Blog audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM w każdy wtorek 21.00-22.00 - zapraszam Maciej Nowotny
czwartek, 27 grudnia 2012

 



Zapraszają - Maciej Nowotny, Riciński, Piotr WOjdat i, gościnnie, Robert Ratajczak

14:21, trener66
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 grudnia 2012

Posłuchajcie, a nie pożałujecie ;-)))

Zaprasza - Maciej Nowotny

 


20:07, trener66
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 grudnia 2012

Fot. Piotr Gruchała

(Fot. Piotr Gruchała)

W najbliższy wtorek od 21.00 ten jeden raz w roku łączymy siły, by razem z Rochem Sicińskim i Piotrem Wojdatem ponabijać się tak z nas samych jak i z tak ukochanej przez nas muzyki. Do usłyszenia w RadioJAZZ.FM - Maciej Nowotny

12:31, trener66
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 grudnia 2012

Co posłuchamy w Kocham Jazz we wtorek o 21.00? Proszę bardzo! Rzućcie okiem i szykujcie się na wieczór. Nie będziecie żałować. Nastrój będzie trochę "cool" jak pogoda za oknem ;-)

Trilok Gurtu - "Glimpse"

Micheal Blake Trio - "Right Before Your Very Ears"

Max Schultz - "Plays Coltrane"

Francois Carrier - "Entrance 3"

Anders Jormin - "Jord"

Bobo Stenson Trio - "War Orphans"

Helge Lien Trio - "At London Jazz Festival"

Do usłyszenia w radioJAZZ.FM (link, aby posłuchać nas w internecie: http://radiojazz.fm/player_l_.html) - Maciej Nowotny


09:01, trener66
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 grudnia 2012

Tak, tak, Olbrzym i Kurdupel czyli Tomek Gadecki i Marcin Bożek. A tak poważnie to jeden z najciekawszych duetów avantjazzowych w naszym kraju! Wpadną na chwilę dzisiaj wieczorem czyli we wtorek o 21.00 do Kocham Jazz w radioJAZZ.FM, aby pogadać i posłuchać razem z Wami muzy. Zapraszam serdecznie - Maciej Nowotny

 

Link, aby posłuchać nas na żywo w internecie: http://radiojazz.fm/player_l_.html

13:25, trener66
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 listopada 2012

Trudno w to uwierzyć, ale to będzie dopiero druga wizyta kobiety w Kocham Jazz!!! A przecież gości było już ho ho, a może i więcej. Wpadnie do nas Ida Zalewska, której wydany przed paroma dniami album poświęcony Billie Holiday dobre bardzo na mnie wywarł wrażenie. Zapraszam Was już dzisiaj we wtorek o 21.00 do radioJAZZ.FM (link, aby posłuchać nas w internecie: http://radiojazz.fm/player_l_.html).

Zajrzyjcie też na stronę fejsbukową auducji Kocham Jazz (http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169?ref=hl). Kto wie może uda się wycyganić jakąś płytę, którą następnie będziecie mogli wygrać w trakcie konkursu?...

Do usłyszenia - Maciej Nowotny

16:00, trener66
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 listopada 2012

Już za niespełna 2 godziny, dokładnie o 21.00, rozpocznie się wtorkowe Kocham Jazz w radioJAZZ.FM. Nie przegapcie tego, bo mnóstwo będzie kapitalnej muzy! Zagrają:

The Lounge Lizards, kombo Jeana-Michela Pilca, trio Michael Moore, Will Holshouser i Han Bennink. Zaśpiewa Nicki Parrot, następnie zagra duet Agusti Fernandeza z Ramonem Lopezem, po czym francuscy didżeje zmiksują Paolo Fresu i Dave Liebmana, a zakończymy legendarnym album "Magico" nagranym przez Garbarka, Gismontiego i Handena.

So much fun!!!

