Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
wtorek, 27 listopada 2012

Trudno w to uwierzyć, ale to będzie dopiero druga wizyta kobiety w Kocham Jazz!!! A przecież gości było już ho ho, a może i więcej. Wpadnie do nas Ida Zalewska, której wydany przed paroma dniami album poświęcony Billie Holiday dobre bardzo na mnie wywarł wrażenie. Zapraszam Was już dzisiaj we wtorek o 21.00 do radioJAZZ.FM (link, aby posłuchać nas w internecie: http://radiojazz.fm/player_l_.html).

Zajrzyjcie też na stronę fejsbukową auducji Kocham Jazz (http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169?ref=hl). Kto wie może uda się wycyganić jakąś płytę, którą następnie będziecie mogli wygrać w trakcie konkursu?...

Do usłyszenia - Maciej Nowotny

16:00, trener66
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 listopada 2012

Już za niespełna 2 godziny, dokładnie o 21.00, rozpocznie się wtorkowe Kocham Jazz w radioJAZZ.FM. Nie przegapcie tego, bo mnóstwo będzie kapitalnej muzy! Zagrają:

The Lounge Lizards, kombo Jeana-Michela Pilca, trio Michael Moore, Will Holshouser i Han Bennink. Zaśpiewa Nicki Parrot, następnie zagra duet Agusti Fernandeza z Ramonem Lopezem, po czym francuscy didżeje zmiksują Paolo Fresu i Dave Liebmana, a zakończymy legendarnym album "Magico" nagranym przez Garbarka, Gismontiego i Handena.

So much fun!!!

19:26, trener66
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 listopada 2012

Bill William Frisell. Powtórzcie to nazwisko parę razy, nie tyle wgryzając się w to kim jest ten muzyk (o tym parę słów za chwilę), ile wsłuchując się w dźwięk składających na nie głosek. Usłyszycie w nich być może pewne rozkołysanie, bluesowy zaśpiew, pewną miękkość i słodycz, które potem odnajdziecie na nagraniach tego amerykańskiego gitarzysty. A należy on do tej wśród muzyków jazzowych ekskluzywnej kategorii, których styl rozpoznawalny jest od pierwszego dźwięku. Tacy byli Thelonius Monk, Bill Evans, John Coltrane i oczywiście Miles Davis. Wśród gitarzystów zaledwie garstka: Kenny Burrell, Grant Green, Johnny Smith, Pat Metheny czy ostatnio zjawiskowa Mary Halvorson. 



Bill Frisell należy do tej wąskiej grupy i jeszcze do tego wszystkiego zajmuje w niej pozycję prominentną. Bo kiedy porównać go choćby z takim Johnnym Smithem to widać jak wiele Bill osiągnął. Obaj mają własny sound, który próbują naśladować liczni inni, z mniejszym lub większym powodzeniem. Ale podczas, gdy kariera Smitha trwała krótko to Bill jest nieprzerwanie na topie od początku lat 80tych. To zresztą ciekawa historia, bo jego przygoda z wielkim jazzem zaczęła się w sposób nieco przypadkowy. Chory Pat Metheny polecił go "na zastępstwo" Paulowi Motianowi i tak Frisell pojawił się na wydanym przez ECM w roku 1982 krążku "Psalm". Wystarczyła jedna sesja, by Manfred Eicher, szef ECM, zdecydował o tym, że Bill Frisell powinien stać się jedną ze sztandarowych i najcześciej nagrywanych postaci tej legendarnej wytórni.

Moja historia właściwie jest podobna: raz posłuchałem Billa Frisella, a potem lawina ruszyła. Byłem wtedy wiele lat młodszy i pamiętam jak poleciałem do starszego kolegi, lepiej znającego się ode mnie na jazzie i pytam: słuchaj czy on jeszcze coś nagrał, muszę go znaleźć na innych płytach?! Na to ten uśmiechnął się do mnie z politowaniem i rzekł: Czlowieku, on grał na ponad stu krążkach... No cóż, od tamtej pory liczba tych krążków urosła do ponad dwustu. GRUBO ponad dwustu... Oczywiście zaledwie cząstka z tego to autorskie projekty Billa. Reszta to projekty, do których był zapraszany. Jednak zaproszeń nigdy nie brakowało i to do bardzo różnych przedsięwzięć.

To jeszcze jedna z rzeczy, które odróżniają Frisella od Smitha (wracam do głównego wątku mej wypowiedzi), bo Smith to heros niemal wyłącznie cool jazzowej gitary, a język Frisella okazał się na tyle giętki, że równie dobrze odnajduje się on w mainstreamie, bluesie ("Blues Dream"), muzyce country i bluegrass ("Nashville" i "Disfarmer"), muzyce klasycznej (w ramach 858 Quartet m.in. ze wspaniałą skrzypaczką Jerry Scheinman), world music ("The Intercontinentals") czy rocku (współpraca z Elvisem Costello nad albumem "The Sweetest Punch"), a także awangardzie (np. współpraca z Johnem Zornem). Przy czym próba opisania muzyki jaką tworzył w tych wszystkich konfiguracjach przy pomocy jakichkolwiek etykietek jest nieadekwatna. Gdziekolwiek się pojawiał był po prostu sobą, snuł swoją włąsną opowieść i jest miarą siły jego indywidualności, że jego język jest na tyle uniwersalny, iż pasuje do tylu różnych stylistyk.



