Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
środa, 28 września 2011

 LEAN LEFT - EX GUITARS MEET NILSSEN-LOVE & VANDERMARK @ Bimhuis 2009

Poznański Klub Dragon powoli staje się centrum jazzowej awangardy w Polsce, jakim niegdyś była krakowska Alchemia. Choć może lepiej powiedzieć, że to centrum znajduje się po prostu tam, gdzie chce pracować Ken Vandermark, a dzięki Wawrzyńcowi Mąkini i Tomkowi Konwentowi chce w Poznaniu. Wielka chwała im za to, bo Ken jest często porównywany do Johna Coltrane’a i słusznie.  Zachwyca jego bezkompromisowa kreatywność, całkowite poświęcenie muzyce, niewiarygodna wprost aktywność wyrażająca się w dziesiątkach projektów, w których uczestniczy i których jest siłą napędową. W piątkowy wieczór 16 września 2011 roku publiczność w Dragonie miała okazję słyszeć go grającego z zespołem o nazwie Lean Left, w skład którego wchodzą ponadto Paal Nilssen-Love, legenda awangardowej perkusji, a do tego dwóch graczy mniej mi znanych: Andy Moor i Terrie Hessels, którzy przeszli długą drogę, od momentu gdy w roku 1979 zaczęli grać punk w ramach formacji o nazwie The Ex. Zgarniając po drodze wpływy związane z noisem, rockiem, muzyką etniczną, doszli w końcu na Everest muzyki improwizowanej, bo granie z Vandermarkiem i Nilssen-Love tak właśnie trzeba określić.

Opisywać tę muzę na poziomie etykietek byłoby profanacją, poszukam zatem metafor. Ściana dźwięku jaką na początku stawiają muzycy zszokować może nawet zaprawionych w bojach „metalurgów”. Człowiek czuje się jak niedźwiedź wyrwany w środku zimy ze snu przez atak pancernej dywizji strzelającej ze wszystkich luf! Ale jednocześnie muzyka ta poprzez swoje wyrafinowanie, techniczną perfekcję wykonania i niezwykłe nowatorstwo lokuje się o lata świetlne od zwykle nieporadnych i trywialnych wysiłków większości kapel rockowych, noisowych czy metalowych. Wszyscy muzycy zamiast oczywistych i wielokrotnie powielanych schematów poszukują nigdy jeszcze nie słyszanych dysonansów, polirytmii, pulsu łączącego afrykańską dzikość z industrialną powtarzalnością.

LEAN LEFT - EX GUITARS MEET NILSSEN-LOVE & VANDERMARK @ Bimhuis 2009

Osią tej muzyki zawsze pozostaje Ken, jak wódz pośród swych legionów, pewnie i z wdziękiem steruje tym tsunami dźwięków za pomocą saksofonu tenorowego, a niekiedy także klarnetu. W centrum natarcia znajduje się zestaw perkusyjny Paale Nilssena Love, który jak artyleria, bombarduje publiczność decybelami precyzyjnych eksplozji. Na skrzydłach atakują zaś na swych gitarach elektrycznych Moor i Hessels jak jeźdźcy apokalipsy, kawaleria porucznika Custera czy szwoleżerowie pod Samosierrą.  

Po koncercie czułem się jak wrak człowieka, wata w uszach sprawiała, że siedzący 20 centymetrów ode mnie Tomek Łuczak musiał krzyczeć, żebym zrozumiał, że chce mnie poznać z Wawrzyńcem Mąkinią. Nie wiedziałem czy to moje nogi się trzęsą, kręci mi się we łbie czy też może budynek wzruszony do głębi tą wybuchową mieszanką zaczął się kołysać i chwiać w posadach. Na szczęście instynktownie włączyłem dyktafon i dzięki temu mogę teraz napisać słów parę o planach Multikulti. Przede wszystkim nowa Hera, kwartet Wacława Zimpela podobno tym razem wzbogacony o dodatkową osobę i brzmienia orientalne. Ale to jeszcze nie koniec jeśli chodzi o tego muzyka, bo w kolejce do wydania czeka jego kwartet z Perrym Robinsonem grający muzykę Żydów z Jemenu.  Następnie płyta z udziałem Andrzeja Przybielskiego i dwoma młodymi muzykami: kontrabasistą Jackiem Mazurkiewiczem i grającym na perkusji Pawłem Osickim. Ponadto kwartet z Per-Akke Holmanderem, Robertem Raszem i Robertem Kusiołkiem, którego pamiętamy z doskonałej płyty wydanej na początku tego roku, a zatytułowanej „Nuntium”. Niewykluczone jest też pojawienie się płyty, na której zagrają razem Agusti Fernandez i Mats Gustaffson.

