Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Bum bum bum bum! Grzmiało mi w głowie, gdy wczoraj w nocy wychodziłem z katowickiego klubu Gugalander po kończącym pierwszy dzień JazzArt Festival koncercie grupy Polar Bear. A to za sprawą perkusisty tej formacji Seba Rochforda, którego mogę określić adekwatnie jedynie słowem: "zwierzak". I nie chodzi mi tutaj o jego czuprynę wyglądającą jak rodzaj afro, w które przed chwilą uderzył piorun o rekordowym natężeniu. Tu chodzi o jego organiczne zrośnięcie z instrumentem muzycznym jakim jest perkusja, o niesłychaną swobodę gry i o rytm, który chociaż był skomplikowany jak gambit hetmański w wykonaniu Kasparowa brzmiał jednocześnie komunikatywnie i kipiał nieogarnioną wręcz energią. Gdyby nie było Rochforda pozostali muzycy tej formacji czyli grający na saksofonach Pete Wareham i Mark Lockhart, na kontrabasie Tom Herbert oraz na elektronice i gumowym baloniku John Leafcutter, musieliby go wymyśleć. Bez niego ich muzykę dałoby się zaszufladkować jako zagrany na free jazowo dość standardowo brzmiący indie pop. Z nim jednak, wraz z upływem kolejnych minut koncertu, widać było jak rosną im skrzydła. A wkrótce za nimi podążyła cała scena Gugalandera, aby powoli, ocieżale, lecz konsekwentnie, unieść się do nieba. Wtedy klęknąłem na drugie kolano i zacząłem wołać: Hosanna! Bo kocham jazz, zwłaszcza taki jak ten grany przez Polar Bear: autentyczny, ekstatyczny, swobodny i niczym nieograniczony jak skowronek na błękitnym, wiosennym niebie. 

Napisałem na drugie kolano, bo pierwsze miałem już od dawna ugięte po poprzedzającym ten koncert występie trio Neila Cowleya w innym katowickim klubie Hipnoza. To trio zaproponowało cudownie spójną, do końca przemyślaną i perfekcyjnie zaaranżową muzykę pop zagraną z prawdziwie jazzową dezynwolturą. Porażający był profesjonalizm muzyków w każdym dosłownie elemencie, a energia, entuzjazm, emocje jakie rozbudzili są niezapomniane. Prosta jak budowa cepa muzyka ta jeszcze raz konfrontuje tabuny krytyków piejących z zachwytu nad przekomplikowanymi płytami Keitha Jarretta czy Brada Mehldaua z pewną trudną prawdą: do wywołania efektu artystycznego nie trzeba wcale wyrafinowanych środków. Ludzie nie chodzą na koncerty w celu wysłuchania pełnego patosu kazania, które uświadomi im ich ograniczoność i rozbije w pył złudzenia, które pozwalają żyć. Grający na pianinie Cowley i jego partnerzy czyli kontrabasista Richard Sadler, perkusista Evan Jenkins (nie zapominajmy też o kwartecie smyczkowym, który im towarzyszył) przypomnieli nam lekcję jaką dał światu brytyjski rock i pop. Lekcję, którą rozumie każdy kto słuchał kiedykolwiek The Beatles: otóż prosta melodia i prosty tekst potrafią nieraz powiedzieć więcej o nieznośnej lekkości naszego bytu niż tysiące opasłych dzieł filizofów i teologów. 

 Te wszystkie ochy i achy byłyby niemożliwe bez ludzi, którzy w Katowicach zebrali się razem, by zaplanować i wcielić w życie ideę festiwalu będącego rodzajem upamiętnienia przypadającego na 30 kwietnia światowego dnia jazzu. Piękny to przykład, gdy miasto obejmuje mecenatem inicjatywę tyleż potrzebną mieszkańcom co wartościową pod względem artystycznym. Piszę potrzebną mieszkańcom, bo chociaż termin rozpoczęcia festiwalu przypadł na początek długiego majowego weekendu to publiczność dopisała i tłumnie wypełniała sale tak w wymienionych wyżej klubach Gugalander i Hipnoza jak i w kinoteatrze Rialto, gdzie miało miejsce otwarcie festiwalu. 

