Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
wtorek, 05 marca 2013

Ponieważ jest wtorek to zapraszam Państwa serdecznie na audycję Kocham Jazz, która wystartuje jak zwykle o godzinie 21.00. Niezwykła za to będzie muzyka, bo spotkamy się z jedną z największych indywidualności we współczesnym jazzie czyli Waynem Shorterem. Okazją do tego jest wydany przed kilkoma dniami jego najnowszy album "Without a Net", który jest po prostu nadzwyczajny! Muzyka z tego krążka będzie ozdobą tej audycji, ale zanim do niej dojdziemy rzucimy okiem na to jak przebiegała kariera tego wyśmienitego muzka. Od złotych czasów hard bopu poprzez współpracę z Milesem, epokę fusion i Weather Report, aż do najnowszych czasów, gdy takie albumy jak "Footprints" i "Allegria" obwieściły powrót Mistrza do wielkiej formy.

Zapraszam serdecznie do RadioJAZZ.FM - Maciej Nowotny

* link, aby posłuchać nas w internecie: http://radiojazz.fm/player_l_.html

 


09:22, trener66
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 marca 2013

Jeden z moich ulubionych pisarzy Jaroslav Hasek, autor "Przygód Dobrego Wojaka Szwejka", założył w roku 1911 wraz z przyjaciółmi Partię Umiarkowanego Postępu W Granicach Prawa. Przeglądałem ostatnio jej postulaty i stwierdziłem, że prawie nic się one przez lat sto nie zdezaktualizowały. "Wprowadzenie obowiązkowego alkoholizmu" poszerzone o przymus palenia marihuany już właściwie jest na sztandarach jednej z naszych partii. "Nietykalność księży" jest z kolei wśród haseł innej. Także "Zorganizowanie sieci państwowych zakładów wychowawczych dla niedorozwiniętych posłów" mogłoby żywy oddźwięk znaleźć w naszym społeczeństwie.

Jednak Hasek i jego koledzy wiele mogliby się też nauczyć od naszych polityków. Nie wierzycie? To rzućcie okiem na artykuł piętnasty Ustawy o Radiofonii i Telewizji. W myśl tego zapisu "nadawcy programów radiowych przeznaczają co najmniej 33% miesięcznego czasu nadawania w programie utworów słowno-muzycznych na utwory, które są wykonywane w języku polskim, z tego co najmniej 60% w godzinach 5—24." Tak jak on jest tutaj zapisany nie obejmuje on chociażby muzyki muzyki instrumentalnej. Zatem taki na przykład polski jazz żadnej z niego korzyści odnieść nie może. Już prędzej łomotać cały dzień będzie o nasze uszy przebój ostatniego Sylwestra w naszej państwowej (sic!) telewizji czyli "Ona tańczy dla mnie". Przecie to polskie, swojskie, wyśpiewane od ucha do ucha. Że potworne? Że prymitywne? Że głupie jak but? Czy ktoś się zastanowił czy na tym ma polegać promocja naszej kultury? Czy tak ma wyglądać tak potrzebny dla naszej sztuki mecenat Państwa?

Otóż ona tańczy NIE dla mnie! Bo według mnie to jest antypromocja i antymecenat. W ich wyniku nie tylko w niczym politycy nie pomagają naszej kuturze, ale ją wręcz zażynają. Już lepiej doprawdy słuchać Stinga, Adele czy Lany Del Rey niż ich pożal się Boże polskich kopii i podróbek. Dlaczego, pytam się, nie mamy narodowej instytucji, w której pracowałaby grupa kompetentnych ludzi i mądrze, podkreślam mądrze, wspomagałaby polską muzykę? Miliardy złotych poszły na stadiony, na których ani razu się nie pojawiłem, bo po co? Aby oglądać naszych kiepskich kopaczy jak zbierają baty od dosłownie wszystkich w Europie czy na świecie? Żeby spędzić parę godzin wśród kipiącego agresją tłumu pogrążonego w plemiennym amoku? Po co komu ta lekcja bezrefleksyjnego nacjonalizmu? Gdzie tu jakiś powód do prawdziwej narodowej dumy? Ot, wywaliliśmy pieniądze (chociaż nikt nas nie pytał czy tego sobie życzymy) kompletnie bez efektu! Stadiony stoją, FIFA zarobiła miliony, a my przez kolejne dziesięciolecia będziemy musieli do nich dokładać...