Jak już wspomniałem wyżej oprócz opanowania sztuki czynienia nieziemskiego wprost hałasu wielkie wrażenie w trakcie tego koncertu wywarły na mnie precyzja tej muzyki i wspaniałe zgranie muzyków. W trakcie rozmowy po zakończeniu koncertu uzyskałem od muzyków, w tym Kena, prostą odpowiedź na pytanie skąd takie porozumienie: kilkanaście lat wspólnego grania! Tyle lat wspólnego muzykowania pozwala Lean Left swobodnie szybować ku free jazzowym chmurom i nie bać się słońca. W którego żarze, jak w brzuchu martenowskiego pieca, z punkowo-noisowskiego ołowiu powstało czyste złoto muzyki improwizowanej w duchu naszych czasów…

Autor: Maciej Nowotny

tekst ukaże się w najbliższym, październikowym numerze miesięcznika JazzPress razem z tekstem na temat młodych polskich trębaczy i wywiadem z Mikołajem Trzaską oraz wielu innymi fantastycznymi tekstami innych autorów, których udało się Ryśkowi Skrzypcowi zagonić do roboty...;-)))


poniedziałek, 26 września 2011

Tyle sie działo w Kocham Jazz w ostatnich tygodniach, że gdyby nie jeden ze słuchaczy, Leszek, zapomniałbym zupełnie, że obiecałem podsumowanie tego co ciekawego działo się II kwartale 2011 roku w polskim free jazzie. A działo się bardzo wiele dobrego! Jak zwykle koncentruję się na wydawnictwach płytowych i powiem wprost: równie PIĘKNEJ muzy dawno nie słyszeliście. Przygotujcie sie na wieczór pełnej EKSTAZY, na którą zaprasza Was w najbliższy wtorek o 21.00 do radiojazz.fm.... Maciej Nowotny

PS. Dla chętnych do posłuchania podsumowanie wydarzeń w polskim free jazzie w I kwartale w formie chmurki audio:




 

środa, 21 września 2011

Dzisiaj przedstawiam Wam chmurkę z zapisem dźwiękowym audycji Kocham Jazz poświęconej temu co się działo ciekawego w polskim mainstreamie w II kwartale jeśli chodzi o wydawnictwa płytowe. Oczywiście muzyki lepiej się słucha czytając jednocześnie tekst, który napisałem na ten sam temat i który możecie znaleźć we wrześniowym numerze JazzPressu (bezpłatnie do ściągnięcia pod tym linkiem).

Dla tych co przeoczyli I kwartał poniżej podaję linki do chmurek z audycjami zawierającymi jego muzyczne podsumowanie jak i link do lipcowego numeru JazzPressu,  w ktorym możecie przeczytać tekst o rozwoju sytuacji w polskim jazzie w I kwartale.

Audycja Kocham Jazz poświęcona najlepszym polskim płytom mainstreamowym w I kwartale - link

Audycja Kocham Jazz poświęcona najlkepszym polskim płytom freejazzowym w I kwartale - link 

Artykuł w lipcowym JazzPressie z podsumowaniem I kwartału w polskim jazzie - link 

Ale najlepsze zachowałem dla Was na koniec: w audycji Kocham Jazz w radiojazz.fm w najbliższy wtorek o 21.00 druga część podsumowania II kwartału, tym razem poświęcona polskiej awangardzie i free jazzowi. Zapraszam - Maciej Nowotny



wtorek, 20 września 2011

W dzisiejszym wydaniu Kocham Jazz gościem będzie Jerzy Małek ze swoją najnowszą płytą zatytułowaną "Air". Na tej płycie spotkała się śmietanka młodego polskiego jazzu, bo poza Jerzym Małkiem zagrali na niej Michał Barański, Michał Miśkiewcz i Marcin Wasilewski!!! W trakcie audycji posłuchamy muzyki nie tylko z tej płyty, ale i innych sygnowanych nazwiskiem Jerzego Małka jako lidera ("Bop Beat") i sajdmena w projektach takich muzyków jak Tomek Sowiński "Synergy", Przemek Strączek "Light & Shadow", Rafał Sarnecki "Madman Rambles Again" i Zbigniew Wegehaupt "Tota". Na ten melanż zapraszam Was jak zwykle do radiojazz.fm na godzinę 21.00!!!