Możemy dzisiaj uchylić rąbka tajemnicy i poinformować Państwa, że do końca trwała walka by festiwal otworzył się występem Roberta Glaspera. Bez wątpienia jednego z najzdolniejszych pianistów młodego pokolenia w Stanach i gwiazdy legendarnej wytwórni Blue Note. Nie udało się i zamiast niego festiwal otworzył Courtney Pine, który pokazał nieokiełznaną wprost chęć podzielenia się z nami tym jak dobrze mu się gra klarnecie basowym (rzecz nowa dla niego, gdyż do tej pory grał głównie na saksofonie). Energia tak rozpierała artystę, że właściwie nie zwaracał uwagi na swoich partnerów, którzy smętnie pobrzękiwali na fortepianie, kontrabasie i perkusji. Katowicka publiczność pokazała wielką klasę łaskawie nagradzając brawami zmagania artysty ze swoim wybujałym ego. To była druga wizyta Pine'a w Polsce, po około 10 latach nieobecności. Życzę mu oczywiście by zagrał jeszcze w naszym pięknym kraju, pod warunkiem jednak, że nastąpi to po upływie nie krótszego niż poprzednio okresu... 

Tego dnia wystąpił jeszcze polski skład pod nazwą Orange The Juice w klubie Katofonia, ale niestety nie udało mi się tam dotrzeć. Niemniej od znajomych słyszałem, że było świetnie! Jaka szkoda, że nie opanowałem sztuki bilokacji czyli bycia jednocześnie w dwóch różnych miejscach! Przydałaby mi się ona i dzisiaj, bo od rana siedzę i zastanawiam się, który z dzisiejszych pięciu koncertów wybrać: Piotra Damasiewicza z Orkiestrą Kameralną Aukso w projekcie Hadrony? Patera, Gorzyckiego, Wojtczaka i Urowskiego z materiałem z ich najnowszej płyty A-Kineton? Kwartet Larsa Danielssona? Stryjo z Kołodziejczakiem, Bryndalem i Szczycińskim? Czy kwintet Irka Wojtczaka z projektem PRL? O la la... Jedno jest pewne... będzie się działo i zapowiada się kolejna, szalona, jazzowa noc w Katowicach z JazzArt Festival!

PS. Relacja z drugiego dnia wkrótce na festiwalowym blogu: http://jazzart-festival.blogspot.com/

Autor: Maciej Nowotny

 

piątek, 27 kwietnia 2012

Już jutro zaczyna się pierwszy JazzArt Festival w Katowicach, który zapowiada się smakowicie. Posłuchajcie audycji, aby dowiedzieć się więcej o tym kto i co będzie grał. Więcej informacji o tym wydarzeniu (program, bilety etc.) znajdziecie na festiwalowym blogu: jazzart-festival.blogspot.com



środa, 25 kwietnia 2012

Był Gagarin, był pies Łajka i major Hermaszewski, a dzisiaj czyli w środę o 21.00 będzie też Jerzy Mazzoll z ojcem i synem Janickimi. Spotykamy się jednak nie na przylądku Canaveral ani na kosmodronie Bajkonur, ale w Warszawie na ul. Koszykowej 55 w klubie Kosmos, gdzie odpali rakieta i zabrzmi muzyka z ich najnowszej, wydanej na początku roku płyty 'Minimalover". I ja tam będę, bo to pierwszy album Mazzolla od 6 lat i niepowtarzalna okazja, aby posłuchać co nabroił. Do zobaczenia i usłyszenia!!!



poniedziałek, 23 kwietnia 2012

W najbliższym, wtorkowym wydaniu audycji Kocham Jazz zagości Wojtek Sobura. Niedawno czyli w marcu wydał swój pierwszy album "Organic Lo-Fi", który jest bardzo nietypowym projektem solo na perkusji. Brzmi ciekawe, ani to to jazz ani to awangarda, coś zupełnie jego własnego. Postanowiliśmy zatem porozmawiać i przyjrzeć się temu jak młoda generacja podchodzi do muzyki, czerpiąc z tak wielu różnych żródeł jak tylko się da. Dlatego właśnie spodziewajcie się tego wieczoranie nie tylko jazzu, ale i popu, R&B, rocka, a nawet... hip hopu. 