19:26, trener66
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 listopada 2012

Bill William Frisell. Powtórzcie to nazwisko parę razy, nie tyle wgryzając się w to kim jest ten muzyk (o tym parę słów za chwilę), ile wsłuchując się w dźwięk składających na nie głosek. Usłyszycie w nich być może pewne rozkołysanie, bluesowy zaśpiew, pewną miękkość i słodycz, które potem odnajdziecie na nagraniach tego amerykańskiego gitarzysty. A należy on do tej wśród muzyków jazzowych ekskluzywnej kategorii, których styl rozpoznawalny jest od pierwszego dźwięku. Tacy byli Thelonius Monk, Bill Evans, John Coltrane i oczywiście Miles Davis. Wśród gitarzystów zaledwie garstka: Kenny Burrell, Grant Green, Johnny Smith, Pat Metheny czy ostatnio zjawiskowa Mary Halvorson. 



Bill Frisell należy do tej wąskiej grupy i jeszcze do tego wszystkiego zajmuje w niej pozycję prominentną. Bo kiedy porównać go choćby z takim Johnnym Smithem to widać jak wiele Bill osiągnął. Obaj mają własny sound, który próbują naśladować liczni inni, z mniejszym lub większym powodzeniem. Ale podczas, gdy kariera Smitha trwała krótko to Bill jest nieprzerwanie na topie od początku lat 80tych. To zresztą ciekawa historia, bo jego przygoda z wielkim jazzem zaczęła się w sposób nieco przypadkowy. Chory Pat Metheny polecił go "na zastępstwo" Paulowi Motianowi i tak Frisell pojawił się na wydanym przez ECM w roku 1982 krążku "Psalm". Wystarczyła jedna sesja, by Manfred Eicher, szef ECM, zdecydował o tym, że Bill Frisell powinien stać się jedną ze sztandarowych i najcześciej nagrywanych postaci tej legendarnej wytórni.

Moja historia właściwie jest podobna: raz posłuchałem Billa Frisella, a potem lawina ruszyła. Byłem wtedy wiele lat młodszy i pamiętam jak poleciałem do starszego kolegi, lepiej znającego się ode mnie na jazzie i pytam: słuchaj czy on jeszcze coś nagrał, muszę go znaleźć na innych płytach?! Na to ten uśmiechnął się do mnie z politowaniem i rzekł: Czlowieku, on grał na ponad stu krążkach... No cóż, od tamtej pory liczba tych krążków urosła do ponad dwustu. GRUBO ponad dwustu... Oczywiście zaledwie cząstka z tego to autorskie projekty Billa. Reszta to projekty, do których był zapraszany. Jednak zaproszeń nigdy nie brakowało i to do bardzo różnych przedsięwzięć.

To jeszcze jedna z rzeczy, które odróżniają Frisella od Smitha (wracam do głównego wątku mej wypowiedzi), bo Smith to heros niemal wyłącznie cool jazzowej gitary, a język Frisella okazał się na tyle giętki, że równie dobrze odnajduje się on w mainstreamie, bluesie ("Blues Dream"), muzyce country i bluegrass ("Nashville" i "Disfarmer"), muzyce klasycznej (w ramach 858 Quartet m.in. ze wspaniałą skrzypaczką Jerry Scheinman), world music ("The Intercontinentals") czy rocku (współpraca z Elvisem Costello nad albumem "The Sweetest Punch"), a także awangardzie (np. współpraca z Johnem Zornem). Przy czym próba opisania muzyki jaką tworzył w tych wszystkich konfiguracjach przy pomocy jakichkolwiek etykietek jest nieadekwatna. Gdziekolwiek się pojawiał był po prostu sobą, snuł swoją włąsną opowieść i jest miarą siły jego indywidualności, że jego język jest na tyle uniwersalny, iż pasuje do tylu różnych stylistyk.



Właśnie ta umiejętność konstruowania narracji jest kolejną cechą wyróżniającą muzykę Frisella, bo jego autorskie płyty niemal zawsze są o czymś, niosą jakiś ważny przekaz, ideę. Tak jest i w przypadku materialu, który miałem okazję wysłuchać podczas jego koncertu w ramach tegorocznego festiwalu Jazztopad we Wrocławiu, a zatytułowanego "Great Flood". Po polsku "Wielka powódź" to projekt poświęcony katastrofie jaka dotknęła dorzecze Mississipi wiosną roku 1927. Koncertowi towarzyszy projekcja filmowego dokumentu autorstwa Billa Morrisona, do którego na żywo muzycy tworzą ścieżkę dźwiękową. Wracając do katastrofy, to spowodowała ona wielką emigrację głównie Afroamerykanów, z Południa Stanów Zjednoczoncych na Północ. Muzykologom pozostawiam analizę jak znaczący był wpływ tej emigracji także na dzieje muzyki amerykańskiej w tym jazzowej. 