Nóż się w kieszeni otwiera, gdy się słyszy, że tylko w tym roku, do działalności samego Stadionu Narodowego trzeba będzie dołożyć 22 miliiony złotych! Chryste Panie! Wyobraźcie sobie Państwo ile dobrego mógłby uczynić powołany do wspierania polskiego jazzu instytut dysponujący takim budżetem?! Przecież większość najlepszych polskich płyt jazzowych wydanych w zeszłym roku to niszowe projekty powstałe za dosłownie grosze. Graniczy doprawdy z cudem, że nasi artyści bez żadnej pomocy Państwa albo z niewielką są w stanie NA PRZEKÓR wszelkim problemom tworzyć i nagrywać tak zdumiewająco piękną muzykę. Ale cały ten gmach na bardzo słabym zbudowany jest fundamencie. Jeśli pozostawi się go tak jak jest to wielkie mam obawy o jego trwałość. PO prostu muzycy klepią biedę! Zresztą nie tylko oni. Klepią biedę organizatorzy koncertów. Klepią biedę piszący o muzyce. I tak dalej i tym podobnie.

Oburzające! Głupie! Bezmyślne! Zwłaszcza, że rząd potrzebuje jednego dnia by znaleźć dla kulejącego LOT-u 400 milionów złotych! Po co? Czy gdyby LOT przestał istnieć to od jutra na Okęciu przestałyby startować i lądować samoloty? Zapewniam Państwa, że inne firmy szybko zapełniłyby tę lukę. Jednak NIKT, podkreślam nikt, nie zapełni luki po Stańce, po Namysłowskim, po ich starszych i młodszych utalentowanych koleżankach i kolegach, dzięki którym istnieje polski jazz. Bo talentu nie da się kupić za żadne pieniądze. Oprócz iskry Bożej potrzeba mu długiej i ciężkiej pracy. I wzrasta jak drzewo czerpiąc soki z tej ziemi. I trzeba go też od czasu do czasu, bu nie usechł, podlewać i mądrze dbać o niego. NIE tworząc głupie zapisy narzucające pseudopolską muzykę odbiorcom i ograniczające ich wolność wyboru. Lecz aktywnie działając na rzecz wsparcia tego co najlepsze w polskiej kulturze, by przetrwała pamięć o naszych czasach i o ludziach, którzy żyją i tworzą tu i teraz.

* tekst ukazał się także w lutowym numerze miesięcznika JazzPress (http://jazzpress.pl/)

sobota, 23 lutego 2013

Wiele jest kluczy, jakimi można otworzyć pełen skarbów sezam jakim jest muzyka Milesa Davisa. Jednym z nich są jego relacje z perkusistami, bo sam w swojej autobiografii stwierdził, że każdy trębacz, który marzy o tym by znaleźć swój ton i stać się wielkim musi mieć u swego boku odpowiedniej klasy drummera. 

Pierwszym z nich był Joe Jones, który nosił przydomek “Philly” od miasta, z którego pochodził czyli Filadelfii. Szczupły, filigranowy przez większość część lat pięćdzisiątych był jednym z najlepszych kumpli Milesa, jak się mawia, tak “do bitki jak i do wypitki”. Davis wspomina wiele zabawnych sytuacji jakie zdarzały im się w tamtych czasach. Pewnego razu, aby zdobyć pieniądze potrzebne na heroinę, Miles okradł mieszkanie swego przyjaciela i mentora znanego trębacza Clarka Terry’ego. Wszystko co zdołał sprzedał w lombardach bądź swoim przyjaciołom. Koszulę kupił od niego Philly. Jeszcze tego samego wieczora na koncercie Terry zauważył, że Joe Jones nosi jego koszulę i zażądał jej zwrotu. Zadziwiające, że pomimo takich przygód ci trzej panowie pozostali dozgonnymi przyjaciółmi. W kraju nad Wisłą znacznie mniejsze występki wystarczą, żeby się na kogoś obrazić i zerwać po wsze czasy wszelkie kontakty...