Acha! I odwiedźcie fejsbukową stronę mojej audycji: http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169. W jej trakcie będzie mozna zadać memu gościowi pytania, pozdrowić go lub wysłać uśmieszek ;-)

Maciej Nowotny

radiojazz.fm

13:06, trener66
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 września 2011

Chociaż niespecjalnie przepadam za nowymi gadgetami postanowiłem wkleić nowy widget Mixclouda, który od tej pory będzie widoczny na pasku bocznym obok widgeta Facebooka. Odzwierciedla to przemianę niegdyś bloga wyłącznie muzcznego w blog audycji Kocham Jazz, której możecie posłuchać w każdy wtorek 21.00-22.00 w radiojazz.fm. Dostaję od Was wiele sygnałów (za które uprzejmie dziekuję!), że warto umieszczać chmurki z poprzednimi audycjami, bo nie zawsze macie czas wysłuchać na żywo, a warto wrócić do muzyki jaka pojawia się w tych audycjach. Teraz możecie polubić widget audycji Kocham Jazz i być na bieżąco informowani o kolejnych pojawiających się chmurkach.

Pozdrowienia - Maciej Nowotny

Follow Maciej Nowotny on Mixcloud 

10:27, trener66
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 września 2011

Ciekawe wieści od Rafała Gorzyckiego, który miał trudny zeszły rok, gdy jego projekt "Electrogride" wielkie napotkał trudności ze względu na biurokratyczne problemy związane z pozyskaniem wsparcia ze środków UE. Jakby tego było mało, efekt artystyczny nie odpowiadał ogromowi pracy i poświęcenia jakie artyści włożyli w ten projekt. Kto jednak znał poprzednie projekty tego utalentowanego perkusisty (Ecstasy Project, Sing Sing Penelope i Dziki Jazz) ten mógł być pewien, że Gorzycki ze zdwojoną energią weźmie się za nowe rzeczy. 

I tak też się stało, bo ostatnio dotarły do nas informacje, że w kwartecie z Kamilem Paterem, Pawłem Urowskim i Irkiem Wojtczakiem (który zastąpił Olka Kamińskiego) skończył właśnie sesję nagraniową nowego albumu o tytule - Akineton, który powinien być czymś w rodzaju kontynuacji projektu o nazwie "Dziki Jazz" z 2010 roku, który bardzo pozytywnie został odebrany tak przez krytyków jak i publiczność. Z tego co się dowiadujemy premiera tej płyty już jesienią tego 2011 roku...

Kolejna dobra wiadomość to reaktywacja nizwykle cenionego nie tylko przeze mnie zespołu Ecstasy Project, który w bardzo kreatywny sposób eksplorował twz. trzeci nurt zyskując uznanie tak w Polsce jak i za granicą. Cieszy nas przeto wieść, że nowa płyta tej formacji także ma ukazać się jesienią...

Autor tekstu: Maciej Nowotny

http://www.polish-jazz.blogspot.com/

08:00, trener66
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 września 2011


Dwa tygodnie temu gościem audycji Kocham Jazz (zapraszam w każdy w o 21.00 do radiojazz.fm)  był Maciej Trifonidis Bielawski. Znany z wielu liderskich  projektów niedawno założył własną wytwórnię płytową Slowdownrecords. Oprócz doskonałej muzyki z płyt nagranaych przez Maćka zagraliśmy także muzę – to absolutna rewelacja!!! –  z przedpremierowych utworów krążków jakie jego wytwórnia planuje wydać jesienią czyli Kamila Szuszkiewicza "Prolegomena" i formacji Osaca Vacum "Emerging View" z udziałem takich muzyków jak Ray Dickaty, Mikołaj Pałosz i Paweł Szpura. 

W międzyczasie płyty znalazły się w sklepach, a muzycy dają włąśnie pierwsze koncerty z nowym materiałem. Już jutro czyli w czwartek 15 września 2011 zapraszam Was na godzinę 20.00 w ich imieniu do Klubokawiarni Lorelei przy ul. Widok 8 w Warszawie na koncert Osaca Vacuum. Warto!!!

Maciej Nowotny

http://polish-jazz.blogspot.com/

poniedziałek, 12 września 2011

We wtorek między 21-22 gościć będziemy w studiu radiojazz.fm w audycji Kocham Jazz Marcina Maseckiego. Marcin jest jednym z najbardziej interesujących muzyków naszej awangardy jazzowej, zatem muzyczna podróż z nim będzie trochę wyprawą w nieznane. Ale warto! Podkreślam to z naciskiem: ten muzyk ma swój bardzo indywidualny styl, swoją wizję i tworzy muzykę jakiej dawno w naszym jazzowym mateczniku nie słyszano. Posłuchajcie jej z otwartym sercem i z otwartą głową!