Właśnie ta umiejętność konstruowania narracji jest kolejną cechą wyróżniającą muzykę Frisella, bo jego autorskie płyty niemal zawsze są o czymś, niosą jakiś ważny przekaz, ideę. Tak jest i w przypadku materialu, który miałem okazję wysłuchać podczas jego koncertu w ramach tegorocznego festiwalu Jazztopad we Wrocławiu, a zatytułowanego "Great Flood". Po polsku "Wielka powódź" to projekt poświęcony katastrofie jaka dotknęła dorzecze Mississipi wiosną roku 1927. Koncertowi towarzyszy projekcja filmowego dokumentu autorstwa Billa Morrisona, do którego na żywo muzycy tworzą ścieżkę dźwiękową. Wracając do katastrofy, to spowodowała ona wielką emigrację głównie Afroamerykanów, z Południa Stanów Zjednoczoncych na Północ. Muzykologom pozostawiam analizę jak znaczący był wpływ tej emigracji także na dzieje muzyki amerykańskiej w tym jazzowej. 

Mnie poruszyło coś innego. Po pierwsze, byłem szczęśliwy, że mogę posłuchać swojego ulubionego muzyka, który przywiózł do Polski swój kto wie czy nie najlepszy skład (nie taka znowu częsta rzecz przy wizytach gwiazd jazzu w Polsce...). Ron Miles grający na trąbce, Tony Scherr na gitarze basowej i Kenny Wollensen na perkusji i wibrafonie towarzyszą Billowi od bardzo wielu lat, a ich artystyczny dorobek sprawia, że wizyta każdego z nich pojedynczo byłaby artystycznym wydarzeniem. Rzadko ostatnio chodzę na koncerty. Coraz częściej mam wrażenie wielkiego rozziewu między poziomem jaki odnajduję na płytach, a tym jak brzmi muzyka grana żywo. Na niekorzyść muzyki granej na koncertach. Nie muszę dodawać, że to oznacza śmierć jazzu. W tym przypadku było inaczej. Na żywo muzyka zabrzmiała lepiej niż na płytach. Wielka klasa muzyków i lata grania razem sprawiły, że swoboda i perfekcja wykonania pozostawały w absolutnej symbiozie. Kto miał uszy, czuł się jak w niebie.

Jednak mnie, jak i publiczność wrocławską, wzruszyło bardzo jeszcze jedno. 15 lat temu wielka powódź uderzyła w Dolny Śląsk zmieniajac na zawsze historię tego miasta. Ulicą Traugutta, przy której się wychowałem, a którą do tej pory jeździły samochody, autobusy i cieżarówki, wtedy, jak w Wenecji, poruszać się można było jedynie łódką. Patrząc na wzburzone fale Missisipi, widziałem Odrę, widziałem podobny los ludzi, bez względu na epokę, kraj czy kontynent, na kolor skóry. "Jesteśmy wszyscy braćmi - pomyślałem - ale nie rozumiem dlaczego, żeby to odkryć musimy stanąć w obliczu wielkiego nieszcześcia?..."

Autor tekstu: Maciej Nowotny

 


poniedziałek, 12 listopada 2012

W najbliższy wtorek o 21.00 w audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM zagości muzyka genialnego amerykańskiego gitarzysty Billa Frisella. A to wszystko z okazji (której zresztą wcale nie byłoby w jego przypadku potrzeba!) koncertu, który artysta ten da w przyszłym tygodniu w ramach wrocławskiego festiwalu JAZZTOPAD!!!

Zapraszam seredcznie - Maciej Nowotny

* link, aby posłuchać radioJAZZ.FM w internecie (http://radiojazz.fm/player_l_.htm

* w czasie audycji zajrzyjcie na fejsbukową stronę Kocham Jazz, aby pogadać z jej autorem i innymi jej przyjaciółmi: http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169?ref=hl

21:29, trener66
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 listopada 2012

W najbliższy wtorek posłuchacie bardzo mocnego zestawu, w skład którego wejdzie muzyka z następujących płyt:

Ari Hoenig z płyty "PunkBop At The Smalls" (2011) z udziałem zjawiskowego armeńskiego pianisty Tigrana Hamasyana, który tym razem szaleje na Fenderze!

Dead Cat Bounce (coś mi ta nazwa przypomina...) z wydanego także w 2011 roku krążka "Chance Episode"

Micheal Blake z wydanej zaledwwe klika dni temu w Nowym Jorku zjawiskowej płyty "In The Grand Scheme Of Things" (2012)

Przypomnimy też muzykę z trzy płytowej, tegorocznej reedycji legendarnego nagrania Terjego Rypdala z lat 70-tych zatytułowanego "Oddysey"

A zakończymy znowu odrobiną muzyki tajemniczego pianisty z Francji, lecz o afrykańskich korzeniach, Tchangodei, tym razem z krążka nagrana wspólnie ze Stevem Lacy'm i Oliverem Johnsonem i zatytułowanego "The Bow" (1984).

Zapraszam gorąco - Maciej Nowotny


21:42, trener66
Link Dodaj komentarz »
Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...