Milesa z Joe Jonesem łączyło wiele, ale najwięcej pod względem muzycznym. Davis zawdzięczał mu naprawdę dużo, o czym niech świadczy choćby taki “szczegół”: wspomnieliśmy o tym, że Jones pochodził z Filadelfii, gdzie mieszkał także nieznany wtedy w ogóle szerszej publiczności niejaki John Coltrane. To Jones przedstawił go Milesowi i nalegał usilnie, aby go zatrudnił. Tak powstał kościec tzw. pierwszego kwintetu, którego skład uzupełniali poza wspomnianymi wyżej grający na fortepianie Red Garland (Miles: “bo chciałem mieć pianistę, który brzmi jak Ahmad Jamal”) i kontrabasista Paul Chambers.

O grze tego kwintetu Davis mówił tak: “Jakkolwiek Coltrane wspaniale grał, to Philly Joe był ogniem, który sprawiał, że tak dużo się działo. Wiedział o wszystkim, co zamierzałem, o wszystkim co chciałem zagrać: wyprzedzał mnie, zgadywał moje myśli.” Grał zdecydowanie, energicznie, a jego ultraszybkie i głośne linie przywoływały na myśl strzelający karabin maszynowy. Ten styl w idealnie pasował do operującego głównie w dolnych rejestrach, uwielbiającego spokojne i nastrojowe granie, Milesa. Pierwszy kwintet istniał tylko kilka lat od 1955 do 1958, jednak wywarł wielki wpływ na to jak potoczyła się historia jazzu, a wielu, w tym i ja, uważa go nie tylko za najlepszy zespół Milesa, ale i w ogóle za najlepsze combo w dziejach jazzu.

Podobnie jak Philly Joe Jones, Tony Williams był mały i drobny, miał zresztą zaledwie siedemnaście lat, gdy Davis zauważył  go grającego w zespole Jackie McLeana. Po latach tak wspominał wrażenie jakie wywarł na nim ten młodzian: “Jak już wcześniej powiedziałem trębacze uwielbiają grać ze wspaniałymi perkusistami i absolutnie od razu słyszałem, że będzie z niego jeden z najgroźniejszych sukinsynów, jacy kiedykolwiek grali na perkusji”. Wraz z takimi muzykami jak saksofonista Wayne Shorter (wieść niesie, że będzie gościem przyszłorocznego Warsaw Summer Jazz Days!), pianista  Herbie Hancock i kontrabasista Rone Carter tworzyli oni tzw. drugi kwintet, który w latach 1964-1968 dominował w świecie jazzu niemal tak bardzo jak pierwszy. Niemal, bo przecież te lata to z jednej strony rozkwit jazzowej awangardy, a z drugiej schyłek jazzu, który bitwę o masową publiczność, przynajmniej tą czarną, przegrał z muzyką spod znaku Motown Records.

Zresztą dyskusja o tym, który kwintet był lepszy przypomina spór o wyższości Świąt Bożego Narodzenia (w czasie których piszę ten felieton) nad Wielkanocą. Ważne, że Miles w Williamsie znalazł partnera o podobnym formacie jak w przypadku Jonesa i jak sam stwierdza to nie kto inny jak Williams, mimo młodego wieku, nadawał często kierunek muzyce całego zespołu. Jeszcze raz oddam głos Davisowi, który tak opisywał ten niezwykły kolektyw: “Jeśli ja byłem inspiracją, mądrością, spoiwem dla tego zespołu, Tony był ogniem, kreatywną iskrą; Wayne był ideologiem, to on konceptualizował wiele naszych muzycznych idei; a Ron i Herbie to były kotwice”. Williams chociaż silnie zakorzeniony w tradycji był prekursorem zupełnie nowego stylu, a jego gra stanowi ważny etap na drodze ewolucji roli perkusji w jazzowym combo. Jej najważniejszy element stanowi stopniowe uwalnianie beatu i emacypacja tego instrumentu pełniącego niegdyś jedynie rolę służebną w ramach sekcji rytmicznej. Gdy w roku 1968 kwintet się rozpadł, zakończyła się wraz z nim wielka epoka w jazzie, epoka niesamowitego rozkwitu, eksplozji kreatywności, epoka gdy jazz był częścią kultury masowej. Innowacje, które wtedy jedna po drugiej powstawały głównie w studiach w Nowym Jorku, do dzisiaj wyznaczają horyzont tego co uznajemy za język jazzu. A dla niektórych, wcale licznych,  jazz się wtedy po prostu skończył.