Zapraszam Was do dzielenia się Waszymi uwagami na temat muzyki, której będziemy razem słuchać i o której będziemy rozmawiać z Marcinem na fejsbukowej stronie audycji Kocham Jazz (http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169

Zapraszam serdecznie - Maciej Nowotny

 

08:05, trener66
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2011

 (autor) Tekst ukazał się pierwotnie w lipcowym numerze czasopisma JazzPress (link), którego lekturę serdecznie polecam!

Minął kolejny, drugi kwartał anno domini 2011 roku, przyszło lato, a wraz z nim deszcze, zamiecie i śniegi. Takie to jest lato tego niezwykłego roku, któremu towarzyszą i inne nieszczęścia, jak komety, trzęsienia ziemi, powodzie, a nawet… zniknięcie jeszcze nie wybudowanych autostrad. Wszystko to pilnie zapisał w swej księdze samozwańczy Kadłubek polskiego jazzu, czyli ja. Przejdźmy jednak do meritum, bo wszystkie te dziwy i anomalie są w mojej księdze tylko dodatkiem do wypadków jakie miejsce miały w polskim jazzie, przy czym skupiam się jedynie na wydawnictwach płytowych jakie ukazały się od marca do czerwca.

Płytą, która w tym okresie skupiła na sobie najwięcej  uwagi, był nowy, solowy album Leszka Możdżera dla renomowanej wytwórni ACT tym razem poświęcony Krzysztofowi Komedzie. Chociaż Tomasz Handzlik w Gazecie Wyborczej nazwał tę płytę słabą i nieudaną (respekt dla tego Pana za odwagę w wypowiadaniu swych opinii) to pozwolę sobie mieć ocenę całkowicie odmienną, ponieważ Komedę Możdżera uważam za album świetny! Inaczej niż Handzlik dawno już przestałem oczekiwać od Leszka płyt stricte jazzowych, ponieważ doszedłem do wniosku, że chociaż artysta ten mówi językiem jazzowym  to przekaz swój kieruje do szerszej publiczności. Takie podejście do muzyki Możdżera pozwala mi bez przeszkód cieszyć się jego niezmierzonym talentem i indywidualnością,  jakich niewiele znaleźć można nie tylko w tym kraju, ale i poza nim. 

Aga Zaryan odkąd podpisała kontrakt z legendarnym amerykańskim wydawnictwem Blue Note, w którym w 2010 wydała udaną bardzo płytę Looking Walking Being, stała się kimś w rodzaju jazzowej celebrytki a ‘la Anna Maria Jopek tylko, że znacznie lepiej śpiewającą. Tę klasę pokazuje choćby w doborze repertuaru, bo na swej drugiej płycie dla Blue Note  zatytułowanej A Book of Luminous Things, postanowiła zmierzyć się z trudną poezją m.in. Miłosza. Płyta jest tyleż Agi, co pianisty Michała Tokaja, jej stałego współpracownika, który skomponował (prawie) całą muzykę na ten album. Jak wieść niesie wersja płyty z polskimi tekstami ukaże się zimą, a wtedy temu krążkowi wróżę jeszcze większy sukces niż dotychczas.

Tyle nasze gwiazdy, chociaż do tej kategorii można by też zaliczyć duet Jaskułke/Wyleżoł, który nagrał album DuoDram. Obawiałem się, żeby to nie była jakaś nowoczesna wersja Marka i Wacka, ale powstała świetna płyta. Kto zna - z jednej strony stonowany i pełen melodyjności styl Wyleżoła, a z drugiej żywiołowy i perkusyjny styl Jaskułke - ten może sobie wyobrazić jak ciekawe to było artystyczne spotkanie. W rezultacie powstała muzyka na pewno nie gorsza od tej jaką zawierają wyżej opisane płyty…

Błyszczały gwiazdy, ale ten kwartał nie do nich należał, lecz do …debiutantów! Jako pierwszy pojawił się (przynajmniej w mojej skrzynce pocztowej) album Rafała Sarneckiego, który …debiutantem nie jest, bo przecież w roku 2008 wydał płytę Songs From A New Place. Ale jego najnowsza płyta zatytułowana Madman Rambles Again to debiut w katalogu doskonałej hiszpańskiej wytwórni Fresh Sounds New Talent (dla której niedawno płytę Children’s Episodes nagrał też wspomniany wyżej Piotr Wyleżoł), który został zauważony tak w Polsce jak i za granicą.