Do wygrania będzie także chyba najpiękniejsza nagroda w dziejach audycji Kocham Jazz czyli winylowa edycja płyty "Organic Lo-Fi" wydana po prostu z bajeczną starannością i smakiem. Polecam zatem słuchanie radioJAZZ.FM (LINK) we wtorek o 21.00 i wizytę na fejsbukowej stronie audycji Kocham Jazz (LINK), aby w trakcie audycji porozmawiać z innymi słuchaczami i podzielić się z nimi radością płynącą ze słuchania dobrej muzyki!

Do usłyszenia - Maciej Nowotny

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

 

Pod koniec tego miesiąca od 28 do 30 kwietnia 2012 roku pakuję manatki i jadę do Katowic. A powód jest prosty. Wygląda bowiem na to, że na kilka dni stolica polskiego jazzu przenosi się właśnie na Górny Śląsk. Nie wierzycie? To posłuchajcie wtorkowej audycji Kocham Jazz, która będzie poświęcona temu właśnie wydarzeniu. Mnóstwo informacji o koncertach jakie nas czekają w czasie tego festiwalu, a przede wszystkim zróżnicowana i inspirująca muzyka artystów, którzy wezmą udział w tym wydarzeniu.

Zapraszam we wtorek o 21.00 do radioJAZZ.FM (LINK aby posłuchać w internecie) i na fejsbukową stronę audycji Kocham Jazz (http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169), gdzie możecie pogadać z innymi słuchaczami i z prowadzącym.

PS. Program:

28.04 sobota

Kinoteatr Rialto
godz. 19.30 > Courtney Pine 

Jazz Club Hipnoza
godz. 21.00 > Neil Cowley Trio 

Katofonia
godz. 22.00 > Orange The Juice 

Scena Gugalander
godz. 23.00 > Polar Bear 

29.04 niedziela

Kościół ewangelicko-augsburski
godz. 18.00 > Hadrony Piotr Damasiewicz/ Aukso 

Katofonia
godz. 19.00 > Pater Gorzycki Wojtczak Urowski A-Kineton 

Kościół ewangelicko-augsburski
godz. 20.00 > Lars Danielsson Quartet 

Jazz Club Hipnoza
godz. 21.00 > Stryjo 

Scena Gugalander
godz. 22.00 > Irek Wojtczak PRL Kwintet 

30.04 poniedziałek

Katofonia
godz. 18.00 > Dąbrowski/ Sorey 

Kinoteatr Rialto
godz. 19.30 > Maciej Obara International Project 

Jazz Club Hipnoza
godz. 21.00 > Portico Quartet 

Scena Gugalander

godz. 22.00 > Power Of The Horns Damas Ensemble 

 

20:51, trener66
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Ostatnio w Cafe Karma miałem okazję spędzić miły piątkowy poranek na wyśmienitej kawie z muzykiem, o którym ostatnio bardzo głośno nie tylko u nas, ale i w szerokim świecie. Czy mówią coś Państwu nazwy takich zespołów jak Undivided czy Hera? Jeśli nie to koniecznie nadróbcie te zaległości, bo takich combo nie było w Polsce, ho ho, może nawet od czasów słynnych grup Komedy i Stańki w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych! Liderem tych zespołów jest polski klarnecista Wacław Zimpel, który podczas naszej rozmowy wypowiedział opinię, że czuje się muzykiem ludowym. Nie dopytałem go wtedy o ten wątek, ale kropla drąży skałę i kiedy myślałem o tym w kontekście tego jak widzę przyszłość jazzu, coraz bardziej docierało do mnie, że jest w tej opinii coś niezwykle inspirującego...


W sprecyzowaniu tego niejasnego poczucia pomógł mi Jerzy Mazzoll, legenda polskiego yassu, z którym spędziłem niedawno dwa dni krążąc po warszawskich restauracjach, nagrywając audycję dla radia i słuchając tego co ma do powiedzenia o muzyce sprzed lat i tej, którą gra dzisiaj. W pewnym momencie Jerzy spojrzał na mnie uważnie i powiedział: "Macieju! Stoimy w obliczu zmian w muzyce równie istotnych jak te, które przyniosła możliwość nagrywania dźwięku. Płyta gramofonowa i jej potomkowie wyzwoliła muzykę z tyranii czasu i miejsca wykonania. A dzisiaj dostęp do internetu i wolność w korzystaniu z jego zasobów (było to na parę dni przed aferą z ACTA!) może przynieść prawdziwą rewolucję". Ponieważ na talerzu miałem gorącą kaftę wegetariańską, którą właśnie podał kelner w jednej z najlepszych restauracji libańskich w mieście, nie dopytałem go dokładnie co ma na myśli.

