MN: Czy był prekursorem nowego polskiego patriotyzmu, który chce się określić nie poprzez to co nas różni od innych narodów, ale tym co możemy wnieść oryginalnego do tego czym żyje globalna wioska?

AZ: Tak! I dlatego nie należy się bać spotkania z Miłoszem, bo on nie jest trudny, on tylko otwiera oczy na rzeczywistość. Kiedy ludzie przychodzą na koncerty, słuchają tej muzyki i dociera do nich tekst, nieraz płaczą ze wzruszenia, mówią, że nie tak wyobrażali sobie Miłosza. Tak samo zrobiłam na płycie 'Umiera piękno' poświęconej Powstaniu Warszawskiemu. Chciałam odczarować ten temat, pokazać , że tam walczyli i umierali młodzi ludzie, którzy tak samo jak dzisiaj młodzi ludzie chcieli
żyć, pić, tańczyć, kochać się, wcale nie myśleli, ze przyjdzie im umierać za ojczyznę. Szukali namiastki normalności w diabelskich drastycznych czasach.

MN: Mam wrażenie, że idziesz tutaj trochę pod prąd, zresztą 'Księga Olśnień' nie wywołuje samych ochów i achów...

AZ: Zdaję sobie z tego sprawę! Ale właśnie tego się nie boję i tego chcę: przeraża mnie muzyka  trywialna, zbyt oczywista, pod publiczkę. Chcę tworzyć muzykę, która nie stroni od tej dwuznaczności, jest złożona w interpretacji, wywołuje asocjacje. Miłosz mi w tym bardzo pomaga, bo on nie pasuje do żadnej szufladki, a to co pisał można interpretować na bardzo wiele sposobów. Wracając do wiersza, który przytoczyłeś: jego siła tkwi właśnie w nazwaniu tego co wszyscy czują, ale nie mają odwagi wypowiedzieć lub nie mają talentu, żeby ubrać te myśli w tak piękne frazy. Żeby tak pisać trzeba mieć miękkie serce, ale twardy tyłek.

MN: Właściwie to są to też cechy, bez których, jak mówiłaś wcześniej, trudno osiągnąć sukces w roli wokalistki jazzowej... 

Aga Zaryan: Może dlatego musiałam go zaśpiewać...

Autor: Maciej Nowotny (http://polish-jazz.blogspot.com/)



środa, 08 lutego 2012

Totalnie wymiatający lutowy numer miesięcznika JAZZPRESS dostępny jest we wszystkich dobrych kioskach Ruchu na całym świecie. Ale dla czytelników bloga Kocham Jazz i słuchaczy radioJAZZ.FM mam już ten numer za FREE i całkowicie legalnie!!! Wystarczy kliknąć ten LINK i zanurzyć się w tym MOCARNYM numerze, w którym pełno kapitalnych tekstów: Oli Nowosad o Billu Laswellu, Jurka Szczerbakowa o Vinniem Colaiuta, Rafała Garszczyńskiego przegląd płyt Lee Morgana i Piotra Wojdata sylwetka Andrzeja Przybielskiego. Nadto trzy wywiady: Ryszarda Skrzypca z Przemkiem Strączkiem, Rafała Garszczyńskiego z Arturem Dutkiewiczem i mój z Wacławem Zimpelem, do którego lektury gorąco Was zachęcam, bo dawno nie miałem tak interesującej rozmowy... 

15:28, trener66
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lutego 2012

Już w najbliższy wtorek o 21.00 w audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM nadzwyczajny gość!!! MACIEJ OBARA. To jest typ młodego muzyka, którego podejście do jazzu bardzo mi się podoba. Odwaga i otwartość na to co w jazzie żywe i podlegające zmianom wielkie nie tylko na mnie wywierają wrażenie. Czekam na niego niecierpliwie w naszym nowym wypasionym studiu, w zielonym pokoiku zwierzeń ;-)))

Zapraszam na fejsbukową stronę audycji Kocham Jazz (LINK), gdzie czekam na Wasze pytania do Macieja Obary i propozycje muzyki jaką warto zagrać w trakcie tego spotkania. Logujcie się także na tę stronę w trakcie trwania audycji, aby porozmawiać z innymi słuchaczmi, a także z naszym gościem i prowadzącym. Zwłaszcza, że do wygrania będą cenne nagrody-niespodzianki...

Do usłyszenia - Maciej Nowotny


19:13, trener66
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 lutego 2012

Niemalże do tańca ;-))) A tak poważnie to jest mały przegląd tego jak szeroko idzie młody polski jazz. Tylko czy to jazz jeszcze? Nieważne! Ważne, że muza świetna. A więcej się o nie możesz dowiedzieć klikając linki z tytułami albumów. Polecam!!!

 

11. Wojtek Mazolewski Quintet - suggested album: "Smells Like Tape Spirit"

Ta kapela najlepiej sobie chyba daje radę ze wszystkich młodych polskich zespołów jazzowych na szerokim rynku muzyki niejazzowej. Duża w tym zasługa showmeńskiej osobowości lidera i niektórych członków zespołu, na przykład Joanny Dudy. Co bardziej wymagający będą kręcić nosem na jakość tej muzy (i niekiedy będą mieli rację), ale trzeba przyznać, że słucha się tego świetnie...

10. Monika Borzym - "Girl Talk" 

Przyszłość jazzu tkwi w odnowieniu relacji z muzyką popularną. Przynajmniej taki pogląd jest powszechny w Ameryce, gdzie studiuje wokalistka Monika Borzym. I gdzie nagrała płytę udowadniającą, że coś jest na rzeczy w tym poglądzie, który brzmi jak herezja dla wielbicieli europejskiej odmiany awangardy jazzowej.
 