Rafał Sarnecki od kilku lat mieszka w Nowym Jorku, a niedawno dołączył tam do niego utalentowany skrzypek Adam Bałdych, który choć w Polsce doceniany, to wiodło mu się różnie. Zdarzały się i projekty bez wyrazu. Przyjechał do Stanów, rozejrzał się i zaraz nagrał ze swoim zespołem Damage Control wyśmienitą płytę zatytułowaną Magical Theatre, która zatem jest takim jego debiutem …amerykańskim. W muzyce na tym krążku czuć nowojorski powiew, kiedy się jej słucha, aż dymi z głośników!, Najwyraźniej Adamowi służy bopowy  klimat miasta nad rzeką Hudson. Podsumowując ten wątek, chciałoby się powiedzieć, że odkąd Tomasz Stańko zamieszkał w Nowym Jorku nasi młodzi zaczęli tam walić drzwiami i oknami, a ja mam wrażenie, że wiele z tego dobrego może wyniknąć dla naszego jazzu…

Jedynym prawdziwym debiutantem w tym gronie jest Michał Wróblewski. Jego nagrana w trio płyta I Remember pokazuje wielką swobodę w poruszaniu się we wszystkich możliwych stylistykach jazzowej pianistyki z uwzględnieniem free jazzowej. Zwiastuje to być może nową falę wybitnie uzdolnionych polskich pianistów (jakby ich było mało!), bo w tym samym okresie z legendarnego festiwalu w Montreux nagrodę przywiózł zaledwie 20-letni pianista Piotr Orzechowski. Ponieważ jednak płyty nie wydał to się w tym zestawieniu znaleźć nie może…

Atom String Quartet to debiutanci, ale tylko na niby, bo taki na przykład Mateusz Smoczyński to - mimo młodego wieku - stary wyga, a jego album Simultaneous Abstractions wydany w zeszłym roku bardzo sobie upodobałem. ASQ to laureaci tegorocznej Bielskiej Zadymki Jazzowej, a Jan Ptaszyn Wróblewski i szacowne jury niewykluczone, że w przypadku tego zespołu będą mieć równie szczęśliwą rękę, jak w 2003 roku w przypadku innych laureatów, czyli trio RGG. W każdym razie ich debiutancka płyta Fade In udowadnia nawet takim sceptykom jak ja, że trzeci nurt jeszcze do końca nie wysechł i można żenić klasykę z jazzem w sposób twórczy, oryginalny i świeży.

Na koniec  przeglądu płyt tzw. głównego nurtu zostały dwa prawdziwe rodzyneczki. Najpierw zapraszam Was na łyk wina, bo najnowsza płyta uznanego już na naszym rynku gitarzysty Macieja Grzywacza nosi właśnie tytuł Black Wine. Towarzyszą mu Yasushi Nakamura i doskonały perkusista Clarence Penn, a z tego spotkania wyszła muzyka bardzo inspirująca, balansująca na pograniczu głównego nurtu i awangardy, bo gitara Grzywacza idzie tu niekiedy śladem Joe Morrisa czy samej Mary Halvorson. Nie mogę się wprost oderwać od tej płyty!

Co najmniej równie dobre  wrażenie sprawia także album Able To Fly, na którym trio Maciej Sikała, Piotr Lemańczyk i kanadyjski perkusista Tyler Hornby tworzą głębię jazzowej konwersacji jaką znaleźć można jedynie na płytach wielkich mistrzów chamber jazzu. Na myśl przychodzą tu porównania do muzyków takich, jak: Joe Lovano, Lee Konitz, Dave Liebman z jednej strony, czy Dave Holland, Gary Peacock bądź Miroslav Vitous z drugiej. Ekstraklasa!

W tym kwartale mainstream dominował nad awangardą, ale to nie znaczy, że nic się w niej nie działo. Sporo zamieszania zrobił zespół Tfaruk płytą Love Communication, w której główne skrzypce gra Tomek Ballaun. Wszędzie ich pełno, na blogach, w radio, w klubach warszawskich, nawet jak otworzę lodówkę to też widzę… He, he, z drugiej strony brakowało nam trochę kapeli, która grała by nieco przystępniejszą wersję avantjazzu, bo Pink Freud i Contemporary Noise Sextet trzeba już chyba zaliczyć po prostu do mainstreamu. Ich muzyka przestała szokować…

Gdybym miał wybierać coś z katalogu Multikulti, w którym ukazał się też Tfaruk, to wybrałbym chyba bardziej Coarse beauty duetu Piotr Mełech (gra też w Tfaruku, którego jak sami widzicie naprawdę wszędzie pełno) z Fredem Lombergiem-Holmem. Niestety jest to płyta z gatunku tych trudnych, jak powiedzmy doskonałe Nuntium Roberta Kusiołka, które wyróżniłem w zeszłym kwartale. Nie jest łatwo powiedzieć coś oryginalnego w klasycznym awangardowym duecie basu z dęciakiem, ale tym Panom się udaje. Są na tej płycie momenty magiczne jakich nie powstydziłby się Mats Gustaffson i Palle Nillssen-Love czy…wspaniały duet Keir Neuringer i Rafał Mazur na wydanej w zeszłym roku przez Not Two kapitalnej płycie Unison Lines”.