Mnie poruszyło coś innego. Po pierwsze, byłem szczęśliwy, że mogę posłuchać swojego ulubionego muzyka, który przywiózł do Polski swój kto wie czy nie najlepszy skład (nie taka znowu częsta rzecz przy wizytach gwiazd jazzu w Polsce...). Ron Miles grający na trąbce, Tony Scherr na gitarze basowej i Kenny Wollensen na perkusji i wibrafonie towarzyszą Billowi od bardzo wielu lat, a ich artystyczny dorobek sprawia, że wizyta każdego z nich pojedynczo byłaby artystycznym wydarzeniem. Rzadko ostatnio chodzę na koncerty. Coraz częściej mam wrażenie wielkiego rozziewu między poziomem jaki odnajduję na płytach, a tym jak brzmi muzyka grana żywo. Na niekorzyść muzyki granej na koncertach. Nie muszę dodawać, że to oznacza śmierć jazzu. W tym przypadku było inaczej. Na żywo muzyka zabrzmiała lepiej niż na płytach. Wielka klasa muzyków i lata grania razem sprawiły, że swoboda i perfekcja wykonania pozostawały w absolutnej symbiozie. Kto miał uszy, czuł się jak w niebie.

Jednak mnie, jak i publiczność wrocławską, wzruszyło bardzo jeszcze jedno. 15 lat temu wielka powódź uderzyła w Dolny Śląsk zmieniajac na zawsze historię tego miasta. Ulicą Traugutta, przy której się wychowałem, a którą do tej pory jeździły samochody, autobusy i cieżarówki, wtedy, jak w Wenecji, poruszać się można było jedynie łódką. Patrząc na wzburzone fale Missisipi, widziałem Odrę, widziałem podobny los ludzi, bez względu na epokę, kraj czy kontynent, na kolor skóry. "Jesteśmy wszyscy braćmi - pomyślałem - ale nie rozumiem dlaczego, żeby to odkryć musimy stanąć w obliczu wielkiego nieszcześcia?..."

Autor tekstu: Maciej Nowotny

 


poniedziałek, 12 listopada 2012

W najbliższy wtorek o 21.00 w audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM zagości muzyka genialnego amerykańskiego gitarzysty Billa Frisella. A to wszystko z okazji (której zresztą wcale nie byłoby w jego przypadku potrzeba!) koncertu, który artysta ten da w przyszłym tygodniu w ramach wrocławskiego festiwalu JAZZTOPAD!!!

Zapraszam seredcznie - Maciej Nowotny

* link, aby posłuchać radioJAZZ.FM w internecie (http://radiojazz.fm/player_l_.htm

* w czasie audycji zajrzyjcie na fejsbukową stronę Kocham Jazz, aby pogadać z jej autorem i innymi jej przyjaciółmi: http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169?ref=hl

21:29, trener66
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 listopada 2012

W najbliższy wtorek posłuchacie bardzo mocnego zestawu, w skład którego wejdzie muzyka z następujących płyt:

Ari Hoenig z płyty "PunkBop At The Smalls" (2011) z udziałem zjawiskowego armeńskiego pianisty Tigrana Hamasyana, który tym razem szaleje na Fenderze!

Dead Cat Bounce (coś mi ta nazwa przypomina...) z wydanego także w 2011 roku krążka "Chance Episode"

Micheal Blake z wydanej zaledwwe klika dni temu w Nowym Jorku zjawiskowej płyty "In The Grand Scheme Of Things" (2012)

Przypomnimy też muzykę z trzy płytowej, tegorocznej reedycji legendarnego nagrania Terjego Rypdala z lat 70-tych zatytułowanego "Oddysey"

A zakończymy znowu odrobiną muzyki tajemniczego pianisty z Francji, lecz o afrykańskich korzeniach, Tchangodei, tym razem z krążka nagrana wspólnie ze Stevem Lacy'm i Oliverem Johnsonem i zatytułowanego "The Bow" (1984).