Poniewczasie żałowałem bardzo swego łakomstwa i tego, że nie okazałem się bardziej dociekliwy. Czułem, że Zimpel i Mazzoll starają się powiedzieć mi coś bardzo ważnego... Usiadłem wtedy przy swoim laptopie i otworzyłem nieczytaną od kilku dni pocztę. W niej znalazłem brakujące elementy układanki i nagle zaświtało mi w głowie: Eureka! Oto być może to co czują tak Zimpel jak Mazzol, a pewnie i wielu innych muzyków z tych, co to mają uszy otwarte. Bo to się unosi w powietrzu, bo to jest coś co w języku niemieckim nazywa się... Zeitgeist!

Po co chodzić do szkół muzycznych? - takie retoryczne pytanie zadał ostatnio goszczący w mojej audycji Jerzy Małek. Przecież wszystko jest w internecie: nuty, poradniki jak grać, a przede wszystkim muzyka, muzyka, muzyka. Tak łatwo dostępna i w takim wyborze jak jeszcze nigdy. Zdemokratyzował się nie tylko dostęp do niej, ale i sposób jej wytwarzania. Mnóstwo ludzi chce śpiewać, grać i tańczyć. Zresztą ta chęć zaczęła funkcjonować całkowicie w oderwaniu od umiejętności. Te nie są już nawet przez wszystkich wymagane. Stąd wielka popularność programów w rodzaju "Mam talent". Powody tego są oczywiste dla każdego w miarę bystrego obserwatora naszej cywilizacji: masowy konsument determinuje to co pokazują media. Media kształtują gusta publiczności. Ten samowzmacniający się mechanizm prowadzi do obniżki poziomu wytwarzanej sztuki (to już truizm), ale ma też, przyznajmy to, pewien zgoła nieoczekiwany skutek pozytywny...

Otóż coraz większa liczba ludzi uczestniczy w sztuce aktywnie, nie tylko na zasadzie odbioru. Setki, tysiące, miliony ludzi umieszczają swoją muzykę na YouTube. A przecież są jeszcze takie dynamicznie rozwijające się miejsca jak spotify, soundcloud czy mixcloud, nie wspominając o gasnącym myspace czy nabierającym siły bandcamp. Dzięki nim można dzisiaj dotrzeć ze swoją piosenką czy albumem do publiczności całkowicie pomijając przemysł fonograficzny. Zresztą ten przemysł właśnie na naszych oczach się kończy, a dobija go tyleż piractwo (nazwijmy to wprost!) co konkurencja ze strony powstających jak grzyby po deszczu internetowych "labeli". Coraz częściej wystarczy impuls elektroniczny przebiegający między komputerem internetowego wydawcy a laptopem słuchacza i już możemy mówić o dystrybucji. Tak dzisiaj odbywa się coraz większa liczba premier płytowych...

Wracam tutaj do głównego wątku mej opowieści, którą opuściłem w momencie przeglądania skrzynki mejlowej. Znalazłem tam kilka przesłanych mi ostatnich premier płytowych, wszystkie w formie elektronicznej. Co ciekawe była to muzyka interesująca, nowatorska i o wiele ciekawiej brzmiąca niż ta, która dotarła do mnie w tak ukochanej przeze mnie formie płyty CD! Co bardzo ważne to te elektroniczne wydania były profesjonalnie i pięknie przygotowane! Tak od strony dźwiękowej, bo poziom nagrania był w pełni satysfakcjonujący, a do wyboru trzy formaty zapisu dźwięku, w tym bezstratny flac. Ale i od strony edytorskiej: gustowna okładka, mnóstwo informacji o muzyce i artystach w dwu językach, polskim i angielskim, a nadto dołączono promocyjne video z próbką muzy granej na koncercie. Tak płytę może dzisiaj wydać praktycznie każdy w miarę ogarnięty użytkownik komputera.