Miles Davis był odmiennego zdania, chociaż i nim targały wątpliwości, kolejne lata miały przynieść oprócz tak genialnych dzieł jak “Bitches Brew”, którymi nadał jazzowi całkiem nowe oblicze fusion, także długie, niemal pięcoletnie niemal milczenie, a następnie powrót, podczas którego potrafił tak olśniewać jak i wprawiać w konsternację, zwłaszcza licznymi flirtami z muzyką pop. Spośród wielu perkusistów z jakimi współpracował w tym czasie specjalne miejsce należy się Jackowi DeJohnette (który w tym roku zagrał na wrocławskim Jazztopadzie), chociaż nie była to relacja tak istotna jak w przypadku Jonesa i Williamsa. Miles “ukradł” go, jak to miał w swoim zwyczaju, ze składu Charlesa Lloyda, gdzie Jack grał razem z pewnym bardzo młodziutkim, nikomu nieznanym pianistą o nazwisku Keith Jarrett.

Cały ten niezwykły skład sformowany w 1969 roku, w którym obok Milesa i DeJohnette grali na pianinie Chick Corea, na basie Dave Holland, a Wayne Shorter na saksofonie, nazywany jest czasem “Utraconym Kwintetem”. Z tego powodu, że Columbia nie było zainteresowana nagrywaniem i wydawaniem płyt przez nich nagranych, a po drugie dlatego, ze po zaledwie dwóch latach, zespół rozpadł się i nie odegrał w historii jazzu takiej roli, do jakiej był predystynowany ze względu na skalę talentów uczestniczących w nim artystów. Jednak Miles korzystał z grających w nim muzyków, z tym z Jacka, na kilku wydanych w tamtych okresie płytach, w tym na genialnym “A Tribute To Jack Johnson”. Wkrótce DeJohnette odszedł z zespołu, a to co zrobił po nawiązaniu współpracy z wytwórnią ECM, nowe znaczenie jakie nadał perkusji w jazzie, tym bardziej każe nam żałować, że współpraca tych dwóch wielkich indywidualności nie była głębsza i dłuższa.

A jak było i jest w polskim jazzie? Czy i w nim sprawdza się teza o miłości trąbki i perkusji? Tomasz Stańko w swojej autobiografii wspomina: “Lubiłem rozgrywać bębniarzy. Takie były początki mojego [pierwszego] kwintetu, gdy kilka miesięcy ćwiczyliśmy tylko ze Stefańskim. Tak samo robiłem z Edvardem Vesalą. Duet [trąbka - perkusja], żeby mieć tylko czas, rytm i trąbę”. Trudno sobie wyobrazić tak polski jak i europejski jazz bez takich albumów jak “Music for K”, “TWET” czy “Balladyna”, które Tomasz nagrał z wyżej wymienionymi perkusistami...

Zesztą także w ostatnich latach nie brakuje wspaniałych kolaboracji, które potwierdzają regułę, która jest tematem tego felietonu. Duety Artura Majewskiego z Kubą Sucharem, Wojtka Jachny z Jackiem Buhlem, Tomka Dąbrowskiego z Andersem Mogensenem czy Macieja Fortuny z Krzysztofem Gradziukiem, których wydana kilka dni temu płyta “Sahjia” zainspirowała mnie do zajęcia się tym tematem, są równie interesujące jak te z przeszłości. Nie lękam się zatem o miłość, która od dziesięcioleci zbliża do siebie trąbkę i perkusję. Niegroźni im wszelcy Capuleti i Montecchi wieszczący “śmierć jazzu”, bo uczucie, które rodzi się w ich intymnym związku jest równie nieśmiertelne jak to, która rozgrywało się i rozgrywa w legendarnych murach Werony...

* tekst ukazał się także w styczniowym numerze miesięcznika JazzPress (http://jazzpress.pl/)

czwartek, 21 lutego 2013

Relacjonujemy koncerty Yasmin Levy, Oleś Brothers & Theo Jörgensmann Trio, Extra Ball 2, czyli Śmietana - Olejniczak Quartet i Ulf Wakenius & AMC Trio, a także przebieg wernisażu Jazz DO IT.

Numer firmuje muzyk, który od dłuższego czasu gości na naszych łamach. W pełni zasłużenie. Z Adamem Bałdychem rozmawiali - osobno - dwaj nasi dziennikarze: Rafał Garszczyński i Sławek Orwat.

Publikujemy także drugą część rozmowy z Cezarym Konradem, który był bohaterem numeru grudniowego.

Z Oleś Brothers & Theo Jörgensmann Trio rozmawiamy o trasie koncertowej Transgression Tour, zaś z Arturem Dutkiewiczem o tym, co u niego słychać u progu nowego roku.

Prezentujemy sylwetki zmarłych niedawno postaci muzyki: Raviego Shankara i Claude'a Nobsa.

Publikujemy kolejny odcinek poświęcony trzeciemu nurtowi, felieton muzyczny Macieja Nowotnego oraz remanent audycji "najmniejsze składy".

W Bluesowym Zaułku prezentujemy dwie sylwetki: T-Bone Walkera i Magdy Piskorczyk. Piszemy także o 29 International Blues Challenge.

Po raz ostatni prezentujemy Sesje jazzowe na każdy dzień.

Jak zwykle czytelnik znajdzie w numerze przegląd Wydarzeń, Nowości płytowych, Przewodnik koncertowy, Kanon jazzu oraz Lektury (nie tylko) jazzowe.



Zapraszamy do lektury!

07:50, trener66
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 lutego 2013

W najbliższy wtorek do RadioJAZZ.FM zawita gość z Krakowa czyli Mateusz Magierowski. Będzie gościem rozpoczynającej się o 21.00 audycji Kocham Jazz, którą poświęcimy Tomaszowi Stańce. Wszystko z okazji niedawnej premiery długo oczekiwanego albumu "Wisława", którym nasz trębacz wraca po dwóch latach jakie upłynęły od wydania ostatniej jego płyty "Dark Eyes". Będziemu mieli okazję posłuchać muzyki z mniej znanych krążków tego trębacza, a nawet takiej, której prawdopodobnie nigdy nie mieliśmy okazji słuchać, bo pochodzi z niepublikowanych nagrań artysty. Zagramy też fragment muzyki z "Wisławy" i podzielimy się naszymi wrażeniami z przesłuchania tej płyty. Te wszystkie atrakcje przygotowali dla Państwa - Mateusz Magierowski i Maciej Nowotny

20:15, trener66
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 lutego 2013
wtorek, 12 lutego 2013

OK, to jest po prostu jedno z nielicznych świąt jakie lubię ;-))) Dlatego w audycji Kocham Jazz mnóstwo muzyki jakby stworzonej do tego by towarzyszyć w tym dniu zakochanym. Zapraszam już dzisiaj czyli we wtorek o 21.00 do RadioJAZZ.FM - Maciej Nowotny

Kliknij na ten link, aby posłuchać "nasz" w internecie: http://radiojazz.fm/player_l_.html

17:16, trener66
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lutego 2013

Z powodu wyjazdu na ferie dzisiejsza audycja Kocham Jazz w RadioJAZZ.FM jest odwołana!

Zapraszamy w przyszłym tygodniu - Jaś Konsola i Młoda Pani Redaktor

20:11, trener66
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 stycznia 2013
wtorek, 29 stycznia 2013

Niesamowita muza, kapitalny jazz czyli to co zwykle, godzina za godziną, w Waszej ulubionej rozgłośni czyli RadioJAZZ.FM. A w dzisiejszej audycji Kocham takie perełki jak trio Freda Herscha, Horace Silver, Kamal Abdul Alim, Inner Spaces z Davidem Doruzką, Mostly Other People Do the Killing i UWAGA UWAGA!!! to będzie gwóźdź programu.... Zresztą niech to będzie niespodzianka, na którą serdecznie Was zaprasza - Maciej Nowotny

* link, aby posłuchać audycji w internecie: http://radiojazz.fm/player.html

19:34, trener66
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 stycznia 2013
niedziela, 13 stycznia 2013

Długie, ciemne włosy Joanny D’Arc spływały w dół jak wodospad z wysokiej skały. Oczy miała opuszczone. Jej usta drżały. Henryk Beaufort, kardynał Winchester, wypowiedział ostatnie pytanie: “Kto zesłał głosy i dźwięki, które słyszałaś?”. Lecz Inkwizytor usłyszał tylko ciszę, bo przecież gęsia skórka, którą zauważył na ramionach Joanny nie mogła być odpowiedzią. Dlatego powtórzył pytanie i dodał: “Córko, jeśli wyznasz, że pochodzą od Szatana ocalisz życie i duszę! Dokonasz żywota w klasztorze. W przeciwnym razie jeszcze tego wieczora spłoniesz na stosie...”. “Wszystko co usłyszałam pochodzi od Boga” - wyszeptała. Kardynał pokręcił głową i nakazał skrybie zaprotokołować: “Oto jej ostateczna odpowiedź - responsio mortifera - na takie bluźnierstwo jedynym lekarstwem jest śmierć w płomieniach”. Mazzoll skończył opowieść, ale ja patrzyłem na niego z oczekiwaniem. “To wszystko?” - zapytałem. “Jakie jest znaczenie tej historii?”. “Posłuchaj muzyki” - odparł. 



Ale właśnie o muzyce Jerzego Mazzolla pisać jest trudno. Bo nie pasuje do niej żadna etykietka. Oczywiście wszyscy uważają go za legendę yassu na równi z Tymonem Tymańskim, Tomaszem Gwincińskim czy Mikołajem Trzaską. Niektórzy nazwą go jazzmanem, bo (jak Eric Dolphy)... gra na klarnecie, a w takich powołanych przez niego formacjach jak Arhythmic Perfection pobrzmiewały echa muzyki tworzonej w kręgu chicagowskiego AACM. Jednak on sam chociaż marzy o tym, aby zagrać z Roscoe Mitchellem, odrzuca wszelkie afroamerykańskie konotacje. Bliżej mu do europejskiej awangardy spod znaku Petera Brotzmanna czy Evana Parkera (kolejni muzycy z jego wymarzonego zespołu), która przejęła ducha free jazzu, lecz w formie inspirowanej dwudziestowieczną muzyką klasyczną. W tej galerii ważnych dla siebie postaci Mazzoll umieszcza jeszcze Billa Laswella, którego eksperymenty z elektronicznym przetwarzaniem dźwięku miały duże znaczenie dla tego, jaki kształt przybrał ten projekt.

Zatem etykietki nie będą kluczem, dzięki któremu uda nam się zgłębić zagadkę ”Responsio Mortifera”. Może lepszym tropem będzie pogmatwana biografia Mazzolla? Choćby taki zdumiewający fakt: w tym roku wydaje już drugą płytę po  wydanym na początku 2012 roku albumie “Minimalover” (a z EPką “Jeden Dźwięk i Pan Bóg” to nawet trzecią!). Te krążki ukazały się po... sześciu albo dwunastu latach milczenia, zależy od tego czy liczymy odpowiednio płyty nagrane w zespole czy pod własnym nazwiskiem. W tych latach przez jego życie osobiste przeszła fala wielka i niszcząca jak tsunami, lecz nie czas i miejsce, aby o tym pisać. Szczególnie bolesne było odrzucenie przez środowisko muzyczne, brak docenienia, a może po prostu brak zrozumienia, który sprawił, że yass, a wraz z nim Mazzoll, traktowani byli  (i są!) przez naszych “jazzmanów” trochę jak Miles Davis traktował free jazz i Ornette’a Colemana. Jednak ten się śmieje kto się śmieje ostatni i wyklęty przez Milesa free jazz, podobnie zresztą jak i yass w Polsce,  wydaje się wywierać większy wpływ na nową generację muzyków (tzw. post-yass!) niż otaczane takim kultem sławy mainstreamu z przeszłości.



Wreszcie na tę płytę można spojrzeć przez pryzmat tego kto przyczynił się do jej powstania i skąd pochodzą znajdujące się na niej dźwięki. I znów rzecz ciekawa! Naszych starych mistrzów, poza Stańką oczywiście, bardzo trudno namówić do wspólnych projektów z młodzieżą, do traktowania ich po partnersku. Mazzolla zaś ciągnie do tych młodych bardzo. Zachował dziecięcą ciekawość tego, co nowe, którą wielu w jego wieku dawno utraciło. “Responsio Mortifera” jest tyleż jego jego dziełem co odpowiedzią Marcina Dymitera, który podjął się produkcji tej płyty. A nie było to zadanie banalne! Muzyka na niej przypomina wielki gordyjski węzeł: składają się na nią dźwięki, których autorami jest 19 różnych muzyków, nagrane w różnych sytuacjach tak muzycznych jak i prywatnych. Że Dymiter z tego chaosu potrafił dobyć czyste złoto jest niewiarygodnym wprost wyczynem!

Nie oczekujcie zatem łatwej do słuchania płyty, zawierającej zbiór banalnych melodyjek. “Na granicy skupienia i zmęczenia trzeba zacząć” - tymi słowami cały ten niezwykły krążek się zaczyna. A jakimi się kończy, przynajmniej w mojej skromnej opinii, to już wiecie...

Skrybą był Maciej Nowotny

* tekst opublikowany też został na portalu jazzarium.pl

10:54, trener66
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 stycznia 2013

KONCERT OLEŚ BROTHERS & THEO JÖRGENSMANN / TRANSGRESSION TOUR

20 stycznia / godz. 19.00 / bilety: 20 PLN

Theo Jörgensmann - niemiecki klarnecista, uznawany za najwybitniejszego instrumentalistę europejskiego free jazzu, jeden z twórców współczesnego brzmienia jazzowego klarnetu, zaliczanego obok Erica Dolphy i Jimmy’ego Giuffre do najbardziej znaczących klarnecistów w historii jazzu w Europie.

Bracia - Marcin Oleś kontrabasista i Bartłomiej "Brat" Oleś perkusista - to rytmiczna wizytówka polskiej muzyki improwizowanej. Od ponad dziesięciu lat tworzą autorską muzykę, której głównym punktem odniesienia jest jazz. Są twórcami autorskich projektów oraz towarzyszą wielu sławnym jazzmanom z całego świata tworząc „rytmiczny dream team”, jak pisał o nich niemiecki magazyn JazzZeitung. Bracia Oleś odnajdują nowe sposoby na przełamanie stereotypów, udowadniając, że kontrabas i perkusja wystarcza, by stworzyć muzykę kompletną, pełną energii i niespotykanych brzmień. Bracia Oleś nazywani są największym skarbem polskiego jazzu XXI wieku... więcej

Informacja: Adrian Podgórny, 71 325 14 83 w.123, adrian.podgorny@ckagora.pl
Centrum Kultury AGORA | ul. Serbska 5a | 51-111 Wrocław

tel. (71) 325-14-83 | (71) 326-15-31 | tel./fax.: (71) 325-24-73



20:15, trener66
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 stycznia 2013

I znów Ryszard Skrzypiec dokonał cudu i posklejał do kupy kolejny numer JazzPressu (link do pobrania za free). A w nim mnóstwo wspaniałych tekstów moich kolegów w tym arcyciekawy wywiad Rocha Sicińskiego z trębaczem Piotrem Damasiewiczem i mój felieton muzyczny: "O miłości trąbki do perkusji". Muzyczny appendix do tego tekstu stanowić będzie jutrzejsza audycja Kocham Jazz, na którą zapraszam do RadioJAZZ.FM jak zwykle we wtorek o 21.00 - do usłyszenia Maciej Nowotny


18:25, trener66
Link Komentarze (2) »
środa, 02 stycznia 2013



Niesamowita muzyka i nadzwyczajny artysta.

Z całego serca poleca - Maciej Nowotny

21:20, trener66
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...