Zapraszam gorąco - Maciej Nowotny


21:42, trener66
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 października 2012

W dzisiejszej audycji Kocham Jazz muzyka z czterech nieziemskich wprost krążków! Zaczniemy od płyty "Live!" świetnego duńskiego perkusisty Andersa Mogensena, znanego nam ze współpracy z utalentowanymi polskimi muzykami studiującymi na Akademii Muzycznej w Odense. Potem wystąpi sextet mało znanego Harolda Johnsona, który pokaże, że w latach 60tych nawet postacie drugiego i trzeciego jazzowego planu nagrywały kosmicznej wręcz jakości muzykę. Potem Polar Jazz, zjawiskowa kapela punk jazzowa, któa zachwyciła mnie swoją grą na tegorocznym festiwalu JazzArt w Katowicach. A zakończymy sięgając po muzykę z płyty "Infinite Search" czeskiego kontrabasisty Miroslava Vitousa, któremu podobnie jak naszemu Stańce udało się zrobić wielką karierę za Oceanem, w ojczyźnie jazzu.

Zapraszam do słuchania we wtorek od 21.00 do 22.00 na internetowaych falach radioJAZZ.FM (link, aby posłuchać naszego radia: http://radiojazz.fm/player_l_.html). Zaglądajcie też w czasie audycji na jej stronę fejsbukową (link: http://www.facebook.com/pages/Kocham-Jazz/128684567224169?ref=hl), aby pogadać z innymi zakochanymi w jazzie duszyczkami, w tym z autotem tej audycji, którym jest Maciej Nowotny ;-)

11:26, trener66
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 października 2012

... posłuchamy muzyki z trzech wyśmienitych płyt:

Tchangodei, Archie Shepp, Mal Waldron - Three For Freedom (1987)

John Coltrane - Live At The Village Vanguard Again! (1966)

Eric Dolphy / Booker Little Quintet - At The Five Spot (1961)

Półeczka najwyższa z możliwych! Zatem zapraszam szlachtę we wtorek o 21.00 do radioJAZZ.FM na jazzowy kawior i szampana! - Maciej Nowotny

14:43, trener66
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 października 2012
środa, 17 października 2012

Początkiem tego roku spędziłem miesiączków wiele niewiele w gościach u braciszków cystersów ściślejszej obserwancji. Słynni są oni wśród naszych zakonników z powodu dziwnie mocnych i smacznych miodów jakie w ich piwniczkach dojrzewają. Osobliwie malinowy półtoraczek, gęsty jak śmietana, a krzepki jak diabeł tak mię przypadł do gustu, że nie przeszkadzała mi nawet klauzula milczenia, która biednych cystersów i ich gości przymusza do zachowania całkowitej ciszy w czasie pobytu w klasztorze. Słał Ci zatem mój opat Ryszardus list za listem i gorzko pisał : “wracaj Wincentiusie, wracaj, bo tu rośnie kupa jazzowych nowości i na Ciebie czekają i Ciebie wołają, abyś je wysłuchał i swym gęsim piórem opisał”. Aliści bona fide przyznam, żem się ruszyć zdołał dopiero gdy ostatnia kropla maliniaczka stała się jeno reminiscencją. Wtedym wrócił, syn marnotrawny, do swego opactwa. Wchodzę ja do mojej celki, a tam płyty na łóżku, pod łóźkiem, dookoła łóżka i taką to pokutę zadał mi ojciec opat, abym je wszystkie czem prędzej przesłuchał i wybrał co piękniejsze, a opisał ad maiorem Dei gloriam.

Najgłośniej chyba było o nowej płycie Pink Freud “Horse & Power”. Piękne melodie na tym krążku przemówią zapewne do miłośników rocka i popu, którzy z ciekawością spoglądają w stronę jazzu w poszukiwaniu czegoś świeżego. Jednak mnie ta płyta szczególnie nie zachwyca. Zbyt mało w niej jazzowej swobody i spontaniczności. Dlatego spośród licznych projektów Mazolewskiego wybrałbym raczej wydany w Stanach winylowy singiel “Wind Streak in Syrtis Major” nagrany z wyśmienitym amerykańskim trębaczem Dennisem Gonzalezem. Za 10-minut tej muzyki oddam chętnie całe “Horse & Power” i jeszcze dorzucę “Wojtka w Czechosłowacji’. Cieszy mnie bardzo, że Mazolewski i Gonzalez planują na ten rok trasę w Stanach, która ma być zwieńczona nagraniem longplaya. Jeśli tak się stanie odszczekam być może wiele z krytyk jakie ostatnio kieruję w stronę Wojtka...