W rezultacie łatwości wydawania muzyki w dzisiejszych czasach zmienia się zupełnie akcent z odbioru na wybór. Dzisiaj problemem nie jest dostęp do muzyki, ale dotarcie do takiej, która odpowiada indywidualnym gustom słuchacza. Dlatego relacja słuchaczy z muzyką staje się coraz bardziej osobista. Wiele osób prowadzi blogi by powiedzieć światu jaka jest ich muza (należę do tej grupy!). Ludzie tworzą towarzystwa i kluby, by mieć miejsca, gdzie odbierają muzę po swojemu. Wielkie znaczenie mają nieformalne grupy dyskusyjne, listy mejlowe, miejsca (znów powiedzmy to otwarcie!) nielegalnej wymiany plików!

Wszystko to, o czym napisałem i wiele z pokrewnych zjawisk, o których nie ma miejsca by w tym artykule powiedzieć, zmierza do tego od czego zacząłem: muzyka, a w tym jazz, staje się domeną ludu. Jak przed wiekami każdy może wziąć skrzypce, fortepian czy bębny i grać. I z tą muzyką dotrzeć do słuchacza! Jakby mieszkali w jednej wiosce, tuż obok siebie, chata obok chaty, dom przy domu. Umożliwia to internet, dzięki któremu ktoś kto mieszka w Hajfie, Widnes w Cheshire, Nowym Jorku czy Palo Alto i podziela moją miłość do jazzu bliższy mi jest niż gburowaty sąsiad z mojej kamienicy, który słucha Anthraxu, Kissów czy Deep Purple.

Zresztą to dopiero początek, bo jeśli prawdą jest to, że przyszłością jazzu jest muzyka ludowa, to coraz mniejsze znaczenie będzie miała ocena jej jakości pod względem formalnym, krytyka będzie obumierać. Czy zresztą mylę się, że to już następuje? Nieuchronny to proces, bo muzyka ludowa inną pełni rolę niż zaspokajanie wyrafinowanych gustów krytyków i ich mecenasów. Te gusty funkcjonują już zresztą w zupełnym oderwaniu od gustów ludowej publiczności. Oto, jak opowiedział mi przyjaciel, słuchacze wychodzący po koncercie duetu Archie Shepp i Joachim Kuhn, na tegorocznej Bielskiej Zadymce Jazzowej, kręcili nosami, że muzyka była zanadto free! Chryste Panie! A był to przecież chyba najbardziej mainstreamowy koncert jaki Ci dwaj muzycy zagrali w swoim wypełnionym free jazzem i awangardą życiu!

Ale publiczność się nie myli... nigdy... vox populi vox (i)dei... muzyka krytyków inne ma cele niż muzyka ludowa. Ta pierwsza goni króliczka nieustannych innowacji i wydumanego postępu. Ta druga ma pomóc ludziom poradzić sobie w wyzwaniach, które stawia przed nami życie. Równie dobrze może to zrobić V symfonia Beethovena jak i jakaś głupia piosenka ściągnięta z YouTube. Czasami nawet lepiej spełni tę funkcję... Najbardziej wrażliwi z muzyków czują ten duch czasów. Wspomniany wcześniej Zeitgeist. Czy nie taki charakter, ludyczny właśnie, nosi to co robią muzycy skupieni wokół Chłodnej 25 i wytwórni Lado ABC? Czy nie zapokojeniu prostej potrzeby ucieczki od rzeczywistości służy transowy charakter najnowszych albumów Hery, Mikrokolektywu czy Jahny i Buhla? Muza zaczyna przypominać ćwiczenia z medytacji, kurs buddyzmu zen czy yogi!

Może zresztą są to naciągane przykłady, może lepiej dać inny. Prowadzę blog na temat polskiego jazzu (polish-jazz.blogspot.com) i dostałem pewnego razu mejl z dalekiej Kalifornii od Jasona McGuinessa członka kolektywu analogburners.com. Zmiksował on kilka utworów z wydanej w 1977 płyty Czesława Bartkowskiego “Drums Dream”. Napisał do mnie tak: “Kochamy tę muzę. Aha! To dopiero początek: teraz pracuję nad “Alter Ego” Czesława Gładkowskiego i Krzysztofa Zgraji!”. Naprawdę tak napisał! Mam kopie mejla na dowód. Z polskimi znakami “ł”. Czy ktoś pomyślałby w roku 1964 kiedy powstawała seria Polish Jazz, że kiedyś młodzi Amerykanie będą uważali muzykę nagraną kilkadziesiąt lat temu nad Wisłą za swoją własną?! 