Najmilszym jazzowym zaskoczeniem w tym kwartale jest album Wojtka Jachny i Jacka Buhla Niedokończone książki wydany przez bardzo ostatnio aktywny krakowski Audio Tong. Otwarta, przestrzenna, z pięknym, nowoczesnym, postrzępionym pulsem muzyka na tym krążku doprawdy zachwyca. Podobna w koncepcji do dokonań Mikrokolektywu z doskonałej zeszłorocznej płyty Revisitwydanej przez znane amerykańskie wydawnictwo Delmark odróżnia się od niego większą melodyjnością, spójnością i specyficznym transowym charakterem. Przepiękna  muza!

Zupełnie niezwykłą płytą jest Fitoplankton formacji o nazwie Nucleon. Nucleon to tytuł pierwszej płyty nagranej w 2007 przez zespół  prowadzony przez  basistę Jakuba Rutkowskiego i pianistę Andrzeja Sawika. Tamta płyta nie była dobra, ona była bardzo dobra i nie ja jeden byłem pewien, że jesteśmy świadkiem narodzin nowej znaczącej awangardowej formacji w naszym jazzie. Legenda powstała, ale życie napisało jej inny scenariusz niż byśmy chcieli. Andrzej Sawik ciężko zachorował i w 2010, w kwiecie wieku, odszedł od nas. Jego koledzy z zespołu postanowili dokończyć dzieło i wykorzystując sample nagrane przez niego w 2009 roku wydali właśnie płytę. Serce się kraje słuchając tego krążka, ale na szczęście muzyka godna jest pamięci tego wielkiego artysty…

Nie inaczej jest z Andrzejem Przybielskim, on odszedł od nas już w tym roku i chociaż jego kariera była długa i owocna pozostawił jednak uczucie niedosytu. Był trębaczem na miarę największych, ale czy jego talent znalazł w naszym kraju wystarczającą glebę, by zakiełkować i ujawnić pełnię swych możliwości, w to ośmielam się wątpić. Mało mamy jego muzyki mimo tylu lat aktywnie spędzonych na scenie – na szczęście tę lukę wypełniło nieco dokonane tuż przed śmiercią nagranie Przybielskiego z braćmi Olesiami zatytułowane „De Profundis”. Płyta jest wybitna i na długie lata zapadnie mi w pamięć, a zwłaszcza nieziemsko piękne „Afroblue”. Żegnaj Andrzeju! Dobrze, że zostawiłeś nam swoją muzykę, która będzie trwać między nami i przypominać nam jeszcze długie lata o Tobie…

Autor:Maciej Nowotny

http://polish-jazz.blogspot.com/

środa, 07 września 2011

Dzisiaj nad moje jazzowe niebo nadpłynęła chmurka z muzyką przyjaciół audycji Kocham Jazz. Kto słuchał może sobie przypomnieć, a kto nie słuchał, to ma ku temu okazję, a warto, bo doprawdy muza WYRYWA Z KRZESŁA!!!   



Pozostałe chmurki z poprzednich audycji Kocham jazz w radiojazz.fm:

Najlepsze płyty poświęcone muzyce Komeda z ostatnich lat

Polskie free w I kwartale

Polski mainstream w I kwartale

wtorek, 06 września 2011

Chcecie posłuchać dobrego cool jazzu? Zapraszam do audycji Kocham Jazz w radiojazz.fm we wtorek o 21.00 na spotkanie z muzyką pianisty Piotra Wyleżoła. Będzie melodyjnie, romantycznie i śpiewnie, bo taki jest styl tego pianisty, którego naprawdę warto poznać! Przyjrzymy się jego różnym projektom, a na zakończenie audycji będzie NIESPODZIANKA muzyczna, bo zagra też Piotr, ale nie Wyleżoł...

Acha i wpadajcie na fesjbukową stronę tej audycji http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169, aby wypowiedzieć swoją opinię na temat muzyki, zaprotestować przeciw gustom jej autora lub po prostu pogawędzić...;-)))

Maciej Nowotny

http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169

19:49, trener66
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 września 2011

 

Fot. Blanka Tomaszewska

Ponieważ jazzowa awangarda to muzyka, która stawia wszystko co znane na głowie to i ja zacznę ten tekst… od końca. A ów weekend z awangardą skończył się w niedzielę krótko przed północą, tuż obok olśniewającego budynku Centrum Nauki Kopernik, gdzie stałem przechylony przez barierkę i gapiłem się jak pusta butelka płynie brudną Wisłą, a obok ludzie puszczają małe balony z zapalonymi świeczkami w środku, które szybko unoszą się ku niebu i nikną w chmurach, by tam się spalić.

Nad brzeg przyszedłem z Cudu Nad Wisłą, modnej ostatnio warszawskiej knajpy, położonej tuż nad rzeką, z maleńką scenką w przerobionym kontenerze i z publicznością rozłożoną na europaletach pokrytych sztuczną trawą, kocykami i poduszkami. Ta publiczność to głównie młodzież z położonego w pobliżu Uniwersytetu, uśmiechnięci, lekko zblazowani, eleganccy, wręcz wykwintni, nowi młodzi piękni dwudziestoletni.  Na tym targowisku próżności, na którym snobizm mieszał się w wyrafinowany sposób ze skrajną dezynwolturą, miał zabrzmieć free jazz najczystszej wody i trudno było o miejsce bardziej odpowiednie i równocześnie nieodpowiednie.

A grali: legenda polskiej awangardy saksofonista Mikołaj Trzaska i młody, obiecujący kontrabasista Jacek Mazurkiewicz. Koncert zakończył się bisem, który był zasłużony, bo muzycy rozgrzewali się w miarę grania. W tej drugiej części Trzaska czarował swoim chropawym, pełnym intensywności altem i klarnetem przypominającym jako żywo brzmienie  Jimmy’ego Giuffre z wyraźną jednak klezmerską nutą, a Mazurkiewicz nie ustawał w udowadnianiu, że gra na kontrabasie to zupełnie inny sport od tego, który uprawiali Scott LaFaro, Dave Holland czy Gary Peacock.

Nie chcę przez to powiedzieć, że pierwsza część koncertu była nieudana, chociaż słychać było, że muzycy dopiero szukają wzajemnego porozumienia. To jest wszakże całkowicie zrozumiałe w tym czystym jak łza free,  gdzie niemal nic nie jest z góry zaplanowane. Zresztą na początku publiczność zupełnie nie wspierała artystów – ktoś czytał książkę, ktoś podrywał dziewczęta, ktoś śpiewał 100 lat solenizantce, ktoś jeździł dookoła na rowerze (teren jest dość duży).

Przed koncertem miałem okazję porozmawiać o muzyce tak z Mikołajem Trzaską jak i z Jackiem Mazurkiewiczem. Mikołaj Trzaska zaskoczył mnie stwierdzeniem, że gra jazzowy mainstream, a Jacek Mazurkiewicz – zapowiedzią swojej płyty nagranej z Pawłem Osickim i – uwaga! -Andrzejem Przybielskim. Więcej o tym koncercie i rozmowie z artystami w artykule, który ukaże się wkrótce…

Przenieśmy się teraz do warszawskich Złotych Tarasów, które poprzedniego, sobotniego wieczora opuszczałem z głową pełną sprzecznych uczuć. Z jednej strony nie mogłem wyjść z zachwytów nad pięknem inspirowanych folklorem sefardyjskich Greków pieśni Jorgosa Skoliasa i klasą gry sekcji rytmicznej tworzonej przez Bartłomieja i Marcina Olesiów. Z drugiej strony nie mogło chyba być publiczności bardziej obojętnej na to co się działo na scenie. Letnia bowiem scena w Złotych Tarasach mieści się wprost na patio modnej galerii handlowej w Wawie pośród stolików mających tam miejsce pięciu restauracji. Przy jednym ze stolików, tuż obok mnie, siedział łysy osiłek, obwieszony złotymi łańcuchami, którego ręka miała większy obwód od obwodu mojego uda. Znajdowaliśmy się może 5 metrów od sceny, przy czym on odwrócony był plecami, ale ani razu się nie obejrzał na grających muzyków! Przez cały ten czas z bardzo znudzoną  miną dłubał w zębach srebrną wykałaczką, a ja nie mogłem wyjść ze zdumienia, bo przecież nawet małpa w ZOO obróciłaby się choć raz, z ciekawości!!!

Trudno znaleźć słowa odpowiednie by opisać jakość muzyki tworzonej przez Jorgosa i braci Olesiów, bo jest tam wszystko by długo nie wyjść z zachwytu: wielka muzykalność, żywy element etniczny, mainstreamowa przystępność i awangardowa odwaga. A to wszystko łączy się w spójną całość dzięki niezwykłej technicznej maestrii tak grającego na kontrabasie Marcina Olesia, jak na perkusji – Batłomieja Olesia, a nadto głosu Jorgosa Skoliasa, który osiągnął ten najlepszy wiek w życiu artysty, gdy dojrzałość wyraża się w swobodzie improwizacji . Udowodnił to w drugiej części koncertu, gdy w jednym z utworów połączył w jeden zapierający dech w piersiach wokalny popis pieśń sefardyjską, włoską piosenkę („Nel blu dipinto di blu” Domenico Modugno) i amerykański rap!

Zbliżamy się do końca mojej relacji, proszę zatem przeczytajcie, co zdarzyło się w przerwie między pierwszą i drugą częścią koncertu, gdy udało mi się zamienić z Marcinem Olesiem parę słów. Dowiedziałem się od niego iście sensacyjnych rzeczy, bo oto wiosną przyszłego roku ukaże się płyta braci Olesiów z Theo Jorgensmannem w prestiżowym wydawnictwie HatHut Records, a możliwe jest także wydanie innego materiału nagranego z tym samem muzykiem i z Chrisem Dellem dla kanadyjskiego Red Toucan Records. Doczekamy się także być może nowej płyty braci w duecie, po tym jak ich wydana kilka lat temu płyta DUO wielkie uznanie zyskała u smakoszy jazzowej awangardy. Kto wie może ziszczą się też plany nagrania materiału z saksofonistą Gregory Tardym, a jakby tego było mało już w listopadzie bracia wchodzą do studia oczywiście z Jorgosem Skoliasem , a ich płyta ma być wydana przez legendarne wydawnictwo Tzadzik Records . Natomiast jeśli  zmaterializują się plany nagrania płyty z genialnym Matthew Shippem, który to projekt realizuje Matusz Walerian, to po prostu będzie to wydarzenie jakiego nie było w polskim jazzie od lat!!!

Podczas tej jakże interesującej pogawędki podeszła do nas młoda niewiasta i zażyczyła sobie od Marcina autograf, a potem ku wielkiemu mojemu zdziwieniu poprosiła i mnie o to samo! Chciałem oczywiście wyprowadzić ją z błędu tłumacząc, że pomyliła mnie z Bartłomiejem Olesiem, z którym wspólny mamy jedynie wysoki wzrost, design okularów i fryzurę (a raczej jej brak). Ale Marcin powstrzymał mnie władczym ruchem ręki i powiedział: „Dziecku się nie odmawia”. Po odejściu dziewczynki siedzący przy stoliku artyści bezwzględnie zaczęli się ze mnie natrząsać, a Bartłomiej Oleś stwierdził, że skoro za niego rozdaję autografy, to w takim razie bardzo proszę, oto jego pałeczki i marsz do perkusji, na sławę trzeba zarobić! „Ależ panowie!” – krzyknąłem w przerażeniu – „zrobię wszystko co chcecie tylko oszczędźcie mi tego!”. Marcin Oleś mrugnął do brata, a ja domyśliłem się jak mogę wykupić się z grania na Bartłomiejowej perkusji…

Na koniec posłuchajcie jak to brzmiało -jakość nienajlepsza, ale myślę, że jednak warto posłuchać, aby odczuć atmosferę:



Autor: Maciej Nowotny

http://polish-jazz.blogspot.com/

piątek, 02 września 2011

Szok!!! Tym razem naprawdę RedNacz JazzPressu Rysiek Skrzypiec dał czadu!!! Uwaga: sierpniowy numer JazzPressu (wystarczy kliknąć na obrazek, aby ściągnąć kopię) osiągnął 100 stron i jedna jest lepsza od drugiej!!! Mnóstwo ciekawych artykułów, Rafała Garszczyńskiego recenzje płyt, Roberta Ratajczaka wywiady z muzykami w tym z muzykiem numeru czyli Piotrem Baronem, Jurka Szczerbakowa sylwetki legendarnych postaci w historii jazzu oraz wiele, wiele innych atrakcji, w tym mnóstwo pięknych fotografii, a także tekst samozwańczego Kadłubka polskiego jazzu, który dokonał swoim gęsim piórem podsumowania II kwartału w polskim jazzie.

A jeśli interesowałyby Was chmurki z audycjami podsumowującymi pierwszy kwartał to bardzo proszę: 

Free jazz: 



Mainstream: 



06:28, trener66
Link Dodaj komentarz »
Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...