Równie głośno, i nie był to tylko PRowy szum, było o pierwszej płycie Adama Bałdycha dla renomowanej niemieckiej wytwórni ACT. Skład jaki udało mu się zebrać (zapewne z pomocą Siegiego Locha, szefa tej wytwórni) po prostu oszałamia! Lars Danielsson, Jacob Karlzon, Morten Lund, Verneri Pohjola , Marius Neset i Nils Landgren. To jest po prostu śmietanka skandynawskiego jazzu! Muzyka skomponowana przez Adama pięknie wybrzmiała na tym gwiazdorskim tle. Jest głęboka, angażująca, pełna słowiańskiej rzewności, acz przystępna. Dla mnie szczególnie wzruszjące jest to, że Adam nawiązuje do wielkich tradycji polskiej szkoły jazzowych skrzypiec uosabianej przez tak charyzmatyczne postaci jak Zbyszek Seifert, Michał Urbaniak czy Krzesimir Dębski. 

A teraz o płytach, o których prawie nikt nie słyszał, a które są tak dobre, że będą walczyć o miano najlepszych tegorocznych krążków. Pierwsza z nich to drugi w karierze album Tomka Licaka zatytułowany “Trouble Hunting”. Licak reprezentuje środowisko młodych polskich muzyków studiujących w Akademii Muzycznej w duńskim Odense. Podobnie jak jego debiutancki “Quintet” (2011) album ten został nagrany w polsko-skandynawskim składzie, przy czym przynosi jednak o wiele bardziej swobodną, dojrzałą i spójną muzykę. O Licaku się nie mówi tyle co o Baldychu czy Mazolewskim, jednak śmiem twierdzić, że jest on co najmniej równie uzdolniony jak jego mający nieco więcej szczęścia do mediów koledzy.

Licak to człowiek młody, wszystko przed nim, może na sławę poczekać, z kolei Ryszard Piernik to weteran naszych scen. Sława jakoś go omija od lat, ale za to każdy projekt, w który się angażuje zaskakuje. A przecież to zawsze była immanentna cecha najlepszej jazzowej muzyki! Nie inaczej jest z płytą “Fromm”, na której ten legendarny tubista pojawia się wraz z Intuition Orchestra, którą stworzył powracający na scenę Ryszard Wojciul. Jednak “szoł” skradła tym Panom występująca na tej płycie gościnnie Grażyna Auguścik, której wykonywane we freejazzowym stylu wokalizy katapultowały ten materiał do artystycznej stratosfery! 

Nie myślcie, że to koniec wspaniałych płyt jakie przyniósł II kwartał 2012. Zanim jednak do nich przejdziemy zwolnijmy nieco. Latem bowiem mieliśmy prawdziwy wysyp krążków inspirowanych muzyką żydowską. Znany z płyt dla nowojorskiego wydawnictwa Tzadik Records Cracow Klezmer Quartet zmienił nazwę na Bester Quartet (od nazwiska lidera), lecz nie zmienił nic w swojej muzyce. Na ich najnowszym krążku zatytułowanym “Metamorphoses” najmniej jest właśnie tytułowych “metamorfoz”, ale wiele najwyższej jakości grania utrzymanego w inspirowanej muzyką klezmerską stylistyce.

Krok dalej idzie Raphael Rogiński na swojej płycie “Total Gimel”. Z jej okładki wyskakują do nas półnadzy chasydzi w objęciach roznegliżowanych dziewcząt śmigający na deskach surfingowych! Nie jest to przypadek, bo w intencji członków zespołu o nazwie Alte Zachen ma to być żydowska muzyka surferska. Uchylam rąbka kapelusza przed kreatywnością i odwagą młodych artystów, którzy wymyślili ten projekt. Jednak mi bardziej podoba się wydana parę miesięcy wcześniej inna płyta Rogińskiego zatytułowana “Sisters”. Bardzo oryginalne brzmienie gitary Raphaela pięknie uwydatniają na niej wysmakowane elektronicze efekty autorstwa DJ Lenara. Brzmi to nowocześnie, lecz jest spokojniejsze niż “Total Gimel”, a to lepiej odpowiada mojemu temperamentowi czterdziestolatka.