 

Autor: Maciej Nowotny

*tekst ukazał się w marcowym numerze miesięcznika JazzPress (LINK)

poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Święta, Święta i już... Kocham Jazz. Tym razem witamy serdecznie gościa, a będzie nim Maciej Garbowski. Znacie go zapewne z wyśmienitego trio RGG, chociaż pojawia się także na wielu innych płytach i w licznych projektach. Wymieńmy tylko współpracę z Tomaszem Stańko i Zbigniewem Namysłowskim, a z młodszego pokolenia z Maciejem Obarą, Piotrem Damasiewiczem, Przemysławem Strączkiem i Danielem Popiałkiewiczem. Ukończył słynną szkołę muzyczną w Katowicach, gdzie pracuje także jako wykładowca. I już mi się zdawało, że jest "skazany" na mainstream, gdy nagle na początku tego roku wydał album 'Elements' utrzymany w zupełnie innej stylistyce, bliższej free jazzowi i współczesnej kameralistyce. Krótko mówiąc, bardzo mnie ciekawi co ma w głowie ten młody przecież jeszcze artysta i o tym proponuję, abyśmy sobie z nim porozmawiali plus jak zwykle potężna dawka wyśmienitego jazzu!!!

Zapraszam zatem już w najbliższy wtorek o 21.00 do radioJAZZ. FM (bezpośredni LINK, aby posłuchać), a także na stronę fejsbukową tej audycji (LINK), aby:

- zadać pytania naszemu gościowi,

- zasugerować muzę do tej audycji albo do następnych tematy,

- pogadać z innymi zakochanymi w jazzie sluchaczami,

- podrażnić się z prowadzącym...

Zapraszam - Maciej Nowotny 

czwartek, 05 kwietnia 2012

Kliknijcie po prostu TUTAJ i już możecie poczytać najnowszy, kwietniowy numer JazzPressu. Jest naprawdę "grubo"!!! Mnóstwo wyśmienitych tekstów o jazzie moich szanownych kolegów, w tym i moje trzy grosze czyli recenzje płyt: Rafała Gorzyckiego 'Akineton', The Fonda & Stevens Group 'Trio +2" nagranej z Maciejem Obarą i Irkiem Wojtczakiem oraz Ircha Quartet 'Watching Edvard'. Nadto relacja z koncertu Piotra Damasiewicza z projektem The Power of the Horns w warszawskiej Szpulce i zapowiedź programu festiwalu JAZZART w Katowicach, który zapowiada się bardzo smakowicie.

Polecam!!!

Maciej Nowotny

11:52, trener66
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Wszystko w jazzie zaczyna się od  ludzi i tak było w tym przypadku, gdy mój przyjaciel Mirek dał mi do przesłuchania album Paula Chambersa zatytułowany tak właśnie czyli 'BASS ON TOP'. Nagrany w roku 1957 przez legendarnego inżyniera dźwięku Rudy Van Geldera dla wytwórni Alfreda Liona BLUE NOTE uosabia to co dla mnie najdroższe w złotych latach jazzu: perfekcję wykonania, urodę dżwięku, spontaniczność, lekkość i świeżość muzyki jaką tworzono w tamtych latach w Ameryce. Z przyjemnością podzielę się nią z Państwem, chociaż będzie to jedynie punkt wyjścia do dalszej podróży. Podóży, w której tym razem towarzyszyć nam będą basiści, bo zgodnie z tytułem płyty oni będą w tym wydaniu audycji Kocham Jazz "na topie" . Zresztą nie potrafię sobie wyobrazić jazzu bez ich twórczego i jakże orginalnego wkładu! Zagrają zatem na pewno obok Paula Chambersa: Scott Lafaro, Charles Mingus, Charlie Haden, Jaco Pastorius, Dave Holland i William Parker. Czy uzupełnilibyście te listę o jakieś nazwisko? Jeśli tak to zostawcie swoją sugestię w komentarzach do tej notki na blogu albo zalogujcie się na fejsbukową stronę Kocham Jazz (LINK), gdzie możecie pogadać tak z innymi przyjaciółmi tej audycji jak i z jej prowadzącym.

Zapraszam już w najbliższy wtorek o 21.00 do radioJAZZ.FM (bezpośredni LINK, by posłuchać w internecie) - Maciej Nowotny


09:26, trener66
Link Dodaj komentarz »
Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...