9. Light Coorporation"Rare Dialect"
W młodym polskim jazzie najciekawsze rzeczy dzieją się na tzw. obrzeżach, czego dowodem jest debiut tego zespołu czerpiącego inspirację z muzyki rockowej lat 70. i 80. Jednak silny element improwizowany w tej muzie przesądza o tym, że jest to coś bardziej interesującego niż kalka dajmy na to King Crimson...

8. Contemporary Noise Sextet"Ghostwriter's Joke"
Niesamowita jest kreatywność młodych polskich jazzmanów, którzy umiejętnie łączą jazz, rock, pop z tzw. inteligentną muzyką taneczną. W efekcie pies z kulawą nogą nie interesuje się za granicą naszym popem, a polskim jazzem zachwyca się na świecie wielu. Smutne jest, że nasza rodzima publiczność często jest obojętna na wspaniałą muzykę tworzoną w kraju dopóki nie uzyska ona rozgłosu poza Polską...

Takie polskie kapele są dumą nie tylko młodego polskiego jazzu, ale całej naszej kultury. Dojrzała wizja artystyczna idzie tu w parze z wyrafinowanym smakiem muzycznym i wielkimi umiejętnościami gry na instrumentach. A jeszcze brzmi to lekko i radośnie!

Wiele polskich młodych polskich apel jazzowych unika etykietki jazzu obawiając się skojarzeń z muzyką przeszłości. Nie winię ich za to. Polski jazz to przez dziesięciolecia była konserwa i reakcja. Dominowało pokolenie, które w rozwoju zatrzymało się na latach najdalej 80. Obecnie w polskim jazzie dokonuje się rewolucja właśnie dzięki zespołom takim jak Daktari, które jak ognia unikają jazzowej etykietki.
 
5. Jachna/Buhl  - "Niedokończone książki"
Najpiękniejszą częścią jazzu jest muzyka improwizowana. To prawdziwa arystokracja wśród całej muzyki rozrywkowej, bo do jej tworzenia potrzebne są bajeczne umiejętności i wielka wyobraźnia. Wyobraźcie sobie Beethovena, który wychodzi na scenę i na bieżącą wymyśla całą "Sonatę Księżycową"! A tak właśnie robią Keith Jarrett czy Brad Mehldau. Ale i u nas powstaje wiele takiej muzyki jak ta chociażby tworzona przez duet: trębacza Wojtka Jachnę i perkusistę Jacka Buhla... 
 
4. Maciej Trifonidis"Roots"
Inny przykład to ten wspaniały etnojazz w wykonaniu zespołu Maćka Trifonidisa. Warto podkreślić autentyczność, naturalność i spontaniczność tej muzy. Oto cechy muzyki, którą ludzie jazzu cenią najbardziej. Kiedy widzą oni tzw. "gwiazdy" muzyki pop śpiewające z playbacku i entuzjazm publiczności oklaskujących te marionetki w Opolu czy Sopocie pukają się w czoło i dziwią jak można dać się nabierać na taki chłam. Już lepiej słuchać rapu czy hip hopu! Tam przynajmniej także przeważa element improwizowany choć głównie w warstwie wokalnej...

3. Niski Szum"Songs from the Woods"
Sonny Rollins mawia, że jazz jest jak parasol, pod którym rozkwitać mogą wszystkie nowości i innowacje w muzyce. Dawno przestał być muzyką wyłącznie Milesa Davisa, Johna Coltrane'a czy Billa Evansa. Jest po prostu synonimem nie tego "co" jest w muzyce, tylko "jak" się ją uprawia. Jeśli muzyka jest swobodna, otwarta i szuka czegoś czego jeszcze nie było to uznaję ją za jazz. Przykładem jest ten właśnie krążek Marcina Dymitera, który stylistycznie nic wspólnego z jazzem nie ma, a jednak... jest bardziej jazzowy niż wiele współczesnych kopii muzyki amerykańskiej sprzed 50 czy 60 lat...
2. Profesjonalizm"Chopin Chopin Chopin"
Jazz to granie na żywo. Płyty są zaledwie pamiątką czegoś znacznie ważniejszego, a tym jest właśnie koncert. Muza, którą usłyszycie na tej płycie jest po prostu wyśmienita i bardzo oryginalna, ale... koncerty są jeszcze lepsze. Stąd moja rada: bierzcie chłopaki dziewczyny pod rękę i zamiast nudzić się na miernej muzie wpadajcie od czasu do czasu posłuchać na żywo JAZZ!!!
1. Kamil Szuszkiewicz - "Prolegomena" 



Na koniec chwila zachwytu, bo w jazzie często najpiękniejsza i najtrudniejsza do okiełznania jest cisza. To łączy jazz z muzyką klasyczną i z każdą wielką sztuką, której jakość poznaje po tym jak zniesie próbę czasu. W związku z tym warto czasem zadać sobie pytanie: ile z muzyki, której słuchacie i której poświęcacie swój czas przetrwa chociaż rok? Ta piękna pawana ma tradycję sięgającą lat kilkuset. I za to Kocham Jazz ;-)))

Tekst ukazał sie pierowotnie na zaprzyjaźnionym blogu Maćka Blatkiewicza, który polecam: http://litoslav.blogspot.com/

Autor: Maciej Nowotny http://polish-jazz.blogspot.com/
czwartek, 02 lutego 2012

I już można posłuchać tej audycji, która zawiera mnóstwo nadzwyczajnej muzyki tworzonej przez pianistę Michała Tokaja. Polecam z całego serca!!!



Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...