W ogóle Rogiński jest superaktywny w tym roku, bo pojawia się także na najnowszej płycie Wacława Zimpela. Album ten zawiera wariacje na bardzo orginalny (i modny na świecie!) temat muzyki Żydów z Jemenu. Polską dwójkę potężnie wsparli na tej płycie doskonały klarnecista amerykański Perry Robinson i perkusista Micheal Zerang. Ten amalgamat nowoczesnej muzyki improwizowanej i muzyki świata o odcieniu orientalnym prawdopodobnie nikogo nie zostawi obojętnym.

Na koniec dwie płyty, które do głębi mną wstrząsnęły nie tylko muzycznie, ale i duchowo - jak to się niekiedy zdarza w przypadku najlepszego jazzu. Pierwszym krążkiem jest “Zikaron - Lefanay” nagrany przez Ircha Clarinet Quartet. To trzecia płyta tej formacji, której kierunek nadaje Mikołaj Trzaska wspierany dzielnie przez młodych Zimpela, Górczyńskiego i Szamburskiego. Kiedy usłyszałem po raz pierwszy ten materiał w zeszłym roku na koncercie w warszawskiej synagodze Nożyków oniemiałem. Było to idealne połączenie duchowości obecnej w muzyce o korzeniach żydowskich z językiem nowoczesnego jazzu opartego na improwizacji i swobodnej formie. Powstała muzyka czerpiąca z najlepszych tradycji obu gatunków, a jednocześnie zwrócona w przyszłość co zresztą sugeruje tytuł albumu, który można przetłumaczyć “Wspomnienie przede mną”. Ta perełka kończy jednocześnie przegląd licznych w ostatnim czasie polsko-żydowskich asocjacji.

Równie poteżnym ładunkiem duchowej energii jak Trzaska raczy nas Piotr Baron na swoim najnowszym albumie “Jazz Na Hrade”. Podobnie jak tamten także otoczony świetnymi, młodymi muzykami czyli Milwiwem-Baronem, Wanią, Adamczakiem i Jaroszem dał koncert na Praskim Zamku dla Prezydenta Czeskiej Repubki Vaclava Klausa. Na program występu złożyły się kompozycje z jego ostatniej, zeszłorocznej płyty “Kaddish” i z w wydanej kilka lat wcześniej “Sanctus”. Żarliwa religijność Barona sprawia, że jego muzyka wibruje od emocji , jest w niej i rozpaczliwy krzyk i wszechogarniający zachwyt nad dziełem stworzenia, z nie najmniej ważnym jego elementem czyli muzyką. Ta na płycie uniosła na swych skrzydłach mą duszę prosto do Nieba tak, iż przyznam, że całkiem już nie żałuję, że opuściłem gościnny dom braci cystersów z ich słodkim jak miód malinowym półtoraczkiem...

Autor: Maciej Nowotny

 * opublikowane w sierpniowym numerze miesięcznika JazzPress

 

 

wtorek, 16 października 2012

(fot. Konrad Zemler)

Gościem wtorkowej audycji Kocham Jazz w radioJAZZ.FM będzie saksofonista Radek Nowicki. Wielce to utalentowany muzyk, którego tegoroczna płyta "Pathfinder" (2012) należy do najpiękniejszych jazzowych płyt tego roku. Posłuchamy muzyki z tego albumu i z innych, w nagraniu których uczestniczył Radek, a jest ich wiele, bo jest muzykiem cenionym wielce przez innych muzyków. Bądźcie z nami dzisiaj od 21.00 do 22.00 w radioJAZZ.FM (link, aby posłuchać radia w internecie: http://radiojazz.fm/player_.html)

Zaprasza - Maciej Nowotny

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
Follow Kocham Jazz on Mixcloud

Subscribe in a reader

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...