Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
czwartek, 26 sierpnia 2010

Trzecia płyta Bojana Zulfikarpasica na moim blogu, chronologicznie pierwsza (1993) po wydanej w 1995 Yopli! (http://kochamjazz.blox.pl/2010/04/Bojan-Z-Quartet-Yopla-1995.html) i w 1999 Koreni (http://kochamjazz.blox.pl/2010/03/Bojan-Zulfikarpasic-Koreni-1999.html) tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Bojan to jeden z najwybitniejszych euopejskich jazzmanów, tworzący wspaniały jazz, indywidualny, niemożliwy do pomylenia z idiomem jakiegokolwiek innego artysty.  Jest to po prostu GENIALNA płyta, którą mogę śmiało zarekomendować każdemu!!!


08:32, trener66
Link Komentarze (4) »
środa, 25 sierpnia 2010

Dzisiaj ma być około 36 stopni Celcjusza w cieniu jest zatem duże prawdopodobieństwo, że to bedzie najgoretszy dzień tego polskiego lata. Zatem co puścic? Oczywiście funk! Gorący jak asfalt na polskich drogach i jak on przywierający do uszu tak szczelnie, że nie można się od niego odczepić. Zresztą posłuchajcie sami chociażby tego kawałka z bardzo fajnej funkowej składanki jaka ostatnio wpadła mi w ręce :


08:39, trener66
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 sierpnia 2010

W mojej upartej podróży śladem Bobby Watsona dzisiaj kolejna płyta (szósta), tym razem znowu dobra, bo nagrana dla maleńkiej, włoskiej wytwórni RED Records, dla której zaczął Watson nagrywać po tym jak Blue Note zakończyła z nim współpracę (jeden z nielicznych takich byków tej skądinąd bardzo zacnej i zasłużonej dla jazzu firmy). Oprócz Watsona grającego oczywiście na alcie na pokładzie znajduje się włoska załoga w osobach Piero Bassini grającego na fortepianie, Atillo Zanchiego na kontrabasie i Giampiero Prina na perkusji. Trzebe powiedzieć otwarcie, ze ta włoska sekcja rytmiczna jest tylko tłem dla Watsona i to tłem niestety niezbyt dobrym, wszakże siła i kreatywność Bobby'ego w tamtym okresie była taka, że nawet z takimi naprawdę przeciętnymi muzykami był w stanie nagrać płytę interesującą i dobrą.

Zaczyna się od tytułowego Round Trip, gdzie Watson gra nieco w stylu Ornetta Colemana (kompozycja jest właśnie jego autorstwa) i jest to jego jedyna, znana mi, wycieczka w stronę free, zresztą bardzo, bardzo udana. Potem wracamy na bardziej utarte szlaki, bo następuje standard There Is No Greater Love, gdzie saksofon Watsona pracuje w klasycznym parkerowskim stylu, ale jak to brzmi (mimo, że italiańcy nie pomagają kurcze nic!). Najlepszy Watson jest w balladach zatem trzecie na płycie Blue In Green (M. Davis, B. Evans) jest po prostu wspaniałe: poczatek zagrany o wiele, wiele wolniejszym tempem niż w jakiejkolwiek znanej mi wersji, ciary chodzą po plecach, jak niegdyś mrówki faraona po kaszance i salcesonie, albo jak lepkie od upału łapki młodzieńca po ciele nasmarowanej kakaowym masłem kochanki. Ach, jak brzmi ten kawałek!!! Nawet sekcja rytmiczna staje na wysokości zadania, coś chyba wobec takiego klimatu obudziło się w ich jazzowej duszy, bo nagle dopełniają się cudownie z liderem i wnoszą wiele dobrego do rozbrzmiewającej w naszych uszach muzyki.

Potem napięcie nieco spada, ale przecież nie mozna być ciagle na haju, i Sweet Dreams rozbrzmiewa spokojnie, aczkolwiek pasaże Watsona są tak ciepłe i tęskne jak te, które wyczarowywał Bernt Rosengren w Ballad For Bernt Komedy czy Ben Webster w Chelsea Bridge Billa Strayhorna. Kolejna Ceora przynosi wreszcie trochę spokoju, bo All The Thing Of Jo Maka to już ostatni utwór na płycie, gdzie lekko swingujące nutki wygrywane przez Watsona próbują siłe łączyć z twardymi i ostrymi kantami rytmów wzietych znów jakby z muzyki Ornetta Colemana.

Podsumowując, bardzo ciekawa próba Watsona połączenia klimatów free jazzowych (bardzo lekkich, ale jednak) z mainstreamem, R&B, swingiem, bluesem - wszystko to może nie do końca przekonuje, nie jest to żadna rewolucja, ale płyta wspaniale się odsłuchuje i jest to Bobby Watson po prostu ze swojego najlepszego okresu. Polecam!


 

19:43, trener66
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 sierpnia 2010

Ornette Coleman jeszcze za życia stał się legendą jako twórca free jazzu. Oczywiście nie on sam go stworzył, ale można by się śmiało bronić tezy, że w procesie powstawania free był najważniejszą postacią. Kiedyś może o tym napiszę, ale dzisiaj inne chcę zadać pytanie: dlaczego jedni kochaja free jazz (należę do tego grona), a inni (zdecydowana większość) go nienawidzi wręcz, a w najlepszym wypadku jest wobec niego obojętna? Mi się wydaje, że free jazz (czy poważna muzyka awangardowa spod np. znaku Schoenberga czy Weberna) jest tym dla muzyki czym poezja dla literatury. Ile osób zna wiersze T. S. Elliota, czyta do poduszki Owidiusza albo Achmatową? Poezja jest free (piszę oczywiście o naprawdę dobrej poezji), niekiedy proza potrafi być poetycka, ale to się zdarza bardzo rzadko (Joyce, Proust, Marquez). Chodzi o to, żeby włączyć inny sposób patrzenia swiat, inny sposób słuchania muzyki, sposób nastawiony na spontaniczność, kreatywność, naiwość, swobodne skojarzenia, chaos, emocje, intuicje, umysł dziecka, zbuntowanego wobec całego świata i jednocześnie uniesionego radoscią, że może się bawić wspaniałymi zabawkami należącymi do świata dorosłych. Taką postawę, co ciekawe, może umożliwić zarówno bardzo intelektualne podejscie (Thelonius Monk, Charlie Haden, Carla Bley) jak i niedouczenie, barbarzyństwo, surowość (Ornette Coleman, Pharoah Sanders, Don Cherry). Free jazz to wnętrzności jazzu, jego tajemnice wywleczone na wierzch, przez co niezrozumiałe, odstręczające nieraz, nieraz śmieszne po prostu. Trzeba po prostu trochę autoironii i uwolnienia się od tego co już znamy, a free jazz wejdzie w nas jak masło. A jak już wejdzie to coraz głębiej i głębiej jak jest w moim chociażby przypadku, gdzie z każdym rokiem dalej mi do mainstreamu, a bliżej do free.

Powiedziawszy to wszystko dodam, że ta nagrana w wieku 75 lat płyta jest come back Ornetta Colemana w wielkim stylu. Jest to free lekkie jak puszek, ale ten puszek naszpikowany jest energią jak skwarki kwarkami, i gdyby Łazarz po powrocie z zaświatów zdecydował sie nam opowiedzieć o swoich peregrynacjach przy pomocy saksofonu, skrzypiec, trąbki (O. Coleman), perkusji (syn Ornetta, Denardo Coleman) i dwóch kontrabasów (Gregory Cohen i Tony Falanga), to jego muzyczne impresje mogłyby brzmieć właśnie tak...Doprawdy jazzowe zmartwychwstanie w najlepszym z możliwych stylów!


10:03, trener66
Link Komentarze (6) »
czwartek, 19 sierpnia 2010

To studyjne nagranie Kenny Wheelera (tr, flg) z udziałem takich artystów jak: John Rook (fr hn), Stan Sulzmann (ss, ts, fl), Julian Arguelles (ss, ts), Dave Horler, Chris Pyne (t), Dave Stewart (btrom, tba), John Taylor, John Horler (p), Chris Laurence (b), Peter Erskine (dr) nie należy do jego najbardziej znanych nagrań, ale to nie znaczy, że jest złe. Podobnie jak inne płyty Wheelera muzyka jest bardzo nastrojowa, spokojna i refleksyjna. Wszystkie kompozycje na dysku są pióra Kenny Wheelera, co jeszcze sprzyja stylistycznej spójnosci całego tego muzykowania. Dodatkowo płyta jest bardzo dobrze zrealizowana, jakość muzyki przekłada się w pełni na jakość dźwięku, co summa summarum sprawia, że chociaż jest to mniej znana pozycja w dyskografii tego wybitnego brytyjskiego trębacza, to można śmiało ją zaliczyć do (bardzo wielu) jego w pełni udanych muzycznych przedsięwięć. Z drugiej strony nie wyróżnia się ona niczym specjalnym spośród innych płyt w jego dorobku, zatem nie jest to jakiś must-have, mówiąc zupełnie szczerze. Na koniec jak zwykle posłuchajcie proszę fragmentu muzyki podobnej do tej wypełniającej omawiany tu przeze mnie krążek:


09:55, trener66
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 sierpnia 2010

To już czwarta płyta Bonobo, która wjeżdża na mój blog, ale sądzę, że nie ma się czego wstydzić, bo muza jaką tworzy jest doprawdy bardzo wysokiej jakości. Utwór po utworze przed naszymi uszami przetaczają się, jak fale morza bijące o piaszczystybrzeg plaży, piosenki tak łatwo wpadające w ucho, jak łatwo w oko wpadają piękne polskie dziewczęta letnią porą na plażach Helu, Łeby czy Międzyzdrojów. Doprawdy trudno mi wybrać jakiś jeden utwór, tak na tej płycie wszystko jest wypasione, ale ponieważ musi być jeden, zatem posłuchajcie Flutter, najbardziej chyba wpadającego w ucho:

19:57, trener66
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 sierpnia 2010

Nie wiem jak wy, ale ja choć bardzo kocham kino, nie mniej niż jazz, to ostatnio bardzo rzadko odwiedzam kinowe sale. Powód jest  banalny: po prostu nie znajduję nic dla siebie. Scenariusze filmów obrażają moją inteligencję bądź poruszają problemy, które mnie nie dotyczą. Dlatego wracam do starych filmów i oglądam je pasjami, mniej w nich poprawności politycznej, a więcej prawdy o skomplikowanych drogach jakimi nieraz chadzają ludzkie uczucia. No i towarzyszy im często wspaniała muzyka! A oto jej próbka z pięknego i zapomnianego nieco filmu opowiadająca kontrowersyjną historię miłości dojrzałej kobiety i chłopca (ale bez wszechobecnego w dzisiejszym filmie dydaktyzmu lub jego przeciwieństwa):


22:10, trener66
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 sierpnia 2010

Kolejna gwiazda wytwórni Ninja Tune to DJ Krush, świetny japoński DJ, który tnie sample jak Musashi mieczem swoich wrogów. To już jego ósmy album, a chociaż jak czytam w doskonałej notce Adriana Chorębały (http://www.ultramaryna.pl/recenzje.php?karta=7&id=139) "jaku" znaczy po japońsku ciepły, pogodny itd. to ja ewidentnie wyczuwam w tej muzyce punkowe korzenie tego Dja, wspaniałą agresję, energię, bojowość i witalność. Posłuchajcie tego choćby utworu, piątego z tej płyty, zatytułowanego Transition:


12:44, trener66
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 sierpnia 2010

Wiele osób może zaskoczyć, że Amon Tobin, jedna z największych gwiazd legendarnej wytwórni Ninja Tune ma jazzowe korzenie, o czym można się przekonać przesłuchując jego płyty nagrane ZANIM związał się kontraktem z Ninja Tune i zaczął występować pod własnym nazwiskiem. Tak czy siak do Tobina warto wracać, bo słusznie uznawany jest za wybitnego DJa i jednego z tych, którym najbliżej do jazzu (nawet mówi się o nim, że tworzy odmianę jazzu zwaną cut'n'paste jazz) . Mimo upływu lat muzyka tego brazylijskiego artysty się nie starzeje, o czym łatwo się przekonać słuchając utworu Easy Muffin z jego debiutanckiej płyty dla Ninja Tune wydanej aż w 1997!


16:00, trener66
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 sierpnia 2010

Gabor Szabo w ogóle, z szczególnie ta jego płyta, to jedna z tych jazowych perełeczek, których zdecydowanie nie powinniście przeoczyć. Rzućmy trochę światła na tę postać i na moment, w którym ta płyta została nagrana. Szabo, urodził się w roku 1936 oczywiście na Węgrzech, a w roku 1956 wyemigrował, by studiować w bostońskiej Berklee College of Music" (P. Brodowski Encyklopedia Jazzu), który jest dla muzyków jazzowych mniej więcej tym czym Hogwarth dla Harry Pottera i jego kumpli. Miał wielkie szczęście, bo w latach 1962-65 udało mu się nawiązać współpracę z kwintetem amerykańskiegp super-perkusisty Chico Hamiltona. Znam płyty jakie pozostały po okresie tej współpracy i mam wrażenie, że to właśnie w tamtym okresie zaczął się kształtować unikalny styl Szabo, marzenie każdego jazzmana, a szczególnie gitarzysty. Udało mu się wypracować swój sound już pod koniec lat 60tych, łącząc jazz, z rockiem i muzyką indyjską, romską, a szerzej Orientem, w czym mogło mu pomóc węgierskie pochodzenie i wielkie muzyczne tradycje jego ojczyzny. Od tamtej pory nagrywa kolejne płyty, chociaż niezbyt często, niezbyt może entuzjastycznie przyjmowane przez krytyków, bo nie jest jakiś wielkim innowatorem, może obecnie troszkę już  zapomniany przez publiczność, ale odsłuch tej płyty z łatwością was przekona, że w swoim czasie tworzył kapitalną wręcz muzykę. Posłuchajcie tytułego utworu z tej płyty, jednej z najlepszych kompozycji Szabo w ogóle, od której pachnieć będzie w waszym mieszkaniu marihuaną jak byście słuchali jazzu w którymś z amsterdamskim coffee shopów ;-)

PS. W nagraniu tego kawałka pomagali Gaborowi tacy magicy jak Bob James na fortepianie, Ron Carter na basie i Jack DeJohnette na perkusji. Woooooow!!!

07:10, trener66
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 sierpnia 2010

Ta płyta to prawdziwa perła w dorobku Billa Frisella i jedna z najciekawszych płyt ostatnich lat, jeśli jej nie znacie, to koniecznie warto się z nią zapoznać. Jeśli chodzi o kontekst jazzowy, to jest ta płyta dowodem na to jak wiele jazz zawdzięcza Frisellowi, prawdziwie genialnemu amerykańskiemu gitarzyście, z którym żaden inny gitarzysta na tym łez padole nie może się równać, a który udowadnia na tym nagraniu (nie pierwszy to zresztą raz w jego wykonaniu) jak bardzo potrafi nagiąć jazzowe gusta swoich słuchaczy do słuchania czegoś co...jazzem nie jest! Na płycie, jak wskazuje zresztą jej tytuł, znajdziemy klimaty i muzyków ze wszystkich dosłownie stron świata, bo poza jego amerykańskimi przyjaciółmi czyli skrzypaczką Jenny Scheinmann, którą Frisell zna od dawna (http://kochamjazz.blox.pl/2010/06/Jenny-Scheinman-12-Songs-2005.html) i Gregiem Leiszem, z którym był niedawno w Polsce,  znajdziemy tu wspaniałego brazylijskiego gitarzystę Viniciusa Cantuarię(http://kochamjazz.blox.pl/2010/04/Vinicius-Cantuaria-Cymbals-2007.html), greckiego wirtuoza ouda i bouzouki Christosa Govetasa i malijskiego perkusistę i bębniarza Sidiki Camara. Ale ja, nie wdając się już w zbyt szczególowe rozważania, na które dzisiaj jest po prostu zbyt gorąco (35 stopni Celcjusza!), zapraszam Was do wysłuchania jednego z najważniejszych utworów na tej płycie poświęconego wielkiemu afrykańskiemu gitarzyście Boubacarowi Traore, o którym zresztą pisałem już na moim blogu, bo to prawdziwy geniusz, choć przecież nie tak znany jak Frisell, któremu chwała za hołd złożony tutaj talentowi innego muzyka (http://kochamjazz.blox.pl/2010/03/Boubacar-Traore-Kongo-Magni-2005.html):


07:30, trener66
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 sierpnia 2010

Wytwórnia Ninja Tune jest tym dla acid jazzu (o ile to jest dobra etykietka do tej muzyki, bo swobodnie można znaleźć inne) czym Blue Note dla Jazzu. Niemal w ciemno można wybierać płyty z katalogu i prawie zawsze znajdzie się coś ciekawego, cośco sprawi, że zabujają się bioderka dziewczyn na niejednej letniej imprezie:


17:18, trener66
Link Dodaj komentarz